niedziela, 28 września 2014

Rozdzial I

Przepraszam ze dopiero teraz ale moja kolezanka wplynela na to opuznienie. Miesiac temu zadzwonila do mnie z informacja ze poznala super faceta i nim uplynie miesiac sie pobiora i oczywiscie jestem zaproszona. Spytalam o imie szczesliwca i postanowilam ze wyhaftuje i poszewki na poduszki z ich imionami wsrod kwiatow a z tylu zyczenia dla pary mlodej. Gdy skonczylam jej poszewke i bylam w polowie jego zadzwonila z placzem tydzien temu ze slubu nie bedzie i wogule on okazal sie byc pomylka. Jej poduszke schowalam do szafki w razie czego na przyszlosc, jego na razie zostawilam na wierzchu w razie jak by sie jednak namyslila wziasc z nim slub. Po tygodniu jej zapewnien ze jednak zdania nie zmieni poszewke z jego imieniem wyrzucilam do smieci. Na drugi dzien (wczoraj w poludnie) otrzymalam od niej sms ze jednak slub sie odbedzie, i to za kilka dni. Mialam ochote ja zabic i dziekuje panom wywozacym smieci ze wczorajszego dnia sie spuzniali. Nie ma to jak zmiennosc kobiety.
No i przepraszam za brak znakow polskich ale niestety laptop jest po angielsku, jestem ciemna i nie umiem zmienic jezyka, wiec nie mam mozliwosci stosowania znakow polskich (chyba, ale nawet jak jest to bladego pojecia jak zrobic zeby byla). Mam nadzieje ze nie przeszkodzi wam to w czytaniu.
Zapraszam do czytania i komentowania, mam nadzieje ze wam sie spodoba ten pomysl.
Buziaki


Rodzial I
Luna Lovegood, Ginny Weasley i Neville Longbottom rozmawiali w jednym z dziesiatek wagonow Expressu Hogwart bedacym w polowie drogi do wioski czarodziejow znajdujacej sie niedaleko szkoly. Neville spojrzal wlasnie nie pewnie na Ginny ktora wlasnie powiedziala im ze gdy podsluchiwala spotkanie Zakonu Feniksa to dowiewiedziala sie ze Snape znow bedzie nauczyc Eliksirow a Moody (tym razem ten prawdziwy) powraca do szkoly by ponownie objac stanowisko nauczyciela Obrony przed Czarna Magia.
- Jestes pewna Ginny?
- Tak, dlaczego?
Neville opowiedzial dziewczynom co Moody zrobil podczas ich pierwszej lekcji na czwartym roku.
- Rozumiem Neville twoje podejscie i obawy ale musisz pamietac ze to nie byl prawdziwy Moody tylko podszywajacy sie pod niego smierciozerca. W rzeczywistosci wcale nie jest taki zly i na pewno nie zrobilby czegos takiego.
- Wiem ale mimo wszystko zawsze jak widze jego twarz to przed oczami staje mi tamten wyginajacy sie w bolu pajak. To silniejsze ode mnie.
Luna ktora dotychczas tylko przysluchiwala sie rozmowie przyjaciol postanowila sie wstracic.
- Neville, nie martw sie na zapas. Od jak dawna nie widziales profesora?
Chlopak zastanowil sie dluzsza chwile
- Ostatni raz spotkalem go gdy ponad rok temu bylismy w Ministerstwie ale tylko przelotnie i nie mialem wiele czasu na rozpamietywanie tamtej lekcji. A wczesniej widzialem go ostatni raz w dniu ostatniego zadania Turnieju Trojmagicznego.
- No wlasnie Neville, czyli dobre 2,5 roku temu, a to duzo. Podejdz do niego na luzie a bedzie dobrze. Po za tym jestem przekonana ze prawdziwy profesor bedzie zupelnie inny niz tamten smierciozerca.
- Mam nadzieje ze masz racje Luno.
Nie mieli czasu rozstrzasac dalej tego tematu poniewaz do przedzialu zajrzala starsza czarownica z wozkiem pelnym slodyczy spytac czy maja na cos ochote a zaraz po niej wpadl Malfoy jeszcze dumniejszyy niz zwykle (tak, bylo to jak widac mozliwe) ubrany juz w szkolne szaty z odznaka Prefekta Naczelnego na lewej piersi ze swoimi gorylami.
- No, no, kogo my tu mamy? Dziwadlo, zdrajczyni krwi i bezmozg. Dobrany z was trojkacik.
Ryknal glosno z wlasnego dowcipu a goryle ulamek sekundy dolaczyli do niego.
- Wynos sie Malfoy albo...
- Albo co? Poszczujesz mnie ropucha Longbottoma?
Ginny zacisnela piesci i zucila sie na slizgona ale ten w mgnieniu oka machnieciem rozdzki zwiazal ja i zakneblowal usta
- Uwazaj na kogo podnosisz reke Weasley - wydal jeszcze bardziej piers na ktorej lsnila jego odznaka - w przeciwnym razie Gryffindor juz na zawsze bedzie na minusie z punktami.
I wyszedl zostawiajac wsciekla dziewczyne czerwona niczym jej wlosy ze zlosci na twarzy i poszedl chwalic sie dalej. Krukonka ze starszym gryfonem od razu pomogli przyjaciolce wydostac sie z uscisku lin a knebel z ust zerwala sama zupelnie nie zwazajac na towazyszacy temu bol.
- Jak on smial? Jak on... Gdzie moja rozdzka? Ja mu zaraz pokaze....
Podwinela rekawy i przeszukiwala wlasnie torbe w poszukiwaniu magicznej paleczki.
- Ginny, uspokuj sie, nic ci to nie da, jedynie wpakucie cie w klopoty a tego ci chyba nie potrzeba na samym poczatku roku, co?
Gdy dziewczyna wcale nie przestala poszukiwac torby Neville chwycil ja za ramie i obrucil w swoja strone.
- Ginny, Luna ma racje. Pomysl rozsadnie.
- Rozsadnie? To wy pomyslcie rozsadnie! Wlasnie nas obrazil i jeszcze zagrozil na do widzenia a ja mam mu to puscic plazem? Nigdy!
Luna poklecila glowa - jej przyjaciolka byla gryfonka w kazdym calu.
- Uspokuj sie i usiadz. Bedzie jeszcze nie jedna szansa na odegranie sie Malfoyowi i dobrze o tym wiesz. W przeciwienstwie do tego co mysli nie ma wladzy absolutnej.
Do dziewczyny chyba rzeczywiscie zaczely docierac ich argumenty bo zamknela kufer z hukiem i usiadla obok.
- Nie ujdzie mu to na sucho.
Luna lekko usmiechnela sie widzac ze ruda wlasnie obmysla plan odegrania sie na blondynie a Neville psojrzal na zegrarek ktory dostal od babci na 17-te urodziny.
- Za pol godziny bedziemy na miejscu wiec lepiej przebierzmy sie.
Dziewczeta przytaknely i po chwili byli juz w szkolnych szatach, jedynie Neville mial standardowo problem z krawatem. Krukonka wziela rozdzke i jednym prostym zakleciem zawiazala chlopakowi krawat.
- Dzieki Luno, musisz mnie kiedys tego nauczyc.
- Pewnie, jest bardzo przydatne.
- Skad je znasz?
Dziewczyna posmutniala.
- Jak jeszcze tatus pracowal w Ministerstwie to moja mamusia codziennie wiazala tym zakleciem tatusiowi krawat do pracy. Jemu ono nigdy nie wychodzilo poprawnie.
- Twoj tata pracowal w Ministerstwie? - w tym samym czasie mega zdziwieni gryfoni zadali to samo pytanie. Luna widzac ich zdziwienie usmiechnela sie.
- Tak, pracowal w dziale kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. Objal to stanowisko zaraz po szkole i dopiero dwa lata po smierci mamy zalozyl "zaglera". Czemu to was dziwi?
Gryfoni spojrzeli po sobie. Czemu ich dziwi? Pierwsza odezwala sie Luna.
- Nic, tak poprostu.... Twoj tata nie wyglada na kogos kto moglby chodzic w uniformie z krawatem pod szyja codzien do pracy.
Dziewczyna zbyt dobrze pamietala jak Pan Lovegood ubral sie na slub Billa i Fleur i choc bardzo sie starala to nie mogla sobie wyobrazic tego mezczyzny w czyms bardziej normalnym. Krukonka usmiechnela sie ze zrozumieniem.
- Tatus kiedys byl zupelnie inny. Po smierci mamy troche no... zmienil swoj styl ale... no wiecie...
Blondynka zrobila sie czerwona na twarzy ale Ginny spojrzala na nia czule. Krukonka juz jakis czas temu przyznala jej sie ze zdaje sobie sprawe z dziwactwa swojego ojca ale najpierw poprostu wierzyla we wszystko co opowiadal o maginczych stworzeniach i ogolnie we wszystko bedac rozgoryczona po smierci matki a teraz zwyczajnie zbyt mocno go kocha aby swiadomic mu ze gada glupoty, ubiera sie jak blazen i ogolnie wszyscy uwazaja go za dziwaka a ja przy tym tez. Zreszta, przyzwyczaila sie juz do tego.
- Luno, nie smuc sie.
- Nie smuce sie, po prostu smutokurz musial wpasc mi niezauwazony do ust stad ten smutek w moich oczach.
Cala trojka zasmiala sie glosno a po chwili wszyscy wychodzili juz na perony czemu jak zawsze towazyszyl gwar i smiechy uczniow. Hagrid juz nawolywal pierwszorocznych by wraz z nim przeprawili sie przez jezioro a starsi uczniowie ruszyli do karet by po kilku minutach juz byc w Wielkiej Sali. Ginny i Neville pomachali blondynce i poszli razem z Harry'm, Ronem i Hermiona do stolu Gryfonow a Luna usiadla na pierwszym wolnym miejscu przy stole krukonow, Po piesni Tiary ktora standardowo opowiedziala o kazdym z domow w kilku slowach i napomniala wszystkich do zjednoczenia sie w walce przeciw zlu rozpoczely sie przydzialy nowych uczniow. Po dobrych 30minutach przybylo 7 krukonow, 9 puchonow a Gryffindor i Slytherin zdobyli po 10 uczniow wstal dyrektor i swoim milym glosem starszego pana zaczal coroczna przemowe.
- Witam Was moi drodzy na Rozpoczeciu Nowego Roku Szkolnego w Hogwarcie! Mam wam do przekazania kilka waznych informacji, najpierw jednak przestwie wam profesora Lupina ktorego czesc z was na pewno pamieta i ktory uprzejmie zgodzil sie ponownie objac stanowisko nauczyciela Obrony przed Czarna Magia. Powitajcie go! - Luna patrzyla na nowego/bylego profesora a gdy spojrzala w strone stolu lwa zauwazyla ze nie tylko ona ma zdziwienie wypisane na trzarzy. Co stalo sie z Moody'im? - Profesor Snape ponownie wrucil do nauczania Eliksirow. Prefektami naczelnymi zostali Draco Malfoy ze Slytherinu oraz Hermiona Granger z Gryffindoru. Brawa dla nich! Jak zawsze przypominam aby omijac korytarz na trzecim pietrze i oczywiscie nie zblizac sie do Zakazanego Lasu, chyba ze podczas lekcji pod czujnym okiem profesora Hagrida. W tym roku nie mozna rowniez przebywac bez nauczyciela po za zamkiem miedzy godzina 16.30 - 7.30 Wszyscy z was wiedza jaka jest sytuacja w swiecie czarodzieji i ze jestesmy i ze jestesmy w stanie wojny poniewaz sam osobiscie uswiadomilem wszystkich uczniow i ich rodzicow ze swiata niemagicznego i choc szkola jest calkowicie bezpieczna i nikt nie wejdzie to nie jestem w stanie reczyc za wszystkich uczniow - spojrzal w strone stolu weza - i ich poglady polityczne, dlatego tez prosilbym starszych uczniow aby nie zostawialt mlodszych kolegow samych poniewaz nie kazdy bedzie sie w stanie umiejetnie obronic w razie potrzeby/ Jak wiecie przezorny zawsze ubezpieczony. A teraz usmiechy na usta i smacznego! - Albus Dumbledore  klasnal w dlonie i nim usiadl stoly juz uginaly sie od jedzenia.
Dwie godziny puzniej gdy wiekszosc uczniow przebrana w pizamy udala sie do lozek Ginny wrzucila do kominka proszek Fiuu i wsadzila glowe w zielone plomienie wypowiadajac przy tym wyraznie 'Nora'. Jej glowa znalazla sie w kuchni gdzie Pani Weasley sprzatala wlasnie po kolacji.
- Ginny, co sie dzieje?
- Nic mamo, chcialam tylko zapytac jak to stalo ze jednak Remus bedzie nas uczyl a nie Mood'y?
Mina Pani Weasley wyraznie zmienila wyraz.
- Skad wiesz ze Alastor mial byc...
- Podsluchalam ale prosze nie praw mi teraz kazania tylko mow jak to sie stalo?
Gdy ujrzala lzy w oczach matki juz znala odpowiedz.
- Kiedy? Jak?
- Dzis w poludnie. Razem z kilkoma innymi czlonkami Zakonu mieli misje i cos poszlo nie tak.
Chciala matke przytulic, jakos pocieszyc. Jej matka i Moody byli bardzo z zzyci, zaprzyjaznili sie jeszcze w szkole a po pierwszej wojnie w ktorej zginela cala rodzina jej matki i jego byli dla siebie jak rodzenstwo. Na szczescie w tej chwili wszedl jej tato i gdy spojrzal na glowe corki w kominku i placzaca zone od razu zorietowal sie co sie stalo i zaczal pocieszac zone. Ginny wyszeprala jedynie 'Przykro mi' i wrocila glowa do Pokoju Wspolnego. Dopiero teraz zauwazyla ze policzki ma mokre od lez. Otarla je i ruszyla do sypialni dziewczat - jutro powie reszcie.

Nastepnego dnia przed sniadaniem przekazala im wiadomosc o smierci mezczyzny ktorego traktowala jak wojka. Wszystkimi ta wiadomosc wszasnela i nawet Luna ktora dosiadla sie do ich stolu i sumie nie znala czarodzieja miala smutek w oczach podobnie jak Neville. Harry z Ronem postanowili ze skoluja troche Ognistej Weaskey by magiczna tadycja wypic po kieliszku za spokoj zmarlego. Po kilku minutach ciszy kazdy zaczal rozchodzic sie na wlasne zajecia. Luna spojrzala na swoj plan - pierwsze dwie godziny to eliksiry - super. Spojrzala na ruda i po minie wywnioskowala ze maja to samo. Wychodzily juz z Wielkiej Sali gdy blondynka uslyszala ze wola ja opiekun jej domu.
- Panno Lovegood!
- Tak profesorze?
- Profesor Dumbledore prosi abys dzis o 18 odwiedzila go w gabinecie. Haslo to 'rodzynki'.
- Oczywiscie profesorze. - Usmiechnela sie ale po chwili juz marszczyla czolo. Co Dumbledore moze od niech chciec? Ginny chyba myslala o tym samym bo odezwala sie.
- Wiesz o co moze chodzic?
- Nie mam pojecia ale pomyslimy o tym pozniej. Teraz trzeba leciec na eliksiry bo jak sie spuznimy....
Wpadly do sali doslownie minute przed Snape'em ale zdarzyly wyjac podreczniki.
- Minus 5 punktow za krzywy krawat Weasley.
No to sie zaczelo...

Dzien zlecial szybko i tylko eliksiry byly jak zwykle nie przyjemne. Nim Luna sie obejrzala juz szla do gabinetu dyrektora a za godzine miala byc pamiatka za Moody'iego w Pokoju Zyczen.
- Witam Panno Lovegood, prosze usiadz. Dropsika?
- Nie dziekuje profesorze.
- Jak pierwszy dzien?
- Dobrze, aczykolwiek gdyby nie profesor Snape byloby o wiele lepiej.
- Zgaduje ze wiecie juz o Alastorze?
- Tak, przykro mi.
Czarodziej na chwile zamyslil sie ale po chwili znow podjal dziarskim tonem.
- Zapewne zastanawiasz sie czemu Cie tu wezwalem.
- Oczywiscie.
- Chcialem cie poprosic o wykonanie pewnego zadania. Dlugo myslalem komu je powierzyc i ostatecznie postanowilem w pierwszej kolejnosci poprosic o to Ciebie.
- Jestem zaszczycona profesorze. Jak moge pomuc?
- Chcialbym wyslac Cie do roku 1977 abys zdobyla dla mnie pewne wspomnienie.
Dziewczyne wmurowalo. Cofnac sie do lat '70?
- Czyje to wspomnienie?
Czarodziej odpowiedzial dopiero po chwili podczas ktorej patrzyl jej gleboko w oczy.
- Profesora Snape'a.
Wyrzeszczyla oczy na czarodzieja siedzacego przed nia tak bardzo ze jeden zbylych dyrektorow zastanawial sie w swoim obrazie czy aby dziewczynie nie wypadna.
- Co?
- Tak Luno. Wpomnienie nalezy do profesora Snape'a.
- A czemu Pan poprostu nie poprosi go o to wspomnienie? Przeciez profesor Snape jest po naszej stronie. - Ginny opowiedziala jej o Zakonie Feniksa i o tym co robi dla nich Mistrz Eliksirow dyrektor jednak zdecydowal sie nie podejmowac tematu skad ona o tym wie.
- Owszem, ale przyjecie Mrocznego Znaku jest jednoczesnie Wieczysta Przysiega. Voldemort pokazal Severusowi cos bardzo poteznego i to wlasnie to zawazylo ostatecznie o jego decyzji o przylaczeniu sie do Smierciozerow, ale Mroczny Znak uniemozliwia mu pokazanie komukolwiek tego wspomnienia.
- Co to za wspomnienie?
- Voldemort pokazuje mu jak sie robi horkruksa. Wiesz co to jest?
Krukonka nie miala pojecia ale byla pewna ze to cos z dziedziny bardzo czarnej magii.
- Niestety nie.
Dyrektor po krotce opowiedzial jej o horkruksach i o tym jakie maja znaczenie w tej wojnie.
- Luno, informacje ktore Ci wlasnie przekazalem sa bardzo istotne ale rozniez stwiaja cie w ogromnym niebezpieczenstwie. Oprucz ciebie jedynie 3 uczniow wie o tym co ci tu powiedzialem i chcialby aby tak pozostalo.
- Czywiscie profesorze. Czy profesor Snape wie o mojej wyprawie?
- Nie, i niech tak pozostanie. Im mniej wie tym lepiej dla niego. Jesli chodzi o strone techniczna to zjawisz sie na rozpoczeciu roku. Jestes co prawda w 6 klasie ale trafisz na rok Severusa zeby bylo ci latwiej sie z nim zaprzyjaznic wiec na rok 7 ale jestes inteligetna wiec dasz sobie rade. Masz 3 miesiace na zdobycie zaufania mlodego profesora i wyciagniecie z niego wspomnienia.
- Kiedy sie przeniose?
- W piatek. Jakies pytania?
- Tylko jedno. Jakim chlopcem byl wtedy profesor?
Dyrektor znow sie zamyslil jakby wracajac wspomnieniami do przeszlosci.
- Byl bardzo skryty w sobie, zachwycony potega Czarnej Magii i juz wtedy ciagnelo go do Voldemorta.
Tym razem to Luna sie zamyslila.
- A czy nie lepiej by bylo gdybym sprubowala naklonic profesora abyb zszedl z drogi czarnej magii?
- Nie moja droga, nie moge ci na to pozwolic. Bez Severusa nie bedziemy mieli zadnych szans na wygranie tej wojny a gdyby wtedy podjal inna decyzje to dzis nie bylby tym kim jest. Wszystko potoczylo by sie inaczej. Twoje zadanie ogranicza sie jedynie do wyciagniecia od niego wspomnienia o ktorym ci juz powiedzialem. Chce cie widziec w piatek o polnocy w moim gabinecie. Mozesz juz wrucic do swoich zajec.
- Dziekuje profesorze.
Wciaz zamyslona wyszla z gabinetu dyrektora i poszla na pamiatke po Moody'im.

Nastepne dni minely uczniom szybko i nim spostrzegli byl juz upragniony weekend. Pogoda byla piekna wiec wszyscy uczniowie z wyjatkiem Hermiony Granger ktora pisala esej na transumatacje w bibliotece wyszla na blonia by wdychac swierze powietrze i cieszyc sie ostatnimi dniami slonca. Ginny siedziala na trawie w ramionach Harry'ego, obok nich siedzial lekko sztywny Ron ktory wciaz nie mogl sie oswoic z mysla ze jego najlepszy przyjaciel kocha jego siostre, Neville kilka metrow dalej zbieral jakas rosline na temat ktorej mial napisac prace na zielarstwo. Luna natomiast siedziala pograzona we wlasnych myslach. Przez caly tydzien ukradkiem obserwowala profesora Snape'a i im dluzej to robila tym bardziej przekonywala sie ze zadanie ktore powierzyl jej profesor Dumbledore jest nie mozliwe do wykonania. Wszyscy wiedzieli ze Snape jest dupkiem, zgorzknialym starym kawalerem z podlym humorem, niesprawiedliwym, faworyzujacych slizgonow nietoperzem, ale w tym roku jest jeszcze gorszy. Szanuje go jako profesora, i za to wszystko co dla nich robi w wojnie ale w glebi serca szczerze go nie lubi. A zdawala sobie sprawe z tego ze teraz jak jest po stronie dobra to pewnie jest z nim lepiej niz gdy zostal smierciozerca. Tatus opowiadal jej ze kiedys Snape byl gorszy od rodzenstwa Carrow i Bellatrix Lestrange razem wzietych. A ona miala wkroczyc na scene na kilka tygodni przed tym jak przylaczyl sie do smierciozercow. Potarla oczy.
- Luna, co sie dzieje? Ostatnio jestes jakas nieobecna.
- Harry, nic sie nie stalo poprostu Luna martwi sie o tate. - Ginny wybawila przyjaciolke od odpowiedzi na pytanie. Krukonka nie lubiala klamac, szczegolnie tym ktorych lubi. Gdy po pamiatce przyjaciolka zapytala ja co chcial od niej dyrektor powiedziala jej ze ten wysyla ja na misje ale nie moze inkomu o tym mowic. Ruda zrozumiala i nie meczyla jej o to.
- Zagramy w eksplodujacego durnia? - zaproponowal Ron i wszyscy przytakneli. Reszte dnia spedzili smiejac sie i zartujac a gdy rozchodzili sie do swoich wiez gryfonka dyskretnie przytulila blondynke, kazala jej uwazac i zyczyla powodzenia. Luna wzdechnela - to ostatnie mocno jej sie przyda. Ruszyla w strone swojego dormitorium.

- Panno Lovegood, widze ze juz Pani czeka.
- Tak profesorze, jestem gotowa.
- Nie moja droga, jeszcze nie. Najpierw musimy troche zmienic twoj wyglad aby w pozniejszych latach profesor nie zorietowal sie ze to bylas ty.
Machnieciem rozdzki zmienil kolor jej wlosow z jasnego blondu na ciemna czekolade, staly sie proste, a na jej nosie polawily sie okulary w czarnych oprawkach.
- Mysle ze tyle wystarczy. Przy twojej urodzie zmiana koloru wlosow sprawila ze wygladasz zupelnie jak inna osoba.
- Dziekuje profesorze. Mam jeszcze jedno pytanie.
- Slucham.
- Jak sie tam przeniose?
- Dzieki proszkowi Prezent-Past. Moj wynalazek. Dziala tak samo jak proszej Fiuu tylko zamiast miejsca w ktorym chcesz sie znalesc podajesz konkretna date oraz godzine. Dzis jest 4 wrzesnia, piec po polnocy. Jak bedziesz wracac powiedz ta date tylko dodaj 5min tak na wszelki wypadek. Trzymaj, to na powrut. To list dla mnie, daj mi go zaraz po wyjsciu z kominka. A to na teraz - wreczyl jej wpierw woreczek z fioletowym proszkiem, nastepnie zapieczetowana koperte a na koncu podsunal mala doniczke z proszkiem w srodku. Rozdzka lewitowala kufer do kominka i wziela do reki garsc proszku.
- Jaka data profesorze?
- 1 wrzesnia 1977, godzina 18.30.
Weszla do kominka i nabrala glebiej powietrza.
- Powodzenia Panno Lovegood.
- Dziekuje profesorze - zamknela oczy, chwycila kufer i wypowiedziala - 1 wrzesnia 1977, godzina 18.30.

sobota, 27 września 2014

Wielki powrot

Witajcie!
Po pierwsze chcialam przeprosic ze tak dlugo nie bylo nowego posta ale sprawa jest prosta - brak laptopa i wstawianie zdjec kartek na ktorych zapisywalam swoje wypociny i wogule jakos mi sie to nie widziala, wogule sie zniechecilam, stwierdzilam ze to wszystko Luna i Snape to bylo za szybko sie rozwinelo, i tak nie wiadomo skad w zwiazku z tym postanawiam na razie zawiesic to opowiadanie - moze kiedys wruce choc watpie. Ale spokojnie, poniewaz mam juz w zanadrzu kolejne opowiadanie, tez Luna i Snape, przepisuje powoli z kartek na komputer i bede stwawiac nowe rozdzialy (na razie mam 3 ale to dopiero poczatek - rozkrecam sie), numery rozdzialow beda cyframi rzymskimi tak dla rozroznienia. Mam nadzieje ze przypadnie wam do gustu i zapraszam do komentowania.

I wlasnie zauwazylam ze mam juz prawie 5tys odwiedzin za co wszystkim bardzo dziekuje i mam nadzieje ze bedziecie dalej wpadac tu :)

Pozdrawiam

sobota, 31 maja 2014

Krzywołap&Ponurak cz.3 ostatnia

No siema, tu brat autorki. Z góry przepraszam za wcześniejszego posta (zapomniałem jednej kartki) ale już jest dobrze. Jeżeli znów czegoś będzie brakować to piszcie ale jestem dziś taki przymulony, no i tyle.
Miłego czytania.


piątek, 2 maja 2014

Rozdział 21

Jakoś tak od rana wzięła mnie wena więc napisałam kolejny rozdział. Jutro wyjeżdżam do UK więc przez jakiś czas pewnie częściej będę pisała do puki nie znajdę jakiejś pracy. A rozdział dedykuję oczywiście mojej Lunie - twoje komentarze dodają mi weny i chęci do pisania. Dziękuję Ci bardzo i przepraszam że rozdział krótki i nie wiele się w nim dzieje.
-------------------------------------------------------------------
Ciemność. Zimno. Wilgoć. Cisza. Ale nie, nie całkowita cisza. Ktoś jest z nią, słyszy oddech, tuż obok. Powoli otwiera oczy prubując dostrzec coś w otaczającym ją mroku. Gdzie jest? Co się dzieje? Zamknęła oczy prubując sobie przypomnieć to co pamięta ostatnie. Pociąg. Jechała pociągiem. Ale gdzie? A tak do domu. Była z Ginny i Nevillem. Ból przeszył jej głowę i usłyszała syk wydobywający się z jej gardła.
- Spokojnie, powoli. Uderzyłaś się mocno w głowę, obawiałem się że już się nie obudzisz.
Zna ten głos. Słyszała go już kiedyś ale kiedy? Tak, gdy kupywała różdżkę z tatusiem na Pokątnej. Pan Ollivander. Ale czy na pewno? Ponownie otworzyła oczy tym razem widząc już lepiej i spróbowała się podnieść ale kolejna fala bólu przeszyła jej głowę aż się skrzywiła.
- Nie podnoś się, musisz odpocząć.
Posłuchała ciepłego głosu starszego mężczyzny i leżąc na czymś zimnym i wilgotnym myślała o tym co wydarzyło się w pociągu. Pamiętała szare oczy Malfoy'a unikającego jej spojrzenia i odgłos zatrzymującego się pociągu. Choć bardzo próbowała nie pamiętała nic do czasu jak obudziła się tu gdzie jest. Po paru minutach stwierdziła że jest na siłach się podnieść i uniosła się na łokciach rozglądając dookoła. Znajowali się w lochu, a mężczyzna to rzeczywiście był p.Ollivander którego sklep odwiedziła mając 11lat.
- Gdzie jesteśmy?
Jej głos był ochrypły i dopiero teraz uświadomiła sobie jak bardzo chce jej się pić. P.Olivander jak by czytając w jej myślach podał jej metalowy kubek napełniony wodą który wypiła duszkiem do dna.
- Jesteśmy w lochu Malfoy Manor.
Kilka chwil zajęło Krukonce przetrawienie tej informacji.
- W Malfoy Manor? Ale czemu? Co się stało? Byłam w pociągu, jechałam do domu na święta... - strach objął jej serce gdy uświadomiła sobie co mogło się stać z jej ojcem i przyjaciółmi - A co z moim ojcem? Czy on też tu jest? Co z Ginny i Nevillem?
P.Olivander widząc zdenerwowanie dziewczyny zaczął ją powoli uspokajać mówiąc to co zdołał podsłuchać i to czego się domyślał.
- Spokojnie. Już mówię Ci wszystko to co wiem. Czarny Pan był zły na twojego ojca za to co wypisuje w jakiejś gazecie i próbowali go uciszyć ale powiedział że nie przestanie wspierać Pottera. Czarny Pan więc uznał że jak porwie Ciebie to uciszy tym samym Twojego ojca, a jemu obiecał że Cię odda jak dostarczy mu Potter'a.
Luna patrzyła w osłupieniu na czarodzieja.
- Dostarczy Harry'ego? A niby w jaki sposób? Tyle ludzi go szuka, wyznaczono nawet nagrodę za złapanie go więc jak tatuś mógłby go złapać? Przecież to nie możliwe!!
- Wiem panno Lovegood.
- Proszę mówić mi po prostu Luna. Długo Pan tu jest?
- Kilka miesięcy. Czarny Pan potrzebował rady odnośnie różdżek swojej i Potter'a. Są bliźniaczkami i choć walczyć ze sobą mogą to poważnie się zranić albo zabić już nie. Wysłał więc do mnie swoich popleczników którzy spalili mój sklep na Pokątnej i przyprowadzili tutaj. I tak tu mieszkam. Powiedz, co dzieję się na zewnątrz? Jedyne co wiem to że Ministerstwo zostało przejęte
przez śmierciożerców i że dyrektorem szkoły jest teraz Snape.
Luna opowiedziała mu o wszystkim co wiedziała a później rozmawiali jeszcze długo rozważając wszelkie możliwości wyjścia z lochu ale bez różdżek nic nie mogli zrobić. W końcu zmęczeni oboje zapadli w niespokojny sen.

Severus Snape deportował się nieopodal Malfoy Manor. Jutro Wigilia a Czarny Pan zażądził że chce ukarać kilku nieposłusznych mu Śmierciożerców (jak by nie mógł poczekać do końca świąt), a on jako jego zastępca został oczywiście zaproszony na to przyjęcie. Nie żeby miał ochotę w nim uczestniczyć ale przynajmniej spotka się z Lucjuszem i Narcyzą, dawno ich nie widział. Przeszedł przez bramę posiadłości i ścieżką wysypaną żwirem dotarł do schodów na szczycie których były drzwi. Otworzył mu jeden z wielu skrzatów będących własnością Lucjusza i zaprowadził go do salonu w którym już rozpoczęło się przyjęcie sądząc po kilku wykrzywionych bólem twarzach. Gdy tylko wszedł od razu podszedł do niego Lucjusz z dwoma szklankami napełnionymi Ognistą i podał jedną przyjacielowi.
- Witaj Severusie. Co słychać?
- Witaj Lucjuszu. U mnie nic nowego, ciągle użeram się z dzieciakami. A u Ciebie?
- A to co widać. Może pójdziemy do mnie i porozmawiamy na spokojnie?
Severus przytaknął i niezauważalnie udali się do gabinetu Pana Domu gdzie usiedli na sofie.
- Więc co się dzieje Lucjuszu?
Pomimo tego że przecież Lucjusz wiedział że nikt nie jest w stanie podsłuchać tego o czym mówią w gabinecie dzięki bardzo silnym zaklęciom rzuconym na to pomieszczenie to i tak z lękiem zerkną w stronę drzwi.
- Martwie się. Martwie się o Dracona, martwie się o Narcyzę, martwie się o to co z nami wszystkimi będzie...
Snape widząc że przyjaciel jest cały roztrzęsiony i na skraju załamania psychicznego (czy wszyscy wokół niego muszą się ostatnio załamywać?) chwycił go za rękę i ścisnął ją w przyjacielskim, pocieszającym geście.
- Lucjuszu przede wszystkim musisz zachować spokój i nie okazywać swoich emocji bo jak tylko Czarny Pan zauważy Twój nie pokój zacznie podejrzewać że coś kombinujecie i odeśle was z zaufanego kręgu śmierciożerców do reszty plebsu a wtedy będziecie traktowani jak ścierwa. W chwili obecnej nic Wam nie grozi. Przez większość czasu Draco jest pod moją opieką w szkole a wiesz że przy mnie nic mu się nie stanie, a Narcyza puki się nie wychyla zbytnio też jest bezpieczna. Po za tym Czarny Pan uwielbia Bellatrix i jej miłość do okrucieństwa więc wątpie żeby zrobił coś co mogłoby dać jej powód do odwrócenia się przeciw niej. Czarny Pan nie jest głupi, wie że Bella ma duże poparcie wśród śmierciożerców ale w chwili obecnej jego głównym zmartwieniem jest Potter. Dopóki więc nie ma Pottera nie musicie się o nic martwić. A jak już jesteśmy blisko tematu Pottera - ktoś go gdzieś ostatnio widział?
- Nie, dobrze się ukrywa cwaniak. Pewnie ta Granger zajmuje się tym żeby nikt ich nie złapał. Myślę że z całej trójki ona jedna myśli bo Weasley jak to Weasley ma puding zamiast muzgu. Szkoda że ta Granger nie ma nawet kropli krwi czarodziejów bo świetnie nadawałaby się na żonę dla Dracona...
Snape rad był że myśli Lucjusza zeszły na inny tor więc postanowił kontynuować luźne tematy.
- A czy Ollivander dostał kogoś do towarzystwa? Może Grindenwalda albo jakiegoś innego sławnego różdżkarza?
- Mamy nowego więźnia ale nie różdżkarza. Zajęty jest jeszcze szukaniem Grindenwalda, ponoć on miał ostatnio Czarną Różdżkę...
- A kim jest nowy? Zakładam że jest ważny skoro tu przebywa bo plebs jest w Azkabanie. Czyżby Czarny Pan rozpoczął poszukiwanie kolejnego z insygniów i przesłuchuje kolejnych ludzi?
- Nie. To córka Lovegooda, tego od szmarławca który ciągle pisze aby pomagać Potterowi.
Serce Severusa stanęło na chwilę by zaraz rozpocząć bić z kilkakrotnie większą siłą. Miał wrażenie ze bicie jego serca słychać w całym domu ale twarz jak zawsze miała na sobie maskę obojętności pomieszanej z lekką nudą. Lovegood porwana. Ale kiedy, jak? I czemu on nic o tym nie wie?
- A po cóż Czarnemu Panu tu Lovegood? I czemu nie zostałem poinformowany? Jestem jej dyrektorem i odpowiadam za nią.
Lucjusz badawczo mu się przyglądał przez kilka sekund zanim odpowiedział ale nie musiał się martwić o to że coś wyczyta z jego twarzy.
- Czarny Pan uznał że jedynym sposobem na uciszenie Lovegood'a jest porwanie jego córki - czy odniosło skutek dowiemy się jutro ponieważ jutro wychodzi nowe wydanie tego jego piśmidła.
- A to pewnie nie długo panna Lovegood będzie u Was gościć - jestem pewny że jej ojciec przestanie popierać Pottera nie tylko w swojej gazecie ale i w swoim sercu. A czemu jest tu a nie w Azkabanie?
- Czarny Pan chciał ją tam umieścić ale powiedzieliśmy mu że lepiej będzie jak zostanie u nas żebyśmy ją mieli pod ręką w razie jak by okazało się że wie coś o Potterze. Draco mówił że kiedyś należała do tego stoważyszenia Pottera... Jak to się nazywało?
- Gwardia Dumbledore'a.
- Dokładnie.
- Dobrze zrobiliście. Co prawda jestem pewny że nie ma żadnych informacji o Potterze ale tutaj przynajmniej będzie jej lepiej. Dziękuję że zdecydowaliście się nią zaopiekować i wstawiliście się za nią. W Azkabanie długo by nie przeżyła przy zdrowych zmysłach.
Nie ma się co martwić, Luna niebawem wróci do domu i ma nadzieję że nie wróci już do szkoły. Nie chce widzieć więcej jej twarzy. Nigdy więcej. Po za tym tutaj nie grozi jej niebezpieczeństwo. Chwilę pogrążony we własnych myślach nie zauważył kolejnego badającego spojrzenia jakie posłał mu Lucjusz.
- A co do tego kiedy wyjdzie. Czarny Pan uznał że warto by zrobić Lovegoodowi mały żart. Obiecał oddać mu córkę jak dostarczy mu żywego Pottera.
Snape spojrzał na Lucjusza z oczami jak spodki.
- Dostarczyć mu Pottera? A niby w jaki sposób?
- Nie mam pojęcia. Ale podejrzewam że Panna Lovegood będzie u nas do puki nie skończy się ta wojna.
- Na to wygląda że tak.
Osuszyli szklanki w których od razu pojawiła się nowa porcja bursztynowego płynu a między mężczyznami zapadła chwila ciszy gdy każdy z nich pogrążony był we własnych myślach.
- Może chciałbyś się z nią zobaczyć?
Głos przyjaciela wyrwał Severusa z myśli o blond krukonce.
- Z kim?
Głupie pytanie. Pytanie zadawane przez tych co chcą udać że nie wiedzą o co chodzi choć doskonale wiedzą i chcą to ukryć.
- Z panną Lovegood.
Musi odmówić.
- Tak - co ona najlepszego powiedział? Choć wcale nie musiał się usprawiedliwiać i tak to zrobił - Może faktycznie zapytam się ją o Pottera. Jej przyjaciółka Weasley jest byłą Pottera. Może jednak coś wie.
Lucjusz niezauważalnie uśmiechnął się pod nosem.
- Dobrze, każe Glizdogonowi przyprowadzić Ci ją. Poczekaj chwilę.
Chwycił ostatni łyk ze szklanki i odstawił ją na stolik obok sofy i wyszedł z gabinetu zostawiając Severusa pełnego obaw odnośnie spotkania i złości na samego siebie że na nie przystał.

Luna siedziała na długim wąskim kamieniu służącym jej za łóżko i liczyła cegły w ścianie na przeciw niej. Ostatnie dwa dni minęły jej niewyobrażalnie wolno i nudnie. Ich potrzeby ograniczyły się do najprostrzych takich jak woda i jedzenie, a coś co kiedyś było dla niej oczywiste (np. ciepła woda do wymycia się czy miękkie łóżko) dziś wydawało jej się być czymś królewskim. Choć wody i jedzenia mieli pod dostatkiem to przecież na tym świat się nie kończył. Martwiła się o tatusia, o przyjaciół, o to co się z nią stanie. Dla zajęcia myśli liczyła wszystkie cegły w lochu i choć tą ściane liczyła już 3raz to wmawiała sobie że przecież mogła się pomylić w obliczeniach tak aby w tym liczeniu wciąż odnaleść sens. Pan Ollivander spał na kamieniu obok. Przesypiał praktycznie większość czasu, a gdy nie spał to opowiadał jej o swojej młodości, żonie którą przedwcześnie stracił, o tym co zrobił i o tym czego nie powinien robić. Były to tak naprawdę jedyne chwile gdy Luna mogła całkowicie zapomnieć o otaczającym ją miejscu i pogrążyć się w opowiadaniach staruszka. Choć bardzo się starała to z jej myśli nie mogła też wyrzucić swojego Dyrektora. Ciągle błąkał się w jej umyśle dając o sobie znać co kilka chwil. Momentami nie mogła się nawet skupić na tęsknocie za domem bo zjawiał się on z jego pocałunkami i dotykiem dużych silnych dłoni na jej ciele. Choć w rzeczywistości daleko nie zaszli to w wyobraźni dziewczyny doskonale już znali swoje ciała i potrzeby. Ocknęła się z zamyślenia. No tak, znów o nim myślała i nie pamięta na czym skończyła liczyć! Już miała zacząć od nowa gdy usłyszała że ktoś wchodzi do lochów. Pan Ollivander też szybko wybudził się ze snu i razem z Luną patrzył w stronę kraty przez którą wszedł Glizdogon.
- Dziewczynko, Pan prosi Cię do swojego gabinetu.
Serce Luny zagalopowało ale posłusznie wstała i wygładziwszy mundurek szkolny który wciąż miała na sobie ruszyła za czarodziejem posyłając jeszcze staruszkowi uspakajające spojrzenie choć sama drżała w środku martwiąc się o to co przyniosą jej nadchodzące chwile. Idąc przez Malfoy Manor zauważyła że choć dom użądzony jest w przygnebiającej czerni z zielenią i srebrymi dodatkami jest do dom użądzony gustownie w którym wyczuwało się silną kobiecą rękę. Szli właśnie przedpokojem w którym wisiały przeróżne obrazy w którym jej uwagę przykół ten na którym była namalowana Morrgana ucząca Merlina jakiegoś zaklęcia. Przysnęła na chwilę wpatrując się w obraz zwracając specialną uwagę na szczegóły obrazu które namalowała najprawdopodobniej najwprawniejsza ręka której dzieło miała zaszczyt właśnie oglądać. Zapatrzona w obraz nie spostrzegła że Glizdogon podszedł niebezpiecznie blisko niej i dopiero ręka którą doknął jej pośladka sprawiła że oderwała wzrok od Merlina i jego nauczycielki. Odskoczyła jak popażona od czarodzieja na co on tylko zaśmiał się wystawiając na widok publiczny swoje czarne połamane zęby. Ciarki przeszły przez jej ciało i rozejrzała się w koło w poszukaniu czegoś co pomogłoby jej się obronić.
- Glizdogonie! Jak śmiesz dotykać pannę Lovegood?
Za nią w głębi korytarza rozległ się głos należący do Dracona Malfoy'a.
Luna odwróciła się w stronę z którego dochodził głos i ujrzała go jak idzie w ich stronę błyskawicami z oczu obrzucając niskiego grubego czarodzieja stojącego obok niej.
- Zejdź mi z oczu zanim postanowię powiedzieć o wszystkim Czarnemu Panu. Wiesz doskonale jak Pan reaguje na tego typu zachowanie.
Czarodziej skulił się lekko w sobie ale odważył się jeszcze zaczepnie odezwać do blondyna.
- Pański ojciec kazał mi przyprowadzić dziewczynę do gabinetu.
- Zatem ja to zrobię. A Tobie radzę zejść mi z oczu jak najszybciej.
Glizdogon widząc że przegrał schował się szybko w jednej z wnęk znajdujących się w korytarzu, Draco natomiast ruszył korytarzem a Luna potruchtała szybko za nim.
- Dziękuję.
Nawet na nią nie spojrzał.
- Za co?
- Za uratowanie mnie. Nie wiem czy sama bez różdżki byłabym w stanie się obronić.
Odezwał się już ani słowem. Zatrzymał się przed drzwiami z ciemnego dębu i zapukał cichutko dwa razy.
- Ojcze... zajrzał w głąb gabinetu - Oh to Ty wuju. Przyprowadziłem pannę Lovegood.
- Lucjusz mówił że to Glizdogon ją przyprowadzi.
- Miał ale zaczął się niestosownie zachowywać wiec sam wziąłem to na sobie. Nie pozwolę by ktokolwiek obmacywał jakąkolwiek kobietę w tym domu jeśli ona sobie tego nie życzy. Zostawiam Ci wuju dziewczynę. Zawiadom mnie jak skończycie to ją odprowadzę.
I wyszedł zamykając cicho za sobą drzwi i zostawiając Lunę samą z Severusem.

Lucjusz stał przy ścianie w pokoju sąsiadującym z gabinetem i właśnie zdjął obraz wiszący na ścianie za którym kryła się maleńka wnęka dzięki której mógł widzieć wszystko co dzieje się w gabienecie choć nie mógł nic usłyszeć. Choć Severus doskonale ukrywał swoje uczucia względem dziewczyny to Lucjusz od razu zauważył różnicę w głosie i sposobie mówienia u przyjaciela gdy wspomniał o pannie Lovegood. Zakochany Severus... Tego jeszcze nie było. Kochanki owszem, ale miłość? Nie... Do tego nie doszło nigdy w przypadku tego czarnookiego czarodzieja. Nie miał co prawda jeszcze pewności co do tego co łączy go z tą dziewczyną ale następnych kilka chwil dało mu stuprocentową odpowiedź. Powiesił obraz ponownie na scianie i cichutko zamnkął pokuj. w drodze do salonu zachaczył jeszcze toaletę aby wymyć dłonie które spociły mu się z wrażenia gdy patrzył na to co działo się w gabinecie. Otworzył drzwi i wpadł na Rajni która właśnie miała pukać do drzwi.
- Oh Lucjuszu, witaj.
Jedno spojrzenie na twarz tej kobiety i już był stracony. Zapominając o Bożym świecie chwycił w dłonie jej twarz i przycisnął jej usta do swoich w pełnym głodu pocałunku. Rajni nie odwajemniła pocałunku jak zawsze ale czuł że ona pragnie tego tak samo mocno jak on i ta świadomość mu wystarczała. Pchnął ja na ścianę obejmując jedną dłonią w talii a drugą zatapiając w jej długie czarne włosy ułożone w luźny kok z którego właśnie wypadały szpilki. Czuł jak kobieta go odpycha rękami, jak próbuje mu się wyrwać co tylko zwiększyło jego pożądanie aż poczuł ból w lędźwiach.
- Lucjuszu!
Głos Narcyzy przywołał go do porządku i puścił ciemną kobietę która szybko uciekła w głąb domu poprawiając pośpiesznie fryzurę. Wytarł dłonią usta wilgotne od pocałunków i spojrzał żonie w oczy.
- Lucjuszu! Jak możesz całować ją na środku domu? Każdy mógł Was zobaczyć! Fakt że znoszę Twoją miłość do tej kobiety nie znaczy że pozwolę aby ludzie dowiedzieli się o tym co Was łączy! Rób z nią co chcesz o ile Ci na to pozwoli ale tak aby nikt was nie widział.
Odeszła w stronę kuchni z wysoko uniesioną głową wydać kilka dyspozycji skrzatom a Pan domu ruszył na wciąż trwające przyjęcie.

czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 20

Witajcie!
Napisanie tego rozdziału zajęło mi sporo czasu i wogule nie miałam weny ale dzisiaj jakoś tak dosiadłam sie i ukończyłam :) Nie jestem z niego zadowolona, mam wrażenie że tekst wyszedł mi bardzo suchy i wogule jakiś taki nijaki ale opinię zostawiam Wam. Nie obiecuje kiedy będzie następny rozdział ale myślę że jeszcze w tym miesiącu coś napiszę. A tymczasem życzę Wam pogodnych świąt i smacznego jajka :)
Rozdział dedykuje mojej wiernej Lunie/Crucio.
P.S. Wiecie co odkryłam? Spisując w google 'snape lovegood' mój blog jest pierwszy na liście w kategorii język polski i 5 ogólnie! Wogule okropnie się cieszę :)
-------------------------------------
Snape z furią w oczach przeszedł przez cały zamek do swojej sypialni w lochach i z trzasną drzwiami aż zatrzęsły się ściany zamku i zaczął demolować pokuj na mugolski sposób. Był tak zły, tak wściekły że sam nie wiedział na kogo i za co bardziej: czy na Wesley i Longbottoma że byli tak głupi żeby prubować wykraść mu miecz, czy na Alecto że wysłała mu czarnusa właśnie w takiej chwili, czy na tą głupią Lovegood że była tak oddana sprawie że była gotowa nawet całować się z postrachem uczniów jak i śmierciożerców byle dać czas przyjaciołom na to aby mogli go okraść czy w końcu na samego siebie że dał się na to nabrać i przez któtką chwilę pomyślał że dziewczyna była szczera w tym co robi. Nie wiedział jak długo demolował pokuj ale skończył dopiero gdy łóżko było połamane na drzazgi a kilka kamieni które odpadły z kominka gdy go okładał pięściami leżało smętnie w popiole. Usiadł na podłodze i sięgną po różdżkę a przed nim pojawiła się butelka pełna złocistego płynu. Otworzył ją i na jednym tchu wypił całą jej zawartość czując jak przyjemne ciepło rozchodzi się po jego ciele. Rzucił butelką o ścianę gdzie roztłukła się w drobny mak. Przywołał druga butelką i machnął różdżka z zamiarem ogarnięcia bajzlu ale zamiast tego zaczął dalej okładać podłogę pięściami. W takim stanie był jeszcze kilka godzin.

Severus siedział przy stole nauczycielskim w Wielkiej Sali patrząc na nielicznych uczniów którym chciało się wstać tak wcześnie na śniadanie. Wyglądał gorzej niż zwykle bo niewyspanie dawało mu się we znaki - miał sińce pod oczami a jego twarz była jeszcze bardziej szara niż zwykle. Ale na wyglądzie się nie kończy - humor miał jeszcze gorszy niż zwykle i już zdąrzył obdarzyć kilku uczniów palpitacjami serca samym tylko zwrokiem a nie było jeszcze nawet 8. Teraz zostało jedynie zastanowić się nad odpowiednią karą dla całej trójki... W drzwiach Wielkiej Sali pojawiło się kilku gryfonów wpatrujących się w swoją szklaną misę z punktami z której w nocy ubyło aż 200 punktów - jakaś pierwszoroczna zaniosła się szlochem na ten widok. Jeszcze wczoraj rano coś takiego wprawiło by go w zajebisty humor na cały dzień ale dzisiaj nawet cały harem chętnych dziewic by mu nie pomugł. Wbił  widelec w kiełbaskę leżącą na talerzu i zaczął ją bezlitośnie kroić nożem.

Luna weszła do Wielkiej Sali ze spuszczoną głową i tylko kątem oka zerknęła w stronę miejsca które zajmował dyrektor ale było puste - niewiedziała czy powinna się z tego powodu cieszyć czy wręcz
przeciwnie bo z jednej strony tak bardzo chciała go zobaczyć, a z drugiej strony wiedziała co sobie pomyślał - że odwzajemniła pocałunek tylko po to aby grać na czas. Po dłuższym przemyśleniu (czytaj całonocnym) stwierdziła że wolałaby żeby tak było - wtedy ta pogarda w jego oczach gdy na nią patrzył nie bolałoby tak bardzo. Usiadła przy stole dwojego domu i patrzyła się tępo w błyszczący przed nią talerz i potrawy na widok których zawsze ślinka ciekła jej po brodzie a teraz poczuła jedynie nieprzyjemny skurcz w żołądku świadczący o tym że nie ma zamiaru przyjąć do siebie nawet najmniejszego kęsa. Nalała sobie jedynie słodkiej herbaty z cytryną. Siedziała tak pogrążona w myślach że gdyby nie Ginny która szturchnęła ją lekko w ramie spóźniłaby się na pierwszą lekcję.

Podczas drugiego śniadania siedzieli razem przy stole Gryffindoru i nim którekolwiek z nich zdąrzyło wziąść do ręki tosta stała już przy nich profesor McGonagall. Neville przełknął głośno ślinę.
- Gryfoni zawsze byli odważni i kierowali się głupotą. Jednak nawet najodważniejsi uczniowie mojego domu nie zdecydowali by się na to co wy zrobiliście - choć ton jej wypowiedzi był surowy to gdy Ginny spojrzała jej w oczy dostrzegła coś co wyglądało jej na (!) głębokie uznanie co wprawiło ją w kompletny szok- I muszę przyznać że nigdy nie widziałam odważniejszej krukonki niż panna Lovegood. I głupszej. Cała wasza trujka jest głupsza od lewego buta woźnego Filcha. W środę o 18 macie szlaban z Hagridem, idziecie do Zakazanego Lasu. Macie dużo szczęścia, gdy usłyszałam o tym co zrobiliście nie spodziewałam się że wyjdziecie z tego cali.
I odeszła w stronę stołu dla ciała pedagogicznego zostawiając ich znów pozbawionych apetytu po
repremedzie wygłoszonej przez profesorkę.

Ginny siedziała z Nevillem i Anne w pokoju wspólnym patrząc w płomiń w kominku. Odkąd zostali złapani na kradzieży miecza Ginny bardzo martwiła się o Lunę - ciągle miała podkrążone z niewyspania oczy i nie żadko zapuchnięte dodatkowo od płaczu, praktycznie w oczach
chudła i wogule wydawała sie jeszcze bardziej krucha i delikatna niz zwykle. Co więcej w tym czasie
wypowiedziała zaledwie kilka słów i były to zapewnienia  że nic jej nie jest pomimo tego że wszyscy wiedzieli że jest inaczej. Neville myślał chyba o tym samym bo odezwał się
- Ginny, tak sobie pomyślałem, może pogadałabyś z Luną co się z nią dzieje? Tak dłużej być nie może, przecież ona się wykończy.
- Wiem Neville, cały czas próbuje coś z niej wyciągnąć ale ciągle utrzymuje że nic jej nie jest.
Domyślała się że chodziło o coś pomiędzy nią i Snape'em bo i on chodził w zdecydowanie gorszym
humorze (jeszcze rok temu myślała że nie jest to możliwe, a jednak), nie przychodziło jej jednak nic do głowy. Postanowiła że jeśli do końca tygodnia przyjaciółka nie powie jej co się takiego wydarzyło to zabierze jej różdżkę i zmusi do mówienia - nie mogła pozwolić by krukonka tak się katowała, a we dwie na pewno coś wymyślą. Z tą myślą zapatrzona w ogień nawet nie spostrzegła kiedy zasnęła w fotelu przed kominkiem.

Ginny Neville i Luna wracali do zamku ze szlabanu z Hagridem. Byli w Zakazanym Lesie ale szukali jedynie małych sklątek tylnowybuchowych na najbliższe lekcje Rubeusa a później pili herbatę u niego w chatce. Hagrid sam nie wiedział jak się zachować bo z jednej strony był zadowolony że się nie dają i walczą ale z drugiej strony był zły że tak się narażają i to bez posiadania jakiegoś
konkretnego planu - bo przecież nawet jak by wykradli miecz to i tak nie wiedzą jak przekazać go Harry'emu. Gdy dotarli do zamku Neville puścił Ginny oko tak żeby Luna nie widziała i zostawił dziewczyny same pod pretekstem odwiedzenia kuchni licząc na to że Ginny w końcu wydobędzie z niej co się dzieje. Gryfonka wdzieła przyjaciółkę za rękę i poprowadziła ją w stronę pustej sali w końcu korytarza. Zamknęła drzwi i rzuciła zaklęcie przeciw podsłuchiwaniu, usiadła na ławce i spojrzała na krukonkę.
- Luna nie wiem co Cię trapi, ale wiesz że możesz mi wszystko powiedzieć. Martwimy się o Ciebie.
- Naprawde...
- Nie Luna, nie kłam że nic Ci nie jest. Wiem że coś zaszło pomiędzy Tobą a Snape'em, nie wiem tylko co.
Luna milczała więc postanowiła jej pomuc.
- Uderzył Cię?
Pokiwała głową na nie.
- Zmuszał Cię do czegoś czego nie chciałaś zrobić?
Znów nie.
- Dotykał Cię tak jak nie powinien?
Uniosła głowę i spojrzała w oczy rudej. A więc zgadła. Krew zagotowala się w niej ze złości. Zeskoczyła z ławki i ruszyła w stronę drzwi z zamiarem zabicia nietoperza.
- Jak on śmiał? Jak mu mogło przyjść do głowy coś takiego?? Niech ja go...
Luna pociagnęła ją do tyłu gdy była już przy drzwiach.
- Nie!! To nie tak jak myślisz! Ja chciałam!
Zatrzymała się gwałtownie i odwróciła powoli.
- Jak to nie tak jak myślę? Jak to chciałaś?
Na twarzy Luny pojawiły się szkarłatne rumieńce a gryfonka patrzyła na to z niedowierzeniem. Nie, to nie możliwe!
- Luna, proszę powiedz że to nie to co myślę....
- Ja.... ja nie wiem jak to sie stało - słowa zaczęły wylewać się z ust blondynki jak lawa - Już od jakiegoś czasu go obserwowałam, a tamtego wieczoru próbowałam grać na zwłokę przy ważeniu eliksiru i powiedziałam mu nie rozumiem pewnej sentencji w podręczniku i poprosiłam żeby mi wyjaśnił i nachyliłam się nad biurkiem obok niego i jak spojrzałam w jego oczy i... Ginny ja nie wiem jak do tego doszło ani kto to zaczął ale...
Jeśli kilka sekund temu Ginny czuła się zła jak osa to teraz czuła się zła jak cały ul. Jak ona mogła? Jej najlepsza przyjaciółka z zastępcą samego Voldemorta?
- Całowałaś się z nim? - choć głosik w głowie podpowiadał jej że nie powinna urzywać takiego ostrego tonu nie żałowała. Luna spojrzała na nią ze strachem w oczach i skurczyła się w sobie jeszcze bardziej ale przytaknęła.
- Jak mogłaś? On zabił Dumbledore'a! Jest najbliżej Voldemorta! Co sobie myślałaś całując się z nim? Owszem chcieliśmy żebyś go zajęła ale nie w ten sposób! Jak mogłaś!
Luna otworzyła usta nie wiedząc co powiedzieć i zrobiła krok w stronę rudej. Ginny zrobiła krok do tyłu. Łzy spłynęły po policzkach krukonki.
- Proszę zrozum mnie, przecież sama jesteś w podobnej sytuacji z Carrow'em...
- Jak śmiesz mnie poruwnywać ze sobą!! Carrow wziął mnie z zaskoczenia a ty chciałaś się całować z tym mordercą!
- A Carrow? Torturował Cię a mimo to i tak tęsknisz za jego dotykiem i pocałunkami!
Ginny odebrała to jako policzek. Chciała uciec, uciec gdzieś daleko, jak najdalej od tego wszystkiego. Nie chciała tego słuchać. Nie chciała o tym myśleć. Nie chciała tego pamiętać. A najgorsze jest to że Luna miała rację. Nie była w stanie patrzeć Lunie w oczy wiedząc że ujrzy w nich błaganie o wyrozumienie. I choć przecież jakaś jej część rozumiała ją to jednak była tak mała że nie dopuściła jej do głosu ta część która nade wszystko nienawidziła Snape'a. Wyszła z trzaskiem drzwiami z sali zostawiając przyjaciołkę samą na skraju załamania psychicznego.

Snape szedł korytarzem w stronę swojego gabinetu gdy usłyszał cichy płacz w jednej z sal. Miał to zignorować nie chcą aby jakiś pierwszoroczny dostał zawału serca na jego widok ale coś go tknęło i lekko uchylił drzwi sali wpuszczając do środka strumień światła wprost na siedzącą w kącie blondynkę - Luna.Nim zdąrzył pomyśleć co robi podszedł do niej z zamiarem przytulenia jej ale powstrzymał się w ostatniej chwili i tylko z góry popatrzył na nią siedzącą na zimnej posadzce z czerwonymi od płaczu oczami które patrzyły na niego bez cienia strachu do którego tak się przyzwyczaił patrząc na swoją ofiarę z góry.
- Czego ryczysz Lovegood? - jego głos był zimny jak góra lodowa i szorstki jak papier ścierny. Nie
odpowiedziała, patrzyła na niego poprostu zwrokiem wyrażającym proźbę.... Nie, nie spełni tej niemej proźby, nie pozwoli by znów zrobiła go w konia, nie da się znów nabrać na te srebne oczy.
- Wstawaj i przestań się mazać - patrzył jak posłusznie aczykolwiek niezgrabnie podnosi sie z posadzki - A teraz wracaj do swojego dormitorium zanim się rozmyślę i dam Ci szlaban z profesorem Carrow!
Nawet nie drgnęła, wyszeptała jedynie tak cicho że bardziej poczuł niż usłyszał to słowo
- Proszę
Podziękował Czarnemu Panu i Dumbledore'owi w myślach za to że przez tyle lat musiał być opanowany i mówić coś co nie zawsze chciał powiedzieć i przybrał ton od którego nawet Minerwa nabawiłaby się palpitacji serca.
- Głupia dziewczyno rób co do Ciebie mówię!!!
Chwycił ja za ramię czując pod palcami jak kruche to ramie stało się w ciągu zaledwie kilku dni. Nie miała siły się bronić. Wyciągnął ją z sali i delikatnie pchnął w stronę korytarza który prowadził do jej wieży licząc na to że dziewczyna w końcu posłucha i odejdzie ale zamiast tego przewróciła się na kolana. Stanął jak słup soli. Jak to możliwe że pchnął ją tak mocno że się wywróciła? Nie, to nie możliwe, zrobił to bardzo delikatnie pomimo złości wrzącej w jego żyłach. Patrzył z góry na dziewczynę. Nie mógł zostawić jej tu w takim stanie. Po pierwsze któryś z Carrow'ów mógłby ją znaleść a po drugie ona była całkowicie załamana psychicznie. W pierwszym odruchu chciał zajrzeć do jej umysłu żeby dowiedzieć się co spowodowało u niej takie załamanie ale przypomniał sobie obietnicę którą jej złożył. Zacisnął dłonie w pięści i jednym ruchem podniusł ją w posadzki. Czuł na swojej twarzy jej spojrzenie ale on nie spojrzał w jej oczy - wolał nie narażać sie na utratę opanowania.
- Choć ze mną.
Posłusznie ruszyła za nim w stronę gabinetu Albusa (czemu myśli o nim wciąż jako o Albusa gabinecie a nie swoim?) i gdy weszli do środka cicho pociągając nosem stanęła przy drzwiach. Snape podszedł do szafki z której wyciągnął 2 eliksiry - jeden na poprawe samopoczucia a drugi na sen.
- Co tak stoisz jak dziewczynka z zapałkami? Podejdź do biurka! Myślisz że ja będe do Ciebie specialnie podchodził?
Bezszelestnie podeszła do biurka. Podał jej pierwszy flakonik który przechyliła bez słowa i oddała mu. Odebrał od niej flakonik uważając by jej nie dotknąć. Obserwował jak jej twarz zmienia się na bardziej odprężoną i jak wracają jej kolory na blade od kilku dni policzki.
- Lepiej?
- Tak profesorze. Profesorze ja...
Nie chciał słuchać jej tłumaczeń ani kłamstw.
- Tu masz drugi eliksir, zażyj do przed położeniem się do łóżka. A teraz wracaj do swojej wieży.
Starał się mówić spokojnie tak aby nie wprowadzić jej znów w stan załamania nerwowego. Ale zaraz... Od kiedy on troszczy się o nerwy swoich uczniów? Miał ochotę potrząsnąć samym sobą w celu ogarnięcia.
- Dobrze profesorze.
Wzieła od niego flakonik delikatni muskając jego palce swoimi delikatnymi i ciepłymi wywołując w falę gorąca która przeszła niczym piorun przez jego ciało od opuszków palców aż po końcówki włosów. Patrzył na jej szczupłe ciało kołyszące się gdy przechodziła przez jego gabinet w stronę drzwi które cicho zamknęła wpierw powiedziawszy słodkie
- Dobranoc.
Znów został sam w swoim jakże wykwintnym towarzystwie.

Ginny siedziała przy stole Gryffindoru i wpatrywała się w samotną choinkę stojąca w kącie Wielkiej Sali udekorowaną czarnymi i srebrnymi bąbkami. Pamiętała jak rok w rok sala wypełniała się zapachem świeżo ściętej jodły, do okoła sali stało 12 choinek które przybierali pierwszoroczni i kolędy lecące w tle, śmiechy i żarty, cudowną świąteczną atmosferę którą tak kochała. Śmierciożercy potrafią nawet tak piękny okres w roku zmienić na coś przygnębiającego bardziej niż kolejna lekcja z Corrow'ami. Za dwa dni wracali do domu, i to stanowiło jej jedyne pocieszenie. Już nie mogła doczekać się bożonarodzeniowego pudingu mamy, smarzonego karpia, śledzi i wszystkich innych smakołyków które zawsze przygotowywała mama. Spojrzała w stronę stołu Ravenclow przy którym
siedziała samotnie Luna. Było jeszcze wcześnie, sala była niemalże pusta. Przyjrzała się przyjaciółce.
Krukonka wyglądała lepiej - nie była już tak blada i właśnie dziubała coś w talerzu co oznaczało że zaczęła jeść choć odrobinę. Ginny patrząc na nią czuła jak sumienie kłuję ją niemiłosiernie. Nie powinna krzyczeć na Lunę. Nie powinna jej osądzać, tym bardziej że sama nie była w porządku. Luna zaakceptowała to co stało się pomiędzy nią a Carrow'em, więc ona powinna zaakceptować to co dzieję się pomiędzy Luną a Snape'em. Ale przecież to nie było to samo... A może sobie tak tylko wmawiała? Bo przecież co różniło tych dwuch mężczyzn? Obaj byli śmierciożercami, obaj zabijali, obaj byli okrutni. Już od tylu tygodni biła się z myślami, broniła się przed tym co czuła do Amycusa i obawiała się że jeszcze chwila a wszystko w niej wybuchnie i zrobi to co jej przepowiedział - że będzie błagała go o to by ją dotknął. Czy więc ma prawo osądzać Lunę? Ma prawo na nią krzyczeć? Ma prawo jej nienawidzić za to że pragnie czegoś czego nie powinna? Nie. Nie ma prawa. Wstała i podeszła do stołu krukonów.
- Mogę?
Wskazała na miejsce obok przyjaciółki a ta przytaknęła i dalej patrzyła w talerz.
- Luna, ja... Ja Cię przepraszam. Wybacz mi to co zrobiłam i powiedziałam. Niepowinnam była. Nie mam prawa Cię osądzać. Powinnam Cię wspierać tak jak Ty to robisz. Jestem głupia. Zawiodłam Cię jako przyjaciółka, jako twoja siostra. Błagam wybacz mi.
Luna odłożyła widelec na talerz na którym były reszyki jajka sadzonego i bekonu ale nawet na nią nie spojrzała. Głos Ginny zaczął się załamywać.
- Błagam Luna, powiedz coś. Cokolwiek.
Spojrzała na nią a ruda ujrzała łzy spływające jej po policzkach i spojrzenie błagające o zaakceptowanie jej. Przytuliła blondynkę z całej siły i delikatnie kołysząc głaskała ją po głowie w czasie gdy ta się wypłakiwała na jej ramieniu i Ginny też poczuła że łzy spływają po jej policzkach.
- Damy sobie jakoś radę Luno, przejdziemy przez to. Musimy.
Pocałowała ją we włosy dalej tuląc do swojej piersi.

Dyrektor Hogwartu siedział wpatrzony w dziewczyny przytulające się przed jego oczami. Obiecał Lunie że nie zajrzy do jej głowy, ale nie znaczy to że nie może dowiedzieć się tego co doprowadziło ją do takiego stanu - sprawdzi to w głowie rudej Weasley. Wejście do jej umysłu zajeło mu mniej niż mrugnięcie okiem i już po minucie wiedział co się między nimi działo. Choć twarz wydawała się być tak samo zimno spokojna to w środku wrzał z wściekłości na Lunę za to że powiedziała rudej, i na rudą że zostawiła ją w momencie gdy blondynka ją najbardziej potrzebowała. Widział też jak Luna opowiadaja jej o ich... o tym co między nimi zaszło tamtego wieczoru. "To nie tak jak myślisz! Ja chciałam!... Od pewnego czasu go obserwowałam.. nachyliłam się nad biurkiem obok niego i jak spojrzałam w jego oczy i... "Zatem nie chciała jedynie grać na zwłokę. Panna Lovegood zauroczyła się w nim. Jak to możliwe? I to ma być córka Roveny Ravenclow? Toż to idiotka! Od teraz nie może się z nią więcej spotkać. Po kilku dniach to głupie zauroczenie jej przejdzie i będzie mogła w spokoju zająć się lekcjami. Zresztą idzie przerwa świąteczna w czasie której na pewno zapomni o tym co stało się między nimi. Na tym postanowił zakończyć rozmyślenia odnoście krukonki na dzień dzisiajszy (nie żeby wyszło ale prubować zawsze można, nie?). I chociaż powinien być zły na nią za jej głupotę to nie mógł się na to zdobyć, a jego humor (choć w nieznacznym stopniu) polepszył się do końca dnia.

Luna, Neville i Ginny wraz z resztą uczniów stali w całkowitej ciszy na stacji czekając na pociąg do
Londynu. Dopiero gdy wszyscy wsiedli do pociągu i pociąg ruszył kilku uczniów odważyło się na głośniejszy śmiech i wogule wszyscy byli w znacznie lepszych humorach - czekają ich całe 2tygodnie z rodzicami i rodziną w czasie których mogli choć na kilka godzin zapomnieć o tym co dzieje się w szkole. Oczywiście te spostrzeżenia tyczyły się tylko i wyłącznie uczniów trzech z domów ponieważ Ślizgoni jak to Ślizgoni w najlepsze uskuteczniali śmiechy i groźby odnośnie innych uczniów. Po mniej więcej dwuch godzinach jazdy w przedziale pociągu rozległ się krzyk a Ginny Neville i Luna wyskoczyli sprawdzić co się dzieje. To co ujrzeli na korytarzu było przerażające - Crabbe stał nad jakimś pierwszorocznym puchonem i z uśmiechem na twarzy patrzył jak dzieciak wije się z bólu na podłodze pod wpływem jego zaklęcia. Neville sięgnął po różdżkę ale
nim wypowiedział jakąkolwiek klątwę która miała być skierowana w stronę goryla usłyszeli głos Malfoya za swoimi plecami
- Crabbe! Co ty robisz? Całkiem Ci się w głowie poprzewracało? Katujesz czystokrwistego bez powodu na środku korytarza?
Głowy wszystkich odwróciły się w jego stronę który jak by tego nie zauważał, zgrabnie wyminął trójkę przyjaciół i ruszył z wyciągniętą różdżką w stronę swojego odwiecznego goryla.
- Co Ci do tego Malfoy? To Twój krewniak że tak go bronisz?
- Nie twoja sprawa. Jeśli jeszcze raz zobacze coś takiego w twoim wykonaniu powiem o tym wujowi. Nie Ty tu jesteś odpowiedzialny za pożądek.
Luna patrzyła na niego z szeroko otwartymi oczami ale chłopak omijaj ją zwrokiem. Pociąg gwałtownie zachamował, większość uczniów stojących na korytarzu nie zdąrzyło niczego się chwycić i runęło na podłogę pociągu w tym również Ginny i Luna którą przygniutł jakiś trzecioklasista. Obie dziewczyny straciły przytomność ale Ginny po kilku chwilach otworzyła
oczy. Neville pomagał właście wstać chłopakowi który przygniatał wciąż nieprzytomną Lunę. Ginny podniosła sie z ziemi i miała już wytrzeć ręce o spodnie gdy zauważyła że są one czerwone. Spojrzała w dół. Wokół głowy Luny rozchodziła się czerwona aureola. Zakryła usta dłonią tłumiąc krzyk wydobywający się z jej gardła.
- No prosze, dzieciaczki się poprzewracały!!
Ginny wszędzie poznałaby ten głos i szyderczy sposób mówienia. Bellatrix. A za nią jakiś mężczyzna którego Ginny nie znała. Neville puścił chłopaka i sięgnął po różdżkę która leżała na podłodze.
- Oh Longbottom. Pozdrów rodziców jak ich odwiedzisz. Hahahaha - jej śmiech mroził krew w żyłach. Machnęła różdżką a Neville padł nieprzytomny na ziemię - nie przyszłam tu po to żeby się z wami bawić. Draco zbieraj się. Rodolphus weź tą blondynę.
Mężczyzna stojący za Bellatrix ruszył w stronę Luny ale Draco stanął mu na drodze.
- Wuju, ja wezmę Lovegood.
Nachylił się nad Luną i odsnunął jej włosy z twarzy odsłaniając ranę. Wziął ją delikatnie na ręcę i specialnie przesunął się w stronę Ginny. Szepnął jej ledwie słyszalnie.
- Nic jej nie będzie.
Sekundę później już ich nie było.

poniedziałek, 24 marca 2014

Informacje

Witajcie!

Jeśli myślicie że Was opuściłam to sie mylicie - jestem z wami tylko poprostu ostatnio mam wiele zmian w życiu (nie które na lepsze inne na gorsze ale mniejsza z tym - nie piszę tego bloga żeby Wam się użalać) ale mam nadzieję że od kwietnia będą się notki pojawiać w miarę regularnie. Właściwie to też trochę się boję kolejnych notek bo bardzo mi zależy żeby wyszły jak najlepiej a wynosimy się na razie z Hogwartu więc obawiam się że wyjdzie mi jakaś klapa :(.

Pozdrawiam Was i obiecuję nie zaniedbywać od najbliższego miesiąca!

Buziaczki