sobota, 10 stycznia 2015

Rozdzial VIII

Witam ponownie w styczniu z nowym choc haniebnie krótkim rozdzialem ale mam badzieje ze koncowka was zaskoczy i da wam do myślenia. Pozdrawiam i obiecuje kolejny rozdział jeszcze w tym miesiącu.
Rozdział VIII
Profesor Dumbledore zajmował swoje standardowe miejsce dyrektora szkoły podczas codziennego sniadania zajadając się smazonymi kielbaskami i jajkiem sadzonym obserwując sponad swoich okularów polowek uczniów licznie zgromadzonych przy swoich stolach. Jego wzrok powędrowal w stronę slizgonow jak coraz częściej w ostatnim czasie. Wczesniej nigdy nie lubial specjalnie spoglądać w tamta stronę. Co prawda jako dyrektor nie wywyzszal ani nie umniejszal żadnemu z domów ale jakos nie mogl się przemuc do uczniów domu węża. A teraz jednak coraz częściej tam spogladal. Praktycznie wszystkie nastolatki przy tamtym stole siedziały w tych samych grupach co zwykle. Z wyjątkiem dwuch ciemnowlosych uczniów. Lovegood i Snape. Od czasu prozby dziewczyny o dostęp do działu ksig zakazanych nie miał co prawda sposobności z nią porozmawiać to jednak widac bylo ze zaczynają się powoli coraz lepiej dogadywać, szczególnie po pojedynku na którym zostali złapani. Musial przyznać ze krukonka coraz bardziej mu imponuje. Domyslal się ze będzie próbowała wkraść się w laski Severusa pochlebstwami i typowymi damskimi sztuczkami ale ta postanowila postawić na szacunek jakim zaczął darzyć ja slizgon. Madra dziewczyna. Choc z drugiej strony to oczywiste, przeciez sam ja wybral. Patrzył właśnie na pogrążona w rozmowie dwujke na ich pochylone ku sobie głowy i zarys zacieklosic na ich twarzach. Pewnie o cos się Sprzeczają. I dobrze. Jak mugole mówią "kto się czubi ten się lubi".


- Liść mandragory nic nie pomorze naszemu eliksirowi a jedynie pogorszy sprawę bo wtedy nie będziemy mogli dodac igly sosny!
- Ty to się znasz! Po co nam niby igla sosny??? To ma być eliksir a nie jedzenie dla leśnych wróżek!
- Wiesz co lepiej się zamknij bo im dluzej cie slycham tym mi gorzej.
- Gorzej ci? A kto uparl się żeby polaczyc suszone skrzydła motyla z mchem mimo ze mówiłeś ze to nie możliwe?! I co, udalo się! A teraz znów upierasz się bez sensu przy swoim!
- Nie powiedziałem ze się nie da polaczyc tylko ze nikt wczesniej tego nie prubowal! I to ze raz ci się udalo nie znaczy jeszcze ze masz racje we wszystkim a ja mam się zachowywać jak idiota i cie słychać!
- Ależ ty wcale nie musisz się zachowywać jak idiota bo ty nim poprostu jesteś!
Przy stole slizgonow juz dawno zapanowała cisza i wszyscy wsluchiwali się w ostra wymianę zmian ale teraz bali się nawet wsiąść oddech. Tylko huncwoci od dobrych kilku lat odważyli się tak odezwać do Snape'a ale ich bylo zwykle 3-4. A ona byla jedna.
- Lovegood! Uważaj do kogo i co mówisz! Mam dość twojego niewyparzonego języka!
- O proszę odzywa się ten co tak niby zwarza na słowa i nikogo nigdy nie obraził!
- Zejdź mi z oczu i to juz! Nie chce cie widzieć do konca swoich dni!
- Bo co....
- Cisza! Co to za klutnia?
Luna oderwala wzrok od czarnych jak węgle oczu i rozerzala się wkoło siebie. Praktycznie pól wielkiej sali obserwowalo ich klutnie. Ależ widowisko. Zdaje się nawet większość nauczycieli nie bylo w stanie wydobyć z siebie glosu i jedyna profesor McGonagall przeszkodzila im w wymianie dalszych nieprzyjemności.
- Znowu prosicie się o szlaban?
- Przepraszam pani profesor ja poprostu wymienialam się swoimi spostrzeżeniami nad praca dodatkowa jaka wykonuje z prof... Severusem Snape.
- A nie potraficie wymieniać się owymi spostrzeżeniami po cichu? Każdy chce zjeść w spokoju śniadanie!
- Przepraszamy pani profesor. To juz się nie powtórzy.
- Mam nadzieje. A jako kare za dzisiejsze zachowanie macie dzis zakaz rozmowy na jakikolwiek temat.
- oczywiście pani profesor.
- A teraz zapraszam na lekcje.
I odeszla w stronę stolu nauczycielskiego. Snape mruknął jak by do siebie ale ona widziała ze chcial żeby go uslyszala.
- Chociaż jeden dzień w spokoju bez dziwaczki.
- Jeszcze za mną zatęsknisz.
Wrzucila torbe na ramie i ruszyla w stronę wyjścia z wielkiej sali odprawadzana przez wiele zaciekawionych spojrzeń. Bo oto szla dziewczyna która pomimo iz obrazila Snape'a to nie musiała nawet omijać choc jednej klątwy.


Przez pierwsza część dnia minela slizgonowi spokojnie. Cieszył się faktem ze caly dzień ma tylko dla siebie i nie musi znosić glupiej paplaniny tej White. Ale gdy wyszedł z ostatniej lekcji stanął i... Nie wiedział co ze sobą zrobić. Od kilku tygodni zawsze spotykal się z ta White i w bibliotece szukali sposobu jak stworzyć eliksir. A dzis? Obiecał sobie ze nie pójdzie do biblioteki bo ona pewnie będzie tam siedziala a nie chcial jej dzis widzieć... Po tym wszystkim co mu dzis powiedziała, jak nazwala go idiota przed cala szkola powinien sprawić ze będzie wila się przed nim w bólu blagajac o przebaczenie. Dlaczego wiec tego nie zrobił? No tak przeciez w szkole nie może. Zaklal pod nosem. Oklamuje samego siebie jak prawdziwy idiota. Prawda jest bowiem taka ze właściwie to polubial te ich sprzeczki. Dawaly mu możliwość wyladowania emocji na bieżąco zamiast zbierac się w sobie aż wybuchna w formie pojedynku. Nagle otrzasnal się ze swoich myśli i spostrzegł ze jest w bibliotece na progu ksiąg zakazanych. Ona tam oczywiście siedziala przeglądając jakiś opasly tom. Powinien odwrócić się i wyjść ale... No nie przeciez nie jest jakimś glupim puchonem. Jak ma ochotę siedzieć w bibliotece to będzie siedzial i zadna dziewucha mu tego nie uniemożliwi! Wziął z pulki pierwsza lepsza książkę i ruszył w stronę jedynego stolika w tym dziale.


Luna siedziala zadowolona z siebie w bibliotece przeglądając księgę najgorszych znanych klątw starożytnego Egiptu. Juz miała odnieść wolumin aby poszukać czegoś bardziej współczesnego gdy katem oka zobaczyla ze Snape stoi w progu działu i jakby bije się ze swoimi myślami. W końcu jednak wziął jakiś tom i usiadł przed nią ale ona nawet nie podniosła wzroku znad swojej lektury. Postanowila bowiem ze nadszedł czas żeby chłopak siedzący przed nią trocje za nią zatesknil. Nigdy co prawda nie byla zwolenniczka kobiecych sztuczek na zlapanie faceta i gardzila dziewczynami które ciągle wynajdowaly na to swoje sposoby ale tym razem postanowila spróbować. Pomyśl podrzucila jej Dora mówiąc wczorajszego wieczora o tym ze jakas jej koleżanka postanowila zagiąć parol na przystojnego krukona z ktorym czasami rozmawiala i postanowila na początek sprawić żeby sam z siebie zaczął laknac jej towarzystwa. Miało to ponoc pomuc mu uświadomić mu jego uczucia do niej. Wiec się z nim poklucila. No i tak tez postanowila zrobić Luna. Nie chodzilo jej co prawda żeby Snape nagle uświadomił sobie ze kocha ja ponad życie i umrze jesli znów nie usłyszy jej głosu bo tego by nawet nie chciała. Nie jej chodzilo o to żeby zdal sobie sprawę z tego ze lubi jej towarzystwo. Bo lubi. Inaczej nie wydluzyl by ich potajemnych treningów ani nie zabrał tamtego popołudnia na spacer. Po pojedynku zauwazyla ze zaczął ja szanować a nawet byl troszkę bardziej otwarty na nowe propozycje odnośnie eliksiru z jej strony ale to wszystko. A fakt ze ja szanuje nie znaczy wcale ze ufa jej na tyle by powierzyć jej jakas swoja tajemnice. Tym bardziej TA tajemnice. Wiec musi mu uświadomić ze ja lubi. Bo łatwiej zaufać komuś kogo się tez lubi a nie tylko szanuje. Szczęśliwie do porannej sprzeczki weszla glowa gryffindoru i zabronila im dzis rozmów. Jeden dzień to nie wiele ale jesli będzie trzeba to będzie udawać obrazona dluzej. Przewrucila kolejna stronę księgi ktora miała przed sobą i zaczela czytać akapit o kolejnym zakleciu. Gdy skonczyla opadla na oparcie krzesła i pogrążona w myślach patrzyla w jej tylko znany punkt nad głową slizgona. Klatwa o której właśnie przeczytala dotyczyła właśnie pochowania kogoś żywcem wśród skarabeuszy podtrzymując zaklęciem świadomość tej osoby aby nie do samego konca czula jak jest zjadana. I nagle zdala sobie sprawę z tego ze niezależnie od tego jak okrutna jest ta klatwa, jej piękno jest jeszcze większe....

sobota, 3 stycznia 2015

Życzenia

Wiem ze jestem duuuzo spuzniona ale życzę wam z całego serca niesamowitego nowego roku 2015 wszelkich łask i spelniena marzeń zdrowia szczęścia i pieniędzy oczywiście! Oby ten rok dla nas wszystkich byl zdecydowanie lepszy niż poprzedni i wniusl w nasze życie wiele wspaniałych chwil które będziemy wspominać na starość przy kominku z kubkiem gorącej herbaty w dłoni.

czwartek, 25 grudnia 2014

Rozdzial VII

Witam!
Szczerze mówią miałam pozycic bloga ale dawalam mu ciągle szanse. I dobrze! Pojawił się nowy komentarz! I właśnie dla Ciebie jest rozdział! Przepraszam ze krótki ale pierwsze święta bez mamy i braciszka wiec mocno zakrapiane co to by mocno nie tęsknić i tak jakos wyszlo krótko. Następny postaram się jeszcze w tym roku dłuższy.
Pozdrawiam!






Rozdzial VII
Severus Snape lezal w skrzydle szpitalnym patrząc w sufit. Cale szczęście ze byl sam inaczej spalilby się ze wstydu ze trafil tu przez jakas glupia okularnice. I tak musi przetrwać upokozenie jakim jest jego pierwszy w zyciu szlaban który będzie miał miejsce w sobotę. Wciąż nie wieżyl ze jedna dziewczyna dała mu rade. Choc byla dobra w zakleciach daleko jej bylo do niego ale pomogla jej inteligencja. Takie proste odwrucenie uwagi przeciwnika sprawilo ze wygrala z nim pojedynek. Postanowił ze będzie dalej z nią ćwiczyć. Jak tak dalej pójdzie to może latem po zakończeniu szkoły będzie mógł pokazac ja Czarnemu Panu? Tak... Czarny Pan będzie zadowolony ze Severus przyprowadził mu taka cenna zdobycz. Bo ona była cenna cokolwiek jej mowil. Pogrążony w rozmysleniach o dziewczynie nawet nie zauważył kiedy osunal się w krainę snu.


Luna stala przed gabinetem opiekunki gryffindoru i czekala na Severusa. Od ich pojedynku minely 3dni w czasie których chłopak zaczął z nią coraz więcej ćwiczyć. Zeszlej nocy do 3 nad ranem rzucali w siebie zaklęcia aż w końcu Luna padając z nug poprosila aby dokończyli następnym razem. Każdy dzień sprawial ze byla coraz bardziej zmęczona a dzis mieli szlaban wiec tez nie liczyla na szybki odpoczynek. Ale jutro jest niedziela i obiecala sobie spanie do południa a później zero książek. Po kilku minutach przyszedł Snape. Ten to zawsze wygladal dobrze nie zależnie od tego jak malo spal. Skąd on bierze ta sile i witalność? W tej samej chwili drzwi gabientu otworzyly się i nauczycielka transmutacji poinformowala ich ze maja za zadanie wyszorowac podłogę w sali astronomicznej bez użycia magii. Ruszyli bez słowa w jej stronę a na miejscu juz czekamy na nich mopy i wiadra z woda. Zadanie choc wydawalo się proste wcale takie nie bylo ponieważ zwykla woda bez żadnego plynu jedynie rozmazywala bród ale w końcu po prawie dwuch godzinach zmagań udalo im się doprowadzić wieze po pozadku w międzyczasie rozważając opcje dwuch składników które mogłyby się nadawac do ich eliksiru a Luna lekko zdziwiona zauważył ze slizgon zaczął darzyć ja jakoby szacunkiem od ich pojedynku. Zdaje się ze zrozumiał ze mimo iż nie ma co prawda takiej mocy jak on to jednak jest godnym uwagi przeciwnikiem nawet dla niego. Przed polnoca rozeszli się do swoich dormitoriow.


Luna otworzyla oczy i zerknela na zegarek na stoliku przy jej lozku. Bylo południe. Przeciągnęła się wydając przy tym mruczenie kota po czym głębiej zanurzyla się w koldrze z zamiarem jeszcze chwilowej polgodzinnej drzemki ale ta jednak nie byla jej dana. Dora rozsunela kotary jej lozka wpuszczajac do środka ostre słoneczne promienie.
- Dzień dobry! Nie ma dluzej spania mamy dzis zbyt piekna pogodę! Ubieraj się i idziemy na blonia pograć w ekspodujacego durnia!
Chcąc nie chcąc Luna wyszla spod cieplutkiej koldry i poszla pod prysznic po czym szybko ubrala się w klasyczne spodnie i fioletowa bluzke a włosy spiela w kok pozwalając kilku pasemkom na wyjście spod grzebienia.
- No Luna super wyglądasz! Snape padnie z wrażenia na twój widok!
- Snape?
- No nie udawaj, spędzacie razem niemalże cale dnie pewnie juz cos miedzy wami zaiskrzylo?
- Nie i nie mam zamiaru na to pozwolić. Severus jest mily jak chce, coraz lepiej się dogadujemy ale w pewnością nie jest to to co myślisz.
- Serio?
- Serio. Nie czuje do niego nic więcej po za kolezenstwem i jestem pewna ze on nie czuje nic więcej do mnie. Ale mniejsza o mnie. Co z Syriuszem? Bo tak ma na imię o ile dobrze pamiętam?
- Tak, Syriusz. Ale nie jest tak jak myślałam. Od tamtego pocalunku praktycznie go nie widziałam z wyjątkiem posiłków w wielkiej sali. Obawiam się ze się mną znudzil? Może zbyt łatwo poddalam się pocalunkowi? Może woli trudniejsze zdobycze? Wiesz, chłopak z jego reputacja...
- Hm... Wiesz nie mam zbyt wielkiego doświadczenia odnośnie chłopaków. W sumie to żadnego bo wczesniej nikt się mną nie interesował ale w sumie to mysle ze nie o to chodzi. Syriusz jest typowym gryfonem a co więcej wywodzi się z rodziny slizgonow. Ja mysle ze on poprostu musi pogodzić się z faktem ze podoba mu się ktoś o kim nigdy by nie pomyślał ze mu się spodoba. Daj mu troche czasu żeby poukladal to sobie.
- Skoro tak mówisz... Moze masz racje. A teraz choc na blonia nim słońce schowa się za popoludniowymi chmurami.


Siedząc na trawie i ciesząc się chwilami słońca krukonka wrucila wspomnieniami do dnia przed jej misja jak w ten sam sposób siedziala ciesząc się dobra pogoda ze swoimi przyjaciółmi. Choc bylo to zaledwie poltora miesiąca temu wydawalo jej się jak by od tamtego czasu minely wieki. Jak by to było s innym zyciu. Zamknela oczy kierując twarz w chylace się ku zachodowi słońce. Kawałek dalej Dora grala w eksplodujacego durnia z innymi slizgonami ale Luna postanowila dać sobie spokój w tej kolejce. Słysząc w tle ze gra toczaca się nieopodal niebawem dobiega konca zaczela otwierać oczy ze zdziwieniem widząc ze jest obserwowana przed dwie osoby. Oczy naświetlone słońcem dopiero po pól minucie pozwolily jej dostrzec kim byli. A byl to James Potter i Syriusz Black. Uśmiechnęli się obaj szyderczo w jej stronę.
- Patrzcie patrzcie kto to nagrzewa się na słoneczku! Nowa dziewczyna Smarkusa! Poprosilabys rodziców o szampon do włosów dla swojego chłopaka.
- Dajcie spokój mi i jemu, dobrze wam radze.
- Ależ my dajemy ci tylko dobra rade...
- Mam gdzies wasze rady wiec rownie dobrze możecie iść szczepić sobie język gdzie indziej.
- Jaka pyskata. Jak myślisz Lapo, warto by nauczyć dziewczynę jak się odzywac do innych co?
- Z ust mi to wyjales Rogas.
Sięgnęli po swoje różdżki ale Luna juz rzucila w ich stronę zaklęcie petrifocus totalus powalajac obydwu na ziemie po czym odwrucila się na piecie i ruszyla w stronę zamku. Choc obiecala sobie dzień bez książek nogi same poprowadzily ja w stronę biblioteki a tam w stronę ksiąg zakazanych gdzie siedział czarnowlosy chłopak.
- Jak ci minął dzień?
- Świetnie, zamiast obiajac się tak jak ty znalazłem propozycje kolejnego skladnika do naszego eliksiru.
- Super, jaki to?
- Korzeń lilii. Jest ona co prawda zalecana osobom mającym problemy z utrzymaniem równowagi i kontroli nad własnymi ruchami ale mysle ze w naszym eksperymencie moze miec dość kluczowe znaczenie.
- Dobra opcja.
Luna przeszla się pomiędzy regalami a jej wzrok przygnela ksiega 'Niesmiertelnosc i jak ja uzyskać'.
Wziela księgę w dłonie i ruszyla w stronę stolika gdzie zaczela przeglądać wolumin. Na poczatku autor wspominal o legendarnym kamieniu filozoficznym następnie o krwi jednorożca a także o pozostaniu czarodziejem - wampirem co również zapewnia nieśmiertelność. W końcu gdy stracila nadzieje trafila na to o czym myślała. Rozdział poświęcony horkruksom. Luna wiedziała ze jest jeszcze za wcześnie aby Severus w ramach zaufania pokazał jej wspomnienie na jakim jej zalezalo ale warto chyba poruszyć delikatnie ten temat. Gdy juz miała mu zadac pytanie zauwazyla ze slizgon spogląda na nią i tytuł woluninu jaki miała przed sobą.
- Chcesz być niesmiertelna?
- Niewiem. Bylo w moim zyciu wiele chwil kiedy myślałam o śmierci ale chyba czy chciałabym zyc wiecznie... Nie zastanawiałam się. A ty?
Obserwował ja kilka sekund spod przymruzonych oczu zanim odpowiedział.
- Bycie nieśmiertelnym to najwieksza mozliwa potega dla czarodzieja. Oczywiście ze chciałbym zyc wiecznie. Miałbym możliwość z każdym dniem rozwijac swoje moce.
- A to da się je bardziej rozwinąć?
Luna wiedziała ze w chwili obecnej przyszly profesor jest zaledwie w połowie swoich możliwości ale uznala ze warto od czasu do czasu polechtac jego męskie ego. Oczywiście odczytal to na opak.
- Nie mam ochoty na słuchanie jak stroisz sobie żarty z tego jak odwrucilas moja uwagę podczas pojedynku. Oboje wiemy ze gdyby nie to to ty byś spedziala przynajmniej jedna noc w skrzydle szpitalnym.
- Może i tak ale teraz juz przynajmniej wiesz ze mimo iż nie dorównuje ci mocą to wygranej tez nie masz ze mną zapewnionej.
- Spokojnie następnym razem nie dam się tak zwieść.
- Zobaczymy.
Siedzieli na przeciw siebie patrząc na siebie i Luna nagle zdala sobie sprawę z tego ze chłopak ma na prawdę piękne oczy. Wydaje się nie możliwe żeby te czarne tunele byly tak nazwane ale byla to prawda. Przez chwile utonela w ich glebi i dopiero wesoly glos bibliotekarki wyrwal ich z tego hipnotyzujacego spojrzenia.
- Co tu robicie kochani? Czy pogoda nie jest zbyt piekna by spędzać czas w bibliotece?
- To biblioteka jest piekna.
- To prawda. Ale warto tez zażyć świeżego powietrza od czasu do czasu. Idźcie kochaniecy na spacer po bloniach. Macie szare twarze od ciągłego siedzenia w zamku.
Pani Prince odeszla w stronę dzialu transmutacji i Luna byla pewna ze jej rada pójdzie w niepamięć ale Severus ja mocno zaskoczył.
- Gdzie masz ochotę iść?
- Masz ochotę wyjść?
- Czemu nie. Pogoda rzeczywiście dopisuje.
- To może wzdłuż Zakazanego Lasu?
- O tym samym pomyślałem.
Chwile później minęli byli juz na błoniach.
- Wiec nie wiele wiesz na temat Czarne... Lorda Voldemorta?
- W ciągu ostatnich kilku dni troche popytalam ale jedyne czego się dowiedziałam to ze byl wyjątkowym uczniem i ze chcial być nauczycielem OPCM ale nie dostal tego stanowiska. No i ze ponoc posiadl cos co nie udalo się nikomu oprócz Nikolasa Flamela. Myślisz ze może być to prawda?
- Mysle ze od czasów Merlina nie bylo tak wyjątkowego czarnoksiężnika.
Pięknie wymijajaca odpowiedz.
- Chciałabym go poznać. Porozmawiac. Dowiedziec się skąd posiadl taka wiedze.
Przeszli kilka dobrych metrów zanim Severus się odezwał.
- Takich jak ty jest wiele.
- A ty? Spotkales go kiedys?
Znów chwila ciszy.
- Nawet jesli, to co?
- Tak tylko pytam.







































































































sobota, 29 listopada 2014

Rozdzial VI

No wiec tak. Po pierwsze przepraszam ze tak długo. Postanowilam nie deklarować terminu kolejnych notek bo w moim przypadku to na prawdę nigdy nie wiadomo. Mój laptop jednak nie żyje (przestroga żeby nie kupować rzeczy używanych na gumtee) ale jak bylam w Polsce to dorobilam się dużego telefonu ( Nokia 1320) z której pomimo kilku wad jestem zadowolona jako iż calkiem wygodnie mogę pisac. Teraz rozdzialy będą z pewnością krótkie ale będę podkrecac akcje 😊 . Liczę na komentarze jako iż liczba odwiedzających nie slabnie. Pozdrawiam i przepraszam za wszelkie bledy i brak chwilami brak znaków polskich.






Rozdział VI
Luna siedziala przy stole węża przeżuwając tosta i patrząc tępo przed siebie chociaż powinna być zadowolona wczorajszym pierwszym sukcesem - w końcu po półtora tygodnia prób udalo jej się z Severusem znalesc sposób na połączenie dwóch składników które teoretycznie wykluczały by się w jednym eliksirze. Ale na tym koniec przełomu jako iż nie mieli pojecia co można by dodać następne. Od tygodnia nie ćwiczyli zaklęć calkowicie pochłonięci eliksirem a on nie odzywał się do niej po za sporadycznymi propozycjami jakiś składników. Minął miesiąc a ona nie była nawet o krok bliżej od wykonania swojego zadania. Zostało jej tak malo czasu... Luna nawet nie zauwazyla kiedy do sali wlecialy sowy i dopiero szturchniecie Dory wyrwalo ja z zamyślenia. Dziewczyna trzymala w ręku dzisiejsze wydanie proroka codziennego.
- Jane, patrz.
Wskazala na pierwsza strone gazety na której widnialo zdjęcie calkiem przystojnego młodego mężczyzny a nagłówek mowil : ' Tom Riddle nazwał się Lordem Voldemortem i zapowiada kolejne śmierci czarodziejów pochodzących z rodziny mugoli. ' Luna pochylila się nad gazeta. Artykuł byl krotki ponieważ większość strony zajmowalo zdjęcie usmiechajacego się czarodzieja ale byla w nim informacja ze pomimo ze czarodzieja poszukują najlepsi autorzy w kraju ten wciąż pozostaje nieuchwytny.
- Co o nim myślisz?
Krukonka starala się uważnie dobierać słowa.
- W Rumunii niewiele jest starych rodzin czarodzieji wiec o czystości krwi niewiele się mówi, a rodzice wychowali mnie w tolerancji dla innych. A Ty? Co o nim myślisz?
Dziewczyna się zawachala.
- Wiesz, ja wywodzę się ze starej rodziny czarodzieji. Moja mama zawsze mówiła mi ze czystość krwi jest najważniejsza ale tata w takich chwilach zawsze milczał. Jego brat poślubił mugolke maja razem gromadkę malych dzieci i musze przyznac ze nie ma nic złego w mugolach. Czarodzieje nie wyznają co prawda żadnej konkretnej religii ale ja wierze ze ten kto nas wszystkich stworzył nie chciałby żebyśmy się jakos wzajemnie nienawidzili. Mysle ze nie po to nas stworzył. Każdy z nas jest inny. Weźmy takiego Blacka. Pochodzi z jednej z najstarszych czarodziejskich rodzin w Europie, cala jego rodzina to zatwardzeni zwolennicy idei czystej krwi no i oczywiście slizgoni a jeden on jeden w rodzinie jest gryfonem co sprawia ze z daleka wiadomo ze ma zupełnie inne wartości niż cala jego rodzina. Ja choc jestem slizgonka tez nie uważam ze czarodzieje z rodziny mugoli nie maja prawa do poglebiania swoich możliwości. Bo jesli Bóg by tego nie chcial to czemu dal im te moc? Ale rozumiem tez idee czystej krwi. Jak by nie patrzeć jestesmy arystokracja czarodzieji a arystokracja nie powinna wrzeniac się w rodziny calej reszty. Wiec choc nie mam nic przeciwko mugolakom to sama nie chciałbym być zona któregoś z nich.
- A ten Tom Riddle? O co z nim chodzi?
- Tom gra zbyt ostro. Wyznaje dokladnie to samo co Salazar Slytherin czyli ze mugolaki nie powinno się uczyć magii a szlamy zwyczajnie zabijac. Pod koniec zeszłego roku i przez wakacje kilku uczniów juz stracilo rodziców. Ministerstwo co prawda stara się go powstrzymać sle jak widac to niezbyt im to wychodzi puki co. Dobra musze lecieć nie chce się spóźnić na transmutacje.



- Co sadzisz o tym całym lordzie Voldemorcie?
- A co mam sadzic?
- Niewiem... Dzis dowiedziałam się ze ma ogromna moc.
- A to wczesniej o nim nie slyszalas?
- Nie w Rumunii nikt nigdy o nim nie slyszal.
- No to niebawem uslyszy. To najsilniejszy czarodziej naszych czasów zaraz po Dumbledore. Lepszy nawet od Grindelwalda. I jestem pewny ze pewnego dnia caly swiat będzie znal jego imię. Przejdzie do histori jako najpotężniejszy.
- Slyszalam tez ze szuka zwolenników. Chcialbys się przyłączyć?
Twarz Severusa zmienila na moment wyraz jak by przed oczami pojawił mu się ogromny budyniowy tort ale sekunde puzniej znow miała sobie przed sobą maskę nauczyciela eliskirow.
- Nie twoja sprawa. A ciebie na takim poziomie jakim jesteś i tak by nie zechcial.
Choc byla krukonka i jej inteligencja mowila jej żeby zakonczyc dyskusje w tym momencie to odezwalo się w niej cos jakby z gryfona. Zadarla lekko głowę.
- Juz o tym rozmawialismy, i wiemy ze nie jestem aż tak kiepska jak twierdzisz.
- Serio?
- Serio. I mogę to udowodnić.
- Niby jak?
- Pojedynek.
- Nie masz szans dziewczyno wiec daj sobie spokój jesli nie chcesz przez miesiąc leżeć w skrzydle szpitalnym słuchając narzekan tej głupiej pielęgniarki.
- Zucilam ci wyzwanie. Decydujesz się czy może niehonorowo odrzucasz maja propozycje?
Wejście slizgonowi na honor, to bylo cos.
- Dzis o północy w starej sali do transmutacji?
- Mi pasuje.
I wroucili do czytania swoich lektur.


Luna zasapana odpychala posylane w jej strony klątwy właściwie nie miała czasu na wysyłanie swoich. Co przyszlo do jej durnego lba? Żeby pojedynkowac się ze Snape'em? Walczyli dopiero kilka chwil a ona juz odczuwala zmęczenie. A zważywszy na fakt ze brala juz udział w dwuch bitwach mówi sam za siebie jak ciężko jej bylo pojedynkować się z młodym mezczyzna. Ten natomiast zdawał się być w swoim żywione - oczy jak u zakochanego, uśmiech na ustach i dzikość w wyrazie twarzy z kazda klatwa byl coraz większy. Z kazda chwila walka nabierala coraz większego tepa. Ledwie uchwylila się przed zaklęciem zadlacym. Co robic? Jesli przegra ten nie pozwoli jej tego zapomnieć. Musi udowodnić ze nie jest tak dla jak on mówi. Nie zdarzyla odepchnąć zaklęcia a pod jej okiem pojawił się ogromny siniak jakby dostala pięścią i krew poleciała jej z nosa. No tak zaklęcie silnej piesci. Dawno się z nim nie spotkala. Nagle w jej umyśle zaswitala myśl. A jak by tak odwrócić jego uwagę? Pomyśl dodal jej sil i odepchnela kolejne dwa zaklęcia lecące w jej stronę, skierowala różdżkę w stronę sufitu i wystrzelila mieniaca się kolorami tańczy fajerwertke. Tak jak przewidywala chłopak zdziwiony uniusl głowę by spojrzeć na swiatlo a ona korzystając z okazji wyslala w jego stronę zaklęcie expelriarmus. Chłopak znalazł się na ścianie ktora byla tuz za nim A Luna uslyszala zgrzyt pękających kości. Zsunal się ze ściany na podłogę a w tej samej chwili drzwi sali otworzyly się i stanela w nich profesor Mc'Gonagall.


Niecala godzinę później Luna leżała juz w swoim slizgonskim lozku patrząc na baldachim. Nie wiedziała czy powinna się cieszyć czy może smucić. Profesorka transmutacji aż kipiala ze złości i jednocześnie zdumienia ze jeden z jej ulubionych uczniów jakim bym Severus zdal się z pojedynek z kimś innym niż Huncwoci. Snape byl w skrzydle szpitalnym gdzie miał zostać do rana i czekać aż zrosna mu się kości. Miał dwa pęknięte zebra i zlamana rękę na ktora upadl po znalezieniu się na ścianie. Oprócz tego ubylo im po 40punktow i maja szlaban w sobotę. Ale szczerze mówiąc bylo to warte zobaczenia miny slizgona jak pielegniarka go ocucila tlumaczac ze jest polamany i musi zostać na noc w skrzydle. Ku kolejnemuz zdziwieniu obu pań jego pierwsze pytanie brzmiało co stalo się z Luna. Dla nich zabrzmiało to pewnie jak troska ze strony chłopaka o nowa koleżankę ale ona wiedziała zwyczajnie miał nadzieję ze skonczyla gorzej a on tym samym wygral zakład. Ale jak uslyszal ze ona miała tylko kilka siniaków które juz zniknely dzieki maści wygladal jak by dostał od kogoś w twarz. Luna zasmiala się na samo wspomnienie niewiezac we własne szczęście. Z tym uśmiechem na ustach zasnela.







































wtorek, 4 listopada 2014

Przeprosiny

Witajcie!
No i znow musze przepraszac za opuznienia ale mam wiecej problemow niz wlosow na glowie, wszystko idzie nie po mojej mysli i wogule jest tragedia. 13 listopada wracam do UK wiec wtedy moze troche odetchne i zaczne znow pisac bo w chwili obecnej jestem poprostu wycienczona wszystkim....
Jeszcze raz przepraszam i zycze milego listopada!

wtorek, 14 października 2014

Rozdzial V

Sporo czasu nic nie pisalam, ale najpierw zajeta bylam haftowaniem wczesniej wspomnianych poszewek na poduszki, ktore jednak sie chyba nie przydadza jako ze od dwuch tygodni odnosnie slubu cisza, a puzniej laptop strzelil focha i musiala odniesc do serwisu gdzie od nowa instalowali mi system, ah... Ale teraz juz jestem, i przez najblizsze dwa tygodnie bede. A za dwa tygodnie przyjezdzam do Polski w odwiedziny wiec dodam cos pewnie dopiero jak wruce, czyli w polowie listopada. Ale tym sie nie przejmujcie na razie :)
Zapraszam do czytania i komentowania!

Rozdzial V
Severus wracal wlasnie z gabinetu profesora Dumbledore'a. Jego zlosc znacznie opadla od chwili gdy wyszedl z biblioteki ale i tak wiekszosc uczniow na jego widok mialo ochote zniknac co to by czasem nie prubowal wyladowac na nim swojej zlosci. To znacznie poprawilo mu humor nawet pomimo tego ze dyrektor powiedzial ze mimo wszystko ma dalej pracowac z ta idiotka White. Da sobie z nia rade. Juz dzisiaj widzial przerazenie w jej oczach gdy na nia krzyczal wiec na pewno juz go szanuje i nigdy wiecej nie bedzie gadac jak jakas nawiedzona. Jak tylko zaczal nauke w Hogwarcie nikt nie traktowal go powaznie, byl workiem tenigowym zaklec przez czworke glupich gryfonow i gdyby nie tamta szlama to chyba popelnil by samobojstwo. Tak, nie raz myslal o smierci, nawet jeszcze przed rozpoczeciem szkoly. Dopiero w trzeciej klasie zaczal myslec o oddawaniu swoim 'kolegom' pieknym za nadobne ale matka powstrzymywala go mowiac zeby nie sprawial w szkole klopotow bo zostanie wyrzucony a wiedzial ze wtedy bedzie musial przez okragly rok znosic znienawidzonego przez siebie ojca i patrzec jak ten bije jego ukochana matke. Dopiero po jej smierci, w czwartej klasie stwierdzil ze nie zniesie dluzej takiego traktowania przez reszte i postanowil ze stanie sie wielokroc silniejszym od nich wszystkim czarodziejem. Chcial zeby wszyscy bali sie go obrazic, zeby odnosili sie do niego z szacunkiem. Czasami nie spal przez kilka nocy pod rzad swiczac samotnie zaklecia w jakiejs nieuzywanej przez nikogo sali, a gdy opanowal juz zaawansowane zaklecia chcial wiecej. Chcial zeby ktokolwiek bal sie rzucic w jego strone jakakolwiek klatwe. Pewnego dnia poprosil profesora Slughorna aby ten dal mu dostep do ksieg zakazanych pod jakims glupim pretekstem a ten dal mu pozwolenie bez mrugniecia okiem. Od tamtej pory czul z kazdym dniem coraz bardziej jak rosnie w sile, czul to calym soba. Na poczatku niektore zaklecia wydawaly mu sie byc strasznymi, ale z czasem zaczal dostrzegac ich piekno. Tak, te zaklecia byly niezwykle piekne. Mogly sprawic ze wszyscy w zamku baliby sie go. Ale z drugiej strony zdawal sobie sprawe ze nie kazdy jest w stanie dostrzec to piekno ktore on dostrzegl i pewnie wyslali by go do Azkabanu za uzycie nawet najniewinniejszego. Ale niech tylko skonczy szkole a wtedy nikt, nawet Potter czy Black nie bedzie mial odwagi podniesc na niego rozdzki. Zna sposob jak zdobyc jeszcze wieksza wladze, jeszcze wiekszy szacunek. Gdyby nie to ze znajduje sie pod okiem Dumbledore'a juz tego lata przylaczylby sie do najpotezniejszego czarodzieja obecnych czasow. Ale jeszcze tylko 10miesiecy. Tylko 10 miesiecy....

- Severusie?
- Czego White?
- Czy moglbys mi wyjasnic jak dokladnie dziala to zaklecie? Tutaj co prawda jest wyjasnienie ale nie jestem do konce pewna jak ono dziala.
- A co, profesora od zaklec zabraklo w tej szkole ze musisz sie mnie pytac?
- Jest ale... nie pochwalalby z pewnoscia tego zaklecia.
To zaintygowalo Severusa. Zerknal w ksiege.
- Bonesbreak?
Spojrzal na nia zaintygowany jeszcze bardziej. Czarna magia?
- No tak...
- Interesuja Cie tego typu zaklecia?
Patrzyl na nia uwaznie. W pewnym momencie mial wrazenie ze sie zawachala ale ostatecznie odpowiedziala pewnym siebie glosem.
- Tak.
- Sprawia ze w tym, na ktorego rzucasz zaklecie wiekszosc kosci zacznie sie lamac jedna po drugiej sprawiajac przy tym nie wyobrazalny bol.
Chwila ciszy.
- Piekne.
- Naprawde tak myslisz?
- Ja... ty... mozesz tego nie zrozumiec, ale tak, mysle ze w pewien sposob to zaklecie jest piekne.
Przyjrzal sie jej ponownie. Nie byla pieknoscia, ale miala nietypowa urode  ktora zwracala na siebie uwage. Jej szare oczy patrzyly na niego z lekka niepewnoscia i... desperacja? Wlasciwie nic dziwnego. Wlasnie powiedziala innemu uczniowi ze interesuje czarna magia domyslalajac sie ze on tez ja lubi. Ale gdyby tak nie bylo pewnie szedl by juz w strone gabienetu Dumbledore'a z zamiarem poinformowania o tym glowe szkoly.
- Chcialabys poznac inne?
- Tak...
- Jestes pewna?
Znow pozytywna odpowiedz. Czyzby znalazl braterska dusze? Szlama zawsze odciagala go od tego typu rzeczy ale ta White? Zdaje sie byc zainteresowana... Powoli, delikatnie tak aby nie zauwazyla wnikanal w jej umysl. Jedyne o czym teraz myslala to byly wlasnie zaklecia czarnomagiczne, zachwyt nad ich pieknem i nadzieja na poznanie nowych. Moglby sprawdzic jakies wspomnienia ale wtedy ona moze sie zorietowac.... Nie, tyle mu chyba na razie wystarczy. Pokaze jej kilka zaklec a puzniej sie zobaczy jak ona na nie zareaguje...

Luna lezala w swoim lozku i wpatrywala sie w baldachim. To co dzis zrobila bylo straszne. Czula wstret do samej siebie gdy przypominala sobie jak zmuszala sie aby myslec ze te wszystkie zaklecia sa piekne, ze na prawde chce je poznac, choc z drugiej strony wiedziala ze sie oplacilo. Severus obiecal pokazac jej inne zaklecia co oznaczalo ze ma w planie z wlasnej nieprzymuszonej woli spedzic z nia troche czasu a to juz cos. Zastanawiala sie tez nad wlasnym szczesciem. Wlasnie udalo jej  sie wyprowadzic w pole Snape'a! To nie byle co... Harry nie raz wspomianal o tym ze Snape jest najlepszy w oklumencji zaraz po samym Voldemorcie. Oczywiste wiec bylo ze zaczal to cwiczyc wczesnie, innaczej nie moglby byc tak dobry. Oklumencja to sztuka ktora im wczesniej sie zaczyna, tym lepiej wychodzi. Wiedziala ze sprubuje wejsc do jej umyslu w celu sprawdzenia tego co sie tam kryje. Przeczytala kilka podan na ten temat, ale podchodzac do niego i tak nie byla pewna czy podola. Ale udalo sie. Problem jedynie w tym ze czuje prawdziwy wstret do tych klatw ktore pokazala mu ona w ksiedze ktora znalazla, i tych, o ktorych wspomnial jej mlody Mistrz Eliksirow.
Za dnia maja zajmowac sie eliksirem, wieczorami czarna magia. Sama nie wiedziala skad pomysl z zachwytem czarna magia znalazl sie w jej glowie. Zwyczajnie pomyslala ze Lily pewnie go od tego od ciagala, to czemu nie sprubowac go przyciagnac? Choc w sumie, czy byla szansa na przyciagniecie go? On juz caly byl nia przesiakniety. Oby tylko to rozwiazanie sprawilo ze jej zaufa....

- White, spuznilas sie. Mowilem zebysmy sie spotkali o 22, a nie o 22.20.
- Przepraszam ale pani Norris...
- Nastepnym razem nie bede czekac.
- OK. To czym sie na poczatek zajmiemy?
- Zakladam ze podstawowe zaklecia obronne i oszalamiajace znasz?
- Pewnie.Ale jesli masz z nimi problem to moge ci pomuc...
- White, nie denerwuje mnie.
- Oj tylko zartuje. Nie umiesz czasem zartowac?
- Nie, i nie mam zamiaru. A teraz do rzeczy.
Przez nastepne 2 godziny sprawdzal jak jej idzie z podstawowymi zakleciami obronnymi i oszolamiajacymi, rzucajac je i odbijajac coraz szybciej tak ze pod koniec walki Luna byla juz troche zasapana, choc jej przeciwnik caly czas mial twarz spokojna i zdawaloby sie ze przez ten caly czas spokojnie siedzial i czytal ksiazke. Gdy w koncu skonczyli Luna czekala dobra chwile zanim uslyszala co mysli o jej wyczynach przyszly profesor podczas gdy on uwaznie swidrowal ja zwrokiem zmuszajac tym samym do wysilku nie myslenia o niczym.
- Nie wiem jak bys przezyla w prawdziwej bitwie White. Masz ledwie opanowane podstawowe zaklecia.
Tego sie krukonka nie spodziewala. Ledwie opanowane? Ma za soba godziny cwiczen na spotkaniach GD i dwie bitwy przy czym w trakcie ktorej nie doznala powaznych obrazen a on mowi ze ledwie opanowala podstawowe zaklecia? Byl od niej o wiele lepszy, to prawda, ale taka niesprawiedliwosc oceny jej umiejetnosci to przesada! Miala ochote chwycic go za te tluste wlosy i wyczochrac.
- Och, mysle ze nie jest ze mna az tak zle jak twierdzisz. Co prawda jestes ode mnie lepszy, ale wiesz doskonale ze nawet polowa z uczniow tej szkoly nie dalaby mi rady w pojedynku.
Nie lubia sie chwalic, ale wiedziala ze ma racje.
- Ale oni nie sa zainteresowani takim poziomem magii jakim jestes zainteresowana Ty. Wiec lepiej wez sie do roboty jesli chcesz choc uszczyknac cos z tej wiedzy ktora posiadam ja. Po za tym nie mam ochoty marnowac cennego czasu ktory moglbym poswiecic na czytanie kolejnego woluminu na patrzeniu jak nieumiejetnie odbijasz mojego Expelriamusa.
Wyszedl z sali z trzaskiem drzwi a Luna z rozbawieniem pomyslala ze jak by za jej czasow jakikolwiek uczen sie na to odwazyl, to sekunde pozniej na karku czulby juz oddech Mistrza Eliksirow a kolejna sekunde puzniej pozegnalby sie z punktami zdobytymi przez caly tydzien a w sobotni wieczor czyscilby kociolki. Zarzucila torbe na ramie i ruszyla w strone lochow.

- Zle wygladasz.
Dora zatroskana patrzyla na czarnowlosa kolezanke gdy ta weszla do dormitorium.
- Czemu?
- Malo sypiasz, z kazdym dniem bledniesz.... Niedlugo bedziesz miala worki pod oczami az po brode.
- Nic mi nie jest, na prawde. Poprostu nauka i ten eliksir...
- Wlasnie, jak wam idzie?
Luna westchnela.
- Kiepsko. Puki co skladniki ktore znalezlismy jako te ktore moglby by sie nadawac w wiekszosci calkowicie sie wykluczaja wiec stoimy w miejscu. Ide sie przebrac.
Zabrala pizame i ruszyla do lazienki. Na wejsciu spojrzala w ogromne lustro i po chwili przygladania sie stwierdzila ze jej kolezanka ma racje. Jej skora wydawala sie byc przezroczysta, jedynie pod oczami odznaczaly sie ciemne cienie. Widziala tez ze schudla. Policzki sie je prawie zapadaly, a ubranie wisialo na niej jak na wieszaku. Chyba bedzie musiala zaczac uzywac jakis kosmetykow bo niebawem pierwszoroczni zaczna na jej widok uciekac. Przebrala sie w pizame, obmyla twarz i wrucila do dormitorium. Usiadla na lozku i zaczela zaplatywac wlosy w warkocz.
- A jak u ciebie nauka?
- Jakos leci, chociaz wypracowania zdecydowanie mnie przerastaja. Ale to nic...
Luna przyjrzala sie uwaznie slizgonce. Pomimo tego ze powinna byc wykonczona wypracowaniem ktore pisala na transmutacje przez pol popoludnia i caly wieczor a ktorego wciaz nie dokonczyla promieniala radoscia, a jej oczy blyszczaly niczym gwiazdy.
- Czy jest cos o czym nie wiem? - usmiechnela sie. Nie lubiala zbytnio tych dziewczecych ploteczek, ale skoro ta byla jej praktycznie jak Ginny...
- Nic specialnego...
- Oj mow! Jak ma na imie?
- Kto?
- Oj nie udawaj! Widze ze sie zakochalas!
Rumieniec wstapil na policzki dziewczyny.
- Syriusz.
- Ten Syriusz? Syriusz Black?
- Tak! Ten Syriusz! Syriusz Black! Gryfon! Czlowiek ktorego powinnam nie nawidzic chocby wlasnie z powodu ze jest zakochanym w sobie,okropnym gryfonem. Ale nie moge.
- Przeciez nie dalej jak 3tyg temu na rozpoczeciu roku mowilas zeby trzymac sie z dala od gryfonow.
- Wiem, ale ja sama nie wiem jak to sie stalo. Szlam wlasnie z biblioteki kiedy przez przypadek na siebie wpadlismy. Wtedy on spojrzal mi w oczy a ja poczulam ciarki, ale takie przyjemne ciarki. Pozniej przez 2-3dni puszczal mi oczko na lekcjach, usmiechal na kolacji, a nawet raz pomogl mi doniesc ksiazki ktore wylecialy mi z torby do biblioteki. Usmiechal sie do mnie tak slodko... A dzis, zaledwie jakas godzine temu jak wracalam do dormitorium znalazl sie znikad kolo mnie, pociagnal w strone pustej sali i pocalowal... Jak myslisz, czy to cos wiecej z jego strony? Wiem ze polowa szkoly sie za nim ugania, moglby wybrac kogolowiek, a jednak pocalowal mnie...
Krukonka spojrzala na przyjaciolke sceptycznie. Byla tu zaledwie miesiac, ale o Syriuszu Black dowiedziala sie wystarczajaca duzo - nigdy nie przetrwal z dziewczyna dluzej niz miesiac. Ale z drugiej strony nigdy tez nie startowal do slizgonki.
- Trudno powiedziec cokolwiek na pewno. Ale wiesz, zawsze trzeba miec nadzieje.
- Mam ja. Tak bardzo bym chciala zeby to bylo cos wiecej...
- Porozmawiaj z nim o tym przy najblizszej okazji.
- Tak, tak zrobie! Dziekuje ze mnie wysluchalas, myslalam ze pekne trzymajac to w sobie, na prawde!
- Nie ma prawy, mozesz przyjsc do mnie zawsze. Czasem lepiej na duszy jak czlowiek sie wygada przed kims.
- Ale nie mow nikomu, dobrze? Bo wiesz, jak by nie wyszlo...
- Tym sie nie martw, nikt sie nie dowie.
- Dziekuje.
Przytulila krukonke a ta zdziwiona wlasna reakcja odzwajemnila przytulenie jak by na prawde cieszyla sie z przyjazni ze slizgonka. I po czesci chyba tak bylo. Traly tak chwile w uscisku, i dopiero jak tamta odsunela sie i wrucila na swoje lozko zyczac jej dobrej nocy srebrnooka zrozumiala jak bardzo potrzebowala przytulenia. Szkoda ze ona nie mogla sie przed nikim tak wygadac. Mijaly kolejne dni a ona do niczego nie doszla. Stanela w miejscu. Eliksir nijak im nie wychodzil (chociaz nie spodziewala sie ze po pierwszej prubie im wyjdzie), a jej wieczorne spotkania z Severusem ograniczaly sie do zucanych zaklec oraz jego przytykow o tym jak zle jej idzie. Stoi w miejscu a czasu ma coraz mniej. Zostaly jej tylko nie cale dwa miesiace....


środa, 1 października 2014

Rozdzial IV

Witajcie! Dziekuje za komentarze i od razu odniose sie do jednego z nich. Fakt, moja Luna w chwili obecnej nie jest kanoniczna Luna z powiesci ale po pierwsze jak napisalam na poczatku dziewczyna ma swiadomosc ze jej ojciec gada od rzeczy, a po drugie jest inteligetna wiec zdaje sobie sprawe ze jak bedzie nawijac o plumkach i innych tego typu sprawach to w przyszlosci Snape moglby sie do myslic ze to byla ona. A tego puki co nie chcemy.
Rozdzial nie powala dlugoscia ale mam nadzieje ze wam sie spodoba. Bylo chwile wesolo gdy Snape mial napad zlosci ale jako ze mam nastuj meloncholijny to koniec nie za wesoly. Ale mam nadzieje ze sie spodoba.
Milego czytania i licze na komentarze!

Rozdzial IV
Luna jak codziennie od tygdonia spedzial popoludnie w bibliotece przy jednym stoliku z Severusem Snape'em i jak codziennie od tygodnia ukladala w myslach zdania ktorymi moglaby zagadac przyszlego Mistrza Eliksirow, i jak codziennie od tygodnia nic odpowiedniego nie przychodzilo jej do glowy. Zatopiona we wlasnych myslach az podskoczyla gdy uslyszala spokojny glos czarodzieja siedzacego na przeciwko.
- Uwazaj na Evens.
Krukonka spojrzala oczami jak spodki na chlopaka. Niewiedziala co zdziwilo ja bardziej: to ze sie do niej odezwal czy to ze zaczal ich rozmowe od Lily? Gdy gryfonka pierwszy raz usiadla obok niech Snape skomentowal to glosnym prychnieciem i kreeniem glowa ale Luna wciaz nie wiedziala o co chodzi.
- Co? Czemu?
- Wydaje sie byc mila, rozmawia z toba i kompelmentuje ale chodzi jej jedynie o twoje notatki i podpowiedzi na eliksirach.
Ta wypowiedz dla Lunie do myslenia.
- Skad wiesz?
Slizgon zacisnal zeby i odwarknal by ulamek sekundy zatopic sie znow w czytnym wczesniej tekscie. Luna wiedziala ze na dzis to juz po rozmowie ale jak codzien siedziala razem z nim dopuki bibliotekarka kazala im wracac do pokoju wspolnego. Gdy tylko tam weszla wzrokiem poszukala Dory. Dziewczyna byla plotkara i ciagle gadalaby o chlopcach ale byla tez niezwykle pilna uczennica wiec cale popoludnia spedzala nad ksiazkami i nie miala Lunie za zle ze zjawila sie dopiero przed cisza nocna.
- Hej!
- Czesc Jane, poczekaj chwile tylko dokoncze akapit... Tak, teraz jestem wolna. Co tam?
- Jakos leci a u Ciebie?
- Dobrze, wypracowanie na Magiczne Stworzenia - wskazala na suszacy sie pergamin - o co chcialas zapytac?
- Skad wiesz?
- Widze twoje zaklopotanie. Nie wiesz jak i czy wogule powinnas pytac. Wiec poprostu to z siebie wydus.
- Co bylo pomiedzy Snape'em a Evens?
Pytanie mocno zszokowalo dziewczyne.
- Jak ty...?
- Widze jak ona na niego patrzy a on dzis ostrzegl mnie przed nia. Ponoc poluje na moje notatki z eliksirow.
- Dobra jestes?
- Slughorn powiedzial przy calej klasie Snape'owi ze ten ma konkurencje po zobaczeniu mojej mikstury na pierwszej lekcji. Ale o co chodzi?
Dora wydawala sie byc lekko zaklopotana.
- Nie wiem czy powinnam Ci mowic. No ale jesli sie do ciebie odezwal sam to chyba moge ci powiedziec.
Luna doskonale wiedziala ze dziewczyna az pali sie aby ja poinformowac.
- Pamietasz, na rozpoczeciu roku mowilam ci o gryfonce ktora brala od niego notatki na eliksirach. Od pierwszej klasy Evens i Snape sie przyjaznili. Jak wiesz Gryffindor i Slytherin to wrogowie z zasady jednak oni poznali sie przed szkola i ich przyjazn przetrwala rozdzielenie domow. Evens trzymala sie z dala od Pottera i jego paczki i bronila przed nimi Snape'a. I tak bylo do koncowki zeszlego roku. Pod koniec maja, niedlugo przed egzaminami Potter z reszta rzucili na Snape zaklecie... Okropne ale nikt nie odwazyl sie cokolwiek zrobic. Powiesili Severusa do gory nogami i zaczeli powoli zdejmowac spodnie. Zadnego z nauczycieli nie bylo wtedy na bloniach i peewnie dopieli by swego gdyby nie Evens ktora pchnela Pottera tym samym zrywajac zaklecie. Zaczela na gryfonow krzyczec ale w polowie przerwal Severus nazywajac ja szlama i bardzo niegrzecznie mowiac ze nie powinna sie wtracac bo dalby sobie rade. Kilka dni puzniej ponoc prubowal ja przeprosic ale ta sie nie dala.
Luna zamyslila sie. Jesli Snape przezwal dziewczyne mial wyrazny powod o ktorym reszta nie wie. Nie lubil co prawda gryfonow jak kazdy slizgon ale ona byla mu bliska wiec na pewno nie wyzywal jej od tak.
- Ale tamtego dnia gdy gryfoni zaatakowali go w Wielkiej Sali powiedzialas ze jeden przeciwnik to za malo dla Snape'a. Zreszta sama widzialam jak odpychal zaklecia trzech i mial jeszcze czas posylac w ich strone klatwy. Wiec jak to mozliwe ze wtedy...
Dora jej przerwala.
- Zaskoczenie. Snape siedzial wtedy z Evens pod drzewem. Zawsze z jak nia byl to zapominal o reszcie swiata. Gdy zaklecie Pottera poderwalo go do gory rozdzka wypadla mu z kieszeni. Nie mial jak sie bronic.
Lune zatkalo. James Potter upokazal Severusa Snape'a gdy ten nie mial najmniejszych szans na obrone? To jak kopac lezacego! Toz to brak honoru! Patrzac na Harry'ego nigdy by nie pomyslala ze jego ojciec mogl byc takim lajdakiem.
- Ale co to wszystko ma sie do eliksirow?
- Snape jest dobry. Zajebiscie dobry. Nigdy nie popelnil bledu, jego eliksiry zawsze byly idealne. Talent Evens do Eliksirow pojawil sie w 3klasie, gdy zaczelismy miec eliksiry z gryfonami a ona zaczela siedziec z Severusem. Wszyscy wiedzieli ze on jej podpowiada , daje notatki a ona go wykorzystuje. Jednak on tego nie zauwazal. Odkad sie poklucili Even idzie coraz gorzej bez jego notatek i podpowiedzi dlatego startuje w tej kwestii do Ciebie. I jesli on, ten ktory znal ja ze wszystkich slizgonow najlepiej ostrzegl cie przed nia, to posluchaj.

- Czemu nazwales Lily szlama? Przeciez byla twoja przyjaciolka.
To pytanie nie dawalo krukonce spac cala noc i poprostu samo wyplynelo z jej ust gdy usiadla na przeciw niego z bibliotece.
- Ta plotkara Teodora ci powiedziala?
Luna powstrzymala sie od smiechu cudem. Nie mogla poradzic ze na dzwiek pelnego imienia swojej nowej slizgonskiej kolezanki przed oczami stawala jej ropucha Nevilla.
- Czemu myslisz ze ona? Widziala was prawie cala szkola.
O nie, zle mowi, jej odmlodzony profesore zaczal sie denerwowac. Nie powinna mu przypominac ze wszyscy widzieli jego upokorzenie.
- Nie twoja sprawa White.
- Zawsze zwracasz sie do wszystkich po nazwisku?
- Zawsze? Powiedzialem tak do ciebie pierwszy raz.
- No tak... ale slyszalam jak odzywasz sie do innych.
Zawsze draznila ja to ze zawsze, ale to zawsze mowi do wszystkich po nazwisku, nawet do slizgonow.
- Nie moglas uslyszec bo ja znikim nie rozmawiam.
- To co wlasnie robimy ludzie potocznie nazywaja rozmowa.
- Zatem pora aby sie skonczyla.
I zatopil swoj dlugi nos w ksiazce. Super.

Kilka nastepnych dni bylo nurzacych. Zawsze jak krukonka prubowala podjac rozmowe to Snape wychodzil z biblioteki albo zatapial sie w ksiedze udajac ze jej nie slyszy. Luna byla bliska zalamania. Zostalo jej tylko 10 tygodni na zdobycie zaufania profesora na tyle by powierzyl jej wspomnienie, a przez 2 tygodnie ich 'rozmowa' nie potrwala dlyzeh niz 5minut! Dziewczyna siedziala wlasnie na eliksirach i prubowala sie skupic na slowach profesora Slughorna o eliksirach zdrowotnych ale dotychczas nie zrozumiala nawet zdania a jej zrok wciaz uciekal w strone czarnowlosego slizgona ktory patrzyl bez ruchu na tablice. Musi do niego znalesc klucz, klucz ktory pozwoli jej wejsc w jego laski. Ale jak? Dotychczas udalo sie tylko Lily ale znali sie jeszcze przed szkola a puzniej ona zrobila cos czym zlamala jego zaufanie. Wiec teraz bedzie 10 razy ciezej sprawic zeby zaufal jej. Jak by to bylo wogule mozliwe. Poczula szturchniecie po swojej prawej stronie i automatycznie spojrzala na gryfonke ktora glowa wskazala profesora.
- Panno White, alez sie pani zamyslila.
- Przepraszam profesorze, zastanawialam sie wlasnie czy gdyby dodac korzen bijacej wierzby zamiast kolca cierniowego to czy eliksir przeciwgoraczkowy nie zadzialalby szybciej.
- Oh panno White ciekawa teoria, mam nadzieje ze uda mi sie ja przetestowac w najblizszym czasie choc oczywiscie nikomu z was nie zycze choroby. Mowilem wlasnie klasie o konkursie ogloszonym przez ministerstwo na eliksir ktory powoduje ze ten kto go regularnie przyjmuje nie jest poddatny na zaklecie Imperius. Dyrektor poprosil mnie o wytypowianie dwuch uczniow ktorzy wspolnymi silami sprubowaliby taki eliksir uwazyc. Na sworzenie mikstury macie 10tygodni liczac od jutra. Nagroda bedzie Order Merlina Drugiej Klasy oraz 5 tysiecy galeonow. Co pani na to panno White?
Luna sie zamyslila. Eliksir przeciw Imperiusowi? Nigdy o czyms takim nie slyszala wiec teoretycznie znaczyloby ze taka mikstura nie istnieje ale z drugiej strony oni uczyli sie o podstawowych, najbardziej potrzebnych w zyciu codziennym eliksirach a co wiecej miala zaczac dopiero 6 klase... Och szkoda ze nie ma mozliwosci spytac Hermiony, ona by na pewno wiedziala.
- Mysle ze to ciekawy pomysl ze strony Ministerstwa. Gdyby komus sie udalo uniknelibysmy wielu nieprzyjemnych rzeczy w przyszlosci. To znaczy tak mysle.
- Jestem tego samego zdania. Co do pierwszej osoby to wybor byl banalny - Severus Snape to najlepszy uczen jakiego kiedykolwiek mialem i jesli taka mikstura moze byc stworzona to jestem pewny ze to wlasnie on bedzie mial w tym swoj udzial. Natomiast co do osoby ktora miala by tworzyc z Severusem pare myslalem troche dluzej. Panna Mung jest bardzo dobra w eliksirach, jednak brakuje jej otwartosci umyslu wiec nie bylaby w stanie stworzyc nic nowego. Panna Evens, niegdys zaraz po Severusie najlepsza ale stracila swoj dar na kika miesiecy. Teraz idzie jej znacznie lepiej ale... Wybacz Lily ale taka prawda. Uznalem wiec ze najlepiej bedzie gdyby to panna White towazyszyla panu Snape'owi. Niejednokrotnie na mojej lekcji udowodnilas ze swietnie ci idzie i mysle ze razem z Severusem stworzycie zgranych wspolpracownikow.
Luna patrzyla oniemiala na profesora. Wiedziala ze powinna sie cieszyc bo bedzie miala okazje spedzac duzo czasu z mlodym Mistrzem Eliksirow ale...
- A czy nie moglbym sprubowac sam? Sam lepiej skupiam sie na zadaniu jakie mam do wykonania.
- Severusie, jestes wybitny w eliksirach jak i we wszystkim innym i wiem ze pewnego dnia zostaniesz jednym z najlepszych Mistrzow Eliksirow ale mysle ze przy stworzeniu takiej mikstury nawet najlepszy powinien miec pomoc. Jestem pewny ze dogadacie sie z panna White. To koniec lekcji. Jestescie wolni.
Snape poslal w jej strone zabujcze spojrzenie.

Kilka godzin puzniej siedzieli w bibliotece i przegladali ogromne ksiegi pelne mozliwie wszystkich znanych dotad skladnikow i ich wlasciwosci. Luna patrzyla tepo na tekst i z pustka w glowie zastanawiala sie od czego zaczac odnosnie eliksiru i odnosnie Snape'a. Czula ze jak bedzie jej dobrze szlo z pierwszym to i do serca drugiego uda jej sie zakrasc. Ocknela sie z zamyslenia gdy uslyszala glos obiektu swoich rozmyslen.
- Co sie tak lampisz?
Nawet nie zauwazyla kiedy zaczela na niego patrzec.
- Przepraszam prof... Severusie, zamyslilam sie.
- I cos ciekawego wymyslilas?
- Jak bys mi ne przerwal to na pewno bym cos wymyslila.
Nie byla to zbyt blyskotliwa odpowiedz w ktorej moglaby wykazac sie swoja wiedza ale to jedyne co pojawilo sie w jej glowie i nim pomyslala to powiedziala. Nie no, zamienia sie w gryfonke! Gdy dotarlo do niej w jaki sposob sie do niego odezwala w pierwszych odruchu chciala przeprosic i doslownie w ostatniej chwili sie powstrzymala.
- To nastepnym razem myslac badz laskawa nie patrzec na mnie.
- A co, boisz sie ze sie zakocham?
Na twarzy Snape'a pojawil sie grymas zlosci i przez zacisniete zeby wycedzil
- Nie prubuj sie ze mnie nasmiewac. Mam lustro.
- Ja tez, i co z tego?
- Prosze cie oszczedz mi gadania o tym ze prawdziwe piekno jest wewnatrz czlowieka.
- Ale tak jest.  Nie myslisz ze jestes piekny w srodku?
Spojrzal na nia jak na kosmitke.
- Nie mam zamiatu kontynuowac tej bezsensownej i glupiej rozmowy o pieknie. Czytaj i przydaj sie na cos albo spadaj plotkowac z Dora, dam sobie rade sam.
- Zosia samosia.
- Co?!
Zlosc widoczna na twarzy chlopaka byla jeszcze wieksza.
- Niedenerwuj sie tak bo jeszcze wybuchniesz ze zlosci.
- Co??!!
- Co? Co? A to. Tatus mowil ze babcia zmarla bo jej serce peklo z milosci bo smierci dziadka to czemu ty nie moglbys wybuchnac ze zlosci?
Zlosc Snape'a przerodzila sie we wscieklosc a od jego wscieklosci wiekszy byl tylko szyderczy usmiech na jego ustach.
- Wybuchnac ze zlosci? Umrzec z milosci? Na Salazara, czy Slugharn naprawde uznac cie za wybitnie madra? Chyba doradze mu zeby udal sie do Munga! Przeciez ty jestes totalna idiotka! Dziewczyno lecz sie! Ide do Dumbledore'a oznajmic mu ze nie bede pracowac z takim bezmuzgiem! Jak ty wogule trafilas do Slytherinu? Nawet pierwszoroczny puchon ma wiecej rozumu od ciebie!
Darl sie na cala biblioteke jak by go rozrywali. Kilka mlodszych gryfonek trzeslo sie za regalami ze strachu i nawet pani Norris uciekla. A Luna nie byla w stanie nawet mrugnac. W ciagu pieciu lat nauki w Hogwarcie widziala setki jesli nie tysiace wybuchow zlosci nauczyciela eliksirow ale nigdy nie widziala takiego szalu w jego oczach, takiej checi mordu. Nigdy. Byla przerazona, smiertelnie wrecz przerazona. Ale nie z obawy ze cos jej zrobi. Nie, o to nie musiala sie martwic do puki byli na terenie Hogwartu, wsrod wielu uczniow i mlodziutkiej panny Prince. Byla przerazona tym, ile szalu jest w tych jego czarnych jak wegle oczach. Nigdy nie widziala Voldemorta, ale miala te nieprzyjemnosc stanac dwa razy oko w oko z Bellatrix i taki wlasnie szal malowal sie w jej oczach. A pamietala ze u stojacego przed nia mlodego czarodzieja to zaledwie poczatek.