Pozdrawiam was!
Rozdział X
- Znów przegrales! Widzisz jednak moja inicjatywa jest dużo lepsza niż na poczatku myslales, co?
- To jest pytanie na które mam odpowiedzieć szczerze jak w zakładzie?
- Nie. Ale chyba możesz mi odpowiedzieć tak dodatkowo.
- Nie nie mogę. A teraz konkretne pytanie.
- No dobrze. Kiedys wspominales ze chciałbyś się przyłączyć do tego Voldemorta.
- Owszem.
- Co cie przekonalo tak ostatecznie do tej decyzji?
- To juz drugie pytanie.
- Wcale nie. Poprzednia moja wypowiedz byla stwierdzeniem.
Severus standardowo gdy nie byl pewny czy może jej zaufać zaczął swidrowac ja wzrokiem. Poczula ze przechodzą jej ciarki po plecach ale nie bylo to uczucie nie przyjemne. Wręcz przeciwnie. Podobalo się jej. Na kilka sekund zanim się odezwał pozwolila sobie na zatoniecie w jego czarnych oczach.
- Pamiętasz jak kiedys zapytałem cie czy umiesz dochować tajemnicy?
- Tak i powiedziałam wtedy ze jak najbardziej choćby miało mnie to kosztować życie.
- Potrzebuje tej tajemnicy teraz.
Luna się zawachala. Przeciez nie może dotrzymać tajemnicy. Będzie musiała powiedziec Dumbledore'owi. Chyba ze...
- Obiecuje ze z moich ust nie wyplynie choc jedno slowo z tego co mi powiesz lub pokażesz.
Taksowal ja jeszcze chwile wzrokiem ale tym razem nie pozwolila sobie na mala śmierć w otchłani jego czarnych oczu i w napięciu wyczekiwala czy pokaze to co chce jej pokazac jest celem jej misji.
- Zatem dobrze. Mam nadzieje ze to co ci pokaze przekona tez ciebie i zaczniesz się przyglądać bardziej do naszych prywatnych zajęć aby być godna dolaczenia do jego grona.
Luna nie odpowiedziała bojąc się ze glos zdradzi jej napięcie.
- Pokazał mi maksymalna potęgę czarnej magii. Możliwość nieśmiertelności.
- Mówisz o kamieniu filozoficznym?
- Nie. To jest eliksir. Eliksir nie możliwy do wyprodukowania w naszych czasach z powodu niedostępności najwaznieszego skladnika. Chodzi o nieśmiertelność ktoś można posiąść nawet teraz.
- O czym Ty mówisz?
Severus przeciagal chwile udając ze sprawdza czy nie są obserwowani chociaż doskonale wiedział ze w niedzielne popołudnie nikt nie siedzi nad książkami w bibliotece wszegolnie wśród ksiąg zakazanych.
- O horkruksie.
- No nie wiem... Zrobienie horkruksa jest bardzo ryzykowne.
- Niby dlaczego?
- W jednej z ksiąg czytałam ze trzeba bardzo ostrożnie dobierać przedmioty z których chcemy horkruksa zrobić. Nie może być zbyt oczywisty ani zbyt blachy... Mysle ze ciężko byloby znalesc cos takiego...
- Owszem. Ale nie jesli reszta świata czarodziejów uznaje ten przedmiot za zaginiony.
- Co masz na myśli?
- To ze od czasu klutni Roveny Revenclow z jej córka Helena nikt tego czegos nie znalazł. Wiec nikomu nie przyszłoby do głowy żeby akurat to bylo horkrukem. Nikt nie znalazł tego od kilku set lat. Wiec raczej niemożliwe żeby udalo się to komuś dzis.
- Teoretycznie tak. Ale skoro udalo się jemu to innym tez może się poszczescic.
- Szczerze w to wątpię. A teraz skup się na teori rzucania klątwy Podpalania Przelyku. Znalazłem wczoraj szczura wiec wieczorem będziesz ja ćwiczyć.
Luna leżała po raz pierwszy odkąd znalazła się w tych czasach calkowicie odprężona. Udalo się jej! W zaledwie dwa miesiące udalo jej się dokonać czegos co wydawalo się być niemożliwe. Teraz może ze spokojnym sercem najbliższy miesiąc poświęcić na zdobywanie większej sily i doskonalenie się w zakleciach z Severusem. No właśnie, Severus. Zamknela oczy a przed jej oczami pojawila się twarz chłopaka swidrujacego ja wzrokiem a przez jej ciało znów przeszedł cieply przyjemny dreszcz. Otworzyla szeroko oczy i usiadła gwałtownie na łóżku. To niemożliwe! Przyjemne ciarki pod wpływem wzroku nietoperza z lochów?! Chyba w glowie jej się poprzewracało! Ale z drugiej strony, gdyby nawet to co? Za miesiąc wróci do swoich czasów a tam przyjemne ciarki zastąpi typowy dla niej szacunek do nauczyciela. Nie ma wiec się czym przejmować i trza korzystać z możliwości jakie daje jej możliwość spędzenia kolejnego miesiąca na nauce pożytecznych na wojnie zaklęć.
3 tygodnie później.
- Jane on ma inna!
- Kto?
- Syriusz! Widziałam dzisiaj jak caluje się z ta krukonka z nogami po szyje! I co ja teraz zrobię?
- Troche poryczysz i ci przejdzie.
Dora spojrzała na przyjaciolke. Jeszcze miesiąc temu dziewczyna wziela by ja w objęcia i zaczela pocieszać a dzis nawet na nią nie spojrzała a ton jej głosu byl lodowaty bez odrobiny współczucia.
- Jane co się z toba dzieje? Zmienilas się.
- Tak myślisz?
- Tak, tak mysle. Stalas się zimna, nieprzyjemna wręcz. Myślałam ze się przyjaźnimy...
- Bo tak jest. Ale nie mam czasu na słuchanie smentych histori miłosnych. To od poczatku bylo do przewidzenia ze się toba bawi a ty głupia się nabieralas.
- Nie poznaje cię. Zdajesz się być zupełnie obca osoba.
- Bo jestem inna. Jestem lepsza.
Dora miała zaprotestować gdy pochwyciala spojrzenie brunetki w lustrze. Ciarki przeszły przez cale jej ciało gdy spojrzała w jej lodowate oczy. Ciarki byly czystym strachem.
31 listopada 1977
Luna szla korytarzami z kufrem w jednej dłoni a woreczkiem z fioletowym proszkiem w drugiej. Dzisiaj w końcu wraca do swoich czasów gdzie od razu zrobi pozadek ze smierciozercami i wszystkimi którzy popierają Voldemorta. Harry Potter się do tego nie nadaje. Wszyscy liczą na chłopca który przeżył ale który bez Hermiony ktora za niego myśli i GD właściwie nic nie byłby w stanie zrobić. Teraz czas by ona wziela wszystko w swoje ręce. Jej uda się zapanować nad haosem który powstał i pokazac wszystkim gdzie jest ich miejsce. Wypowiedziala haslo i kilka sekund później byla juz w gabinecie dyrektora.
- Dobry wieczór dyrektorze.
- Witam panno Lovegood.
Przez chwile wydawalo się dziewczynie ze wydaje się być zdziwiony widokiem dziewczyny ale to pewnie chodzilo o moc ktora na pewno od niej czul. Szybko jednak odzyskal fason.
- Jest pani gotowa do powrotu?
- Owszem. Ma pan do mnie jakies pytania?
- Tylko jedno. Z ciekawości. Misja ci się powiodła?
- Tak. Poszlo łatwiej niż się spodziewałam.
- Mam nadzieje ze zastosowalas się do mojej prozby ktora ci wysalalem kilka dni temu i z nikim się nie zegnalas?
- Nie.
- Świetnie. Jutro rano oglosze ze twoi rodzice mieli w nocy wypadek i niezwłocznie opuscilas szkole aby się nimi zajmować.
- Dziekuje profesorze.
Podeszla do kominka i wstawila kufer do środka a następnie sama weszła do środka. Wysypala na dlon fioletowy proszek.
- Podręczniki odnioslam do biblioteki. Jeszcze raz dziękuję za ich udostępnienie.
- Proszę bardzo. I gratuluje dobrze wykonanej misji.
- Dziekuje. 4 wrzesnia 1997. Piec po polnocy.
piątek, 16 stycznia 2015
wtorek, 13 stycznia 2015
Rozdzial IX
Niespodzianka! Kolejny rozdział i mysle ze teraz juz będę dawać takie właśnie krótkie. Ale nabralam troche weny wiec spodziewajcie się ich częściej. Pozdrowienia dla wszystkich a specjalne dla tej oszalalej na punkcie mojego bloga 😊
Rozdział IX
- Widziałam się z nim!
- Z kim?
- No z Syriuszem.
- I jak bylo?
- Cudnie! Rozmawialismy chwile trzymając się za ręce ale szla kotka Filcha wiec musieliśmy uciekać a później pocałował mnie na do widzenia.
- No to super! A o czym gadaliście? Pytalas go co konkretnie do ciebie czuje?
- Nie pytal tylko co u mnie jak mi leci na zajęciach... Nic szczególnego.
- A powiedzial chociaż kiedy się znów spotkacie?
Dora spochmurniała.
- Niestety nie... Ale mniejsza o mnie lepiej powiedz co z Severusem?
- A co ma być?
- Oj nie udawaj ze nie wiesz o co mi chodzi! Pokłóciliście się rano a on nawet nie próbował cie uszkodzić? Każdy inny na twoim miejscu miałby zapewniony przynajmniej tydzień w skrzydle szpitalnym za tego idiotę a ty odeszłaś jak gdyby nigdy nic? Jesteście razem?
- Nie, Boże uchroń. Poprostu denerwuje mnie ze nie zawsze ceni moje zdanie.
- Ale to wciąż nie tłumaczy ze uszłaś z tej konfrontacji bez szwanku.
Luna się zamyśliła. Jej koleżanka miała w sumie racje. Ona sama nawet nie pomyślała ze mógłby jej cos zrobić choc wiedziała ze inni uczniowie boja się go jak ognia. Dlaczego wiec uszło jej to płazem? Czyżby Snape żywił do niej jakies cieple uczucia? Nie to nie możliwe. Jedyne co Snape może czuć to nienawiść. Ale z drugiej strony tak jest w jej czasach. A tutaj? Może tutaj jeszcze jest z dolny do czegos więcej niż nienawiść? To by tłumaczyło czemu nawet nie próbował jej zaatakować. I jednocześnie znaczyło że prawdopodobnie jest bliżej celu swojej misji niż myślała....
- Ziemia do Jane! Cos się tak zamyśliła? Wspominałaś jego piękne czarne oczy? Hahaha!
- Co ty. Rozważałam to co mi powiedzialas. Ale cokolwiek czuje do mnie Severus z mojej strony jest względem niego tylko i wyłącznie tolerancja wiec nie szukaj tematu do plotek.
Dziewczyna dalej chichotała.
- No wiesz co Jane? Ja i plotki? Nigdy! Hahaha!
Wciąż chichotając zasłoniła kotary swojego lóżka i życzyła krukonce dobrej nocy. Luna tez położyła się do swojego lóżka ale nie czuła się senna. Zastanawiała się nad dzisiejszym dniem. Pomimo ze Severus cały dzień się nie odzywał to ona czuła ze w jakiś sposób ciążyło mu to. Pytanie tylko czy powinna wiec dać sobie spokój z fochem i jutro normalnie z nim rozmawiać czy dać mu może jeszcze jeden lub dwa dni na pomyślenie? No i co tak naprawde czul do niej chłopak? Długo jeszcze biła się z własnymi myślami rozważając różne opcje zanim pochłonęły ją ramiona Morfeusza....
Severus siedział naprzeciwko slizgonki w okularach w bibliotece i próbował skupić się na czytaniu tomu który miał przed sobą. Próbował bo z żadnego przeczytanego dotąd zdania nic do niego nie docierało. Jane całkowicie zajęła jego myśli. Od ich kłótni minęły dwa dni a ona ani razu nawet nie spojrzała w jego stronę. Z eliksirem stali wiec w miejscu, typowych im nocnych spotkań tez nie bylo. Zaczynał się coraz bardziej martwic. Czemu ona nie chce z nim rozmawiać? Nie oczekiwała przecież ze przeprosi ja za to ze nazwala go idiota?! Duma nie pozwalała mu odezwać się pierwszemu... Wiec co dalej? Przeciez to nie może trwać wiecznie ona musi się do niego odezwać....
- Przemyślałeś sprawę odnośnie próby polaczenia składników?
Podniósł głowę do góry i spojrzał w srebrne oczy których nie widział od dwóch dni. Odetchną z ulga.
- Tak przemyślałem. I wciąż uważam ze jest to calkowicie bezsensowne.
Luna zmierzyła wzrokiem chłopaka.
- Mam propozycje. Zróbmy tak. Za każdym razem gdy nie będziemy się zgadzać odnośnie jakiegoś składnika to będziemy się zakładać. Jeśli moja propozycja nie okaże się trafna będziesz mógł zadać mi pytanie na które ja będę musiała odpowiedzieć szczerze. Jesli natomiast mi się uda to ja zadam pytanie tobie. Może być? Czy może wolisz się za każdym razem kłócić jak ostatnio?
Snape patrzył na nią chwile zastanawiając się nad jej propozycja. W sumie to ona ma racje i prawdopodobnie kazda kolejna próba porozumienia będzie kończyła się kłótnia tak jak i wczesniej. Ale z drugiej strony jesli po wygranej zada jakies pytanie odnośnie Lily? Albo jego rodziny? Co jej wtedy odpowie? Honor nie pozwoli mu skłamać a prawdy tez nie będzie mógł wyznać. Jednak warto zaryzykować żeby nie zaprzątać sobie znów glowy głupimi sprzeczkami i skupić się na ich zadaniu.
- Dobrze układ stoi.
- Świetnie. Wiec weźmy się do roboty.
Godzinę później stali nad kociołkiem w jednej z nieużywanych sali w której postanowili eksperymentować zaglądając w kociołek i prawie stykając się głowami. W końcu gdy po kilku minutach eliksir przeszedł w kolor taki jaki miał być spojrzeli po sobie. Luna uśmiechnęła się promiennie.
- Kolej na moje pierwsze pytanie.
- Niech będzie. Pytaj.
- Jakie masz plany na przyszłość? To znaczy po szkole.
Mierzył ją chwile wzrokiem zanim odpowiedział.
- Planuje zdobyć władzę i zemścić się na tych wszystkich którzy w ciągu całego mojego zycia mi się naprzykrzali.
- A jak niby chcesz tego dokonać? Pozabijać ich wszystkich?
- Miało być jedno pytanie a nie trzy. Lepiej weźmy się do pracy i przygotujmy następny składnik jutro będziemy mogli juz go dodac.
Od tamtego dnia współpraca szła mi coraz lepiej, eliksir wychodził im coraz lepiej choc kilka razy musieli zaczynać od nowa po jakiejś wpadce. Ich zajęcia dodatkowe tez zmierzały w coraz lepszym kierunku. Poznawała coraz bardziej zaawansowane zaklęcia i z każdym dniem coraz bardziej czuła się silna. Zaczęła patrzyć na wszystko w koło inaczej. Gdy rozmawiała z innymi uczniami byla oczywiście mila uśmiechała się do nich a nawet żartowała, lubiła rozmawiać z Dora nawet pomimo jej ciągłego gadania o Blacku ale w środku czuła ze jest inna niż oni wszyscy. Czuła się lepsza, silniejsza. Wiedziała ze oni nigdy nie będą tak silni jak ona. I nawet gdy czasami czuła ze ta siła jest dla niej niebezpieczna ze powinna przestać to chwile później umyśl podsuwał jej te wszystkie możliwości jakie dają jej te zaklęcia. Jak tylko wróci do swoich czasów będzie mogla dużo pomóc w wojnie z Voldemortem. Będzie mogla pomóc schwytać cale mnóstwo smierciozercow. A jakim dobrym byłaby aurorem juz po wojnie?! I to wszystko na powrót przekonywało ja ze dobrze robi. Bardzo dobrze. Oderwała się od zamyślen i spojrzała w kociołek. Tym razem niestety pomyliła się i będzie musiała odpowiedzieć na pytanie slizgona. I pewnie będzie musiała skłamać.
- Co chciałbyś wiedzieć?
- Czy jesli ktos powierzyłby ci tajemnice i zabronił komukolwiek mówić to dotrzymałabyś słowa?
Lune zdziwiło pytanie. Czyżby planował powierzyć jej jakąś tajemnice?
- Oczywiście. Dotrzymałabym jej nawet pod groźbą śmierci.
Byla to calkowita prawda.
Rozdział IX
- Widziałam się z nim!
- Z kim?
- No z Syriuszem.
- I jak bylo?
- Cudnie! Rozmawialismy chwile trzymając się za ręce ale szla kotka Filcha wiec musieliśmy uciekać a później pocałował mnie na do widzenia.
- No to super! A o czym gadaliście? Pytalas go co konkretnie do ciebie czuje?
- Nie pytal tylko co u mnie jak mi leci na zajęciach... Nic szczególnego.
- A powiedzial chociaż kiedy się znów spotkacie?
Dora spochmurniała.
- Niestety nie... Ale mniejsza o mnie lepiej powiedz co z Severusem?
- A co ma być?
- Oj nie udawaj ze nie wiesz o co mi chodzi! Pokłóciliście się rano a on nawet nie próbował cie uszkodzić? Każdy inny na twoim miejscu miałby zapewniony przynajmniej tydzień w skrzydle szpitalnym za tego idiotę a ty odeszłaś jak gdyby nigdy nic? Jesteście razem?
- Nie, Boże uchroń. Poprostu denerwuje mnie ze nie zawsze ceni moje zdanie.
- Ale to wciąż nie tłumaczy ze uszłaś z tej konfrontacji bez szwanku.
Luna się zamyśliła. Jej koleżanka miała w sumie racje. Ona sama nawet nie pomyślała ze mógłby jej cos zrobić choc wiedziała ze inni uczniowie boja się go jak ognia. Dlaczego wiec uszło jej to płazem? Czyżby Snape żywił do niej jakies cieple uczucia? Nie to nie możliwe. Jedyne co Snape może czuć to nienawiść. Ale z drugiej strony tak jest w jej czasach. A tutaj? Może tutaj jeszcze jest z dolny do czegos więcej niż nienawiść? To by tłumaczyło czemu nawet nie próbował jej zaatakować. I jednocześnie znaczyło że prawdopodobnie jest bliżej celu swojej misji niż myślała....
- Ziemia do Jane! Cos się tak zamyśliła? Wspominałaś jego piękne czarne oczy? Hahaha!
- Co ty. Rozważałam to co mi powiedzialas. Ale cokolwiek czuje do mnie Severus z mojej strony jest względem niego tylko i wyłącznie tolerancja wiec nie szukaj tematu do plotek.
Dziewczyna dalej chichotała.
- No wiesz co Jane? Ja i plotki? Nigdy! Hahaha!
Wciąż chichotając zasłoniła kotary swojego lóżka i życzyła krukonce dobrej nocy. Luna tez położyła się do swojego lóżka ale nie czuła się senna. Zastanawiała się nad dzisiejszym dniem. Pomimo ze Severus cały dzień się nie odzywał to ona czuła ze w jakiś sposób ciążyło mu to. Pytanie tylko czy powinna wiec dać sobie spokój z fochem i jutro normalnie z nim rozmawiać czy dać mu może jeszcze jeden lub dwa dni na pomyślenie? No i co tak naprawde czul do niej chłopak? Długo jeszcze biła się z własnymi myślami rozważając różne opcje zanim pochłonęły ją ramiona Morfeusza....
Severus siedział naprzeciwko slizgonki w okularach w bibliotece i próbował skupić się na czytaniu tomu który miał przed sobą. Próbował bo z żadnego przeczytanego dotąd zdania nic do niego nie docierało. Jane całkowicie zajęła jego myśli. Od ich kłótni minęły dwa dni a ona ani razu nawet nie spojrzała w jego stronę. Z eliksirem stali wiec w miejscu, typowych im nocnych spotkań tez nie bylo. Zaczynał się coraz bardziej martwic. Czemu ona nie chce z nim rozmawiać? Nie oczekiwała przecież ze przeprosi ja za to ze nazwala go idiota?! Duma nie pozwalała mu odezwać się pierwszemu... Wiec co dalej? Przeciez to nie może trwać wiecznie ona musi się do niego odezwać....
- Przemyślałeś sprawę odnośnie próby polaczenia składników?
Podniósł głowę do góry i spojrzał w srebrne oczy których nie widział od dwóch dni. Odetchną z ulga.
- Tak przemyślałem. I wciąż uważam ze jest to calkowicie bezsensowne.
Luna zmierzyła wzrokiem chłopaka.
- Mam propozycje. Zróbmy tak. Za każdym razem gdy nie będziemy się zgadzać odnośnie jakiegoś składnika to będziemy się zakładać. Jeśli moja propozycja nie okaże się trafna będziesz mógł zadać mi pytanie na które ja będę musiała odpowiedzieć szczerze. Jesli natomiast mi się uda to ja zadam pytanie tobie. Może być? Czy może wolisz się za każdym razem kłócić jak ostatnio?
Snape patrzył na nią chwile zastanawiając się nad jej propozycja. W sumie to ona ma racje i prawdopodobnie kazda kolejna próba porozumienia będzie kończyła się kłótnia tak jak i wczesniej. Ale z drugiej strony jesli po wygranej zada jakies pytanie odnośnie Lily? Albo jego rodziny? Co jej wtedy odpowie? Honor nie pozwoli mu skłamać a prawdy tez nie będzie mógł wyznać. Jednak warto zaryzykować żeby nie zaprzątać sobie znów glowy głupimi sprzeczkami i skupić się na ich zadaniu.
- Dobrze układ stoi.
- Świetnie. Wiec weźmy się do roboty.
Godzinę później stali nad kociołkiem w jednej z nieużywanych sali w której postanowili eksperymentować zaglądając w kociołek i prawie stykając się głowami. W końcu gdy po kilku minutach eliksir przeszedł w kolor taki jaki miał być spojrzeli po sobie. Luna uśmiechnęła się promiennie.
- Kolej na moje pierwsze pytanie.
- Niech będzie. Pytaj.
- Jakie masz plany na przyszłość? To znaczy po szkole.
Mierzył ją chwile wzrokiem zanim odpowiedział.
- Planuje zdobyć władzę i zemścić się na tych wszystkich którzy w ciągu całego mojego zycia mi się naprzykrzali.
- A jak niby chcesz tego dokonać? Pozabijać ich wszystkich?
- Miało być jedno pytanie a nie trzy. Lepiej weźmy się do pracy i przygotujmy następny składnik jutro będziemy mogli juz go dodac.
Od tamtego dnia współpraca szła mi coraz lepiej, eliksir wychodził im coraz lepiej choc kilka razy musieli zaczynać od nowa po jakiejś wpadce. Ich zajęcia dodatkowe tez zmierzały w coraz lepszym kierunku. Poznawała coraz bardziej zaawansowane zaklęcia i z każdym dniem coraz bardziej czuła się silna. Zaczęła patrzyć na wszystko w koło inaczej. Gdy rozmawiała z innymi uczniami byla oczywiście mila uśmiechała się do nich a nawet żartowała, lubiła rozmawiać z Dora nawet pomimo jej ciągłego gadania o Blacku ale w środku czuła ze jest inna niż oni wszyscy. Czuła się lepsza, silniejsza. Wiedziała ze oni nigdy nie będą tak silni jak ona. I nawet gdy czasami czuła ze ta siła jest dla niej niebezpieczna ze powinna przestać to chwile później umyśl podsuwał jej te wszystkie możliwości jakie dają jej te zaklęcia. Jak tylko wróci do swoich czasów będzie mogla dużo pomóc w wojnie z Voldemortem. Będzie mogla pomóc schwytać cale mnóstwo smierciozercow. A jakim dobrym byłaby aurorem juz po wojnie?! I to wszystko na powrót przekonywało ja ze dobrze robi. Bardzo dobrze. Oderwała się od zamyślen i spojrzała w kociołek. Tym razem niestety pomyliła się i będzie musiała odpowiedzieć na pytanie slizgona. I pewnie będzie musiała skłamać.
- Co chciałbyś wiedzieć?
- Czy jesli ktos powierzyłby ci tajemnice i zabronił komukolwiek mówić to dotrzymałabyś słowa?
Lune zdziwiło pytanie. Czyżby planował powierzyć jej jakąś tajemnice?
- Oczywiście. Dotrzymałabym jej nawet pod groźbą śmierci.
Byla to calkowita prawda.
sobota, 10 stycznia 2015
Rozdzial VIII
Witam ponownie w styczniu z nowym choc haniebnie krótkim rozdzialem ale mam badzieje ze koncowka was zaskoczy i da wam do myślenia. Pozdrawiam i obiecuje kolejny rozdział jeszcze w tym miesiącu.
Rozdział VIII
Profesor Dumbledore zajmował swoje standardowe miejsce dyrektora szkoły podczas codziennego sniadania zajadając się smazonymi kielbaskami i jajkiem sadzonym obserwując sponad swoich okularów polowek uczniów licznie zgromadzonych przy swoich stolach. Jego wzrok powędrowal w stronę slizgonow jak coraz częściej w ostatnim czasie. Wczesniej nigdy nie lubial specjalnie spoglądać w tamta stronę. Co prawda jako dyrektor nie wywyzszal ani nie umniejszal żadnemu z domów ale jakos nie mogl się przemuc do uczniów domu węża. A teraz jednak coraz częściej tam spogladal. Praktycznie wszystkie nastolatki przy tamtym stole siedziały w tych samych grupach co zwykle. Z wyjątkiem dwuch ciemnowlosych uczniów. Lovegood i Snape. Od czasu prozby dziewczyny o dostęp do działu ksig zakazanych nie miał co prawda sposobności z nią porozmawiać to jednak widac bylo ze zaczynają się powoli coraz lepiej dogadywać, szczególnie po pojedynku na którym zostali złapani. Musial przyznać ze krukonka coraz bardziej mu imponuje. Domyslal się ze będzie próbowała wkraść się w laski Severusa pochlebstwami i typowymi damskimi sztuczkami ale ta postanowila postawić na szacunek jakim zaczął darzyć ja slizgon. Madra dziewczyna. Choc z drugiej strony to oczywiste, przeciez sam ja wybral. Patrzył właśnie na pogrążona w rozmowie dwujke na ich pochylone ku sobie głowy i zarys zacieklosic na ich twarzach. Pewnie o cos się Sprzeczają. I dobrze. Jak mugole mówią "kto się czubi ten się lubi".
- Liść mandragory nic nie pomorze naszemu eliksirowi a jedynie pogorszy sprawę bo wtedy nie będziemy mogli dodac igly sosny!
- Ty to się znasz! Po co nam niby igla sosny??? To ma być eliksir a nie jedzenie dla leśnych wróżek!
- Wiesz co lepiej się zamknij bo im dluzej cie slycham tym mi gorzej.
- Gorzej ci? A kto uparl się żeby polaczyc suszone skrzydła motyla z mchem mimo ze mówiłeś ze to nie możliwe?! I co, udalo się! A teraz znów upierasz się bez sensu przy swoim!
- Nie powiedziałem ze się nie da polaczyc tylko ze nikt wczesniej tego nie prubowal! I to ze raz ci się udalo nie znaczy jeszcze ze masz racje we wszystkim a ja mam się zachowywać jak idiota i cie słychać!
- Ależ ty wcale nie musisz się zachowywać jak idiota bo ty nim poprostu jesteś!
Przy stole slizgonow juz dawno zapanowała cisza i wszyscy wsluchiwali się w ostra wymianę zmian ale teraz bali się nawet wsiąść oddech. Tylko huncwoci od dobrych kilku lat odważyli się tak odezwać do Snape'a ale ich bylo zwykle 3-4. A ona byla jedna.
- Lovegood! Uważaj do kogo i co mówisz! Mam dość twojego niewyparzonego języka!
- O proszę odzywa się ten co tak niby zwarza na słowa i nikogo nigdy nie obraził!
- Zejdź mi z oczu i to juz! Nie chce cie widzieć do konca swoich dni!
- Bo co....
- Cisza! Co to za klutnia?
Luna oderwala wzrok od czarnych jak węgle oczu i rozerzala się wkoło siebie. Praktycznie pól wielkiej sali obserwowalo ich klutnie. Ależ widowisko. Zdaje się nawet większość nauczycieli nie bylo w stanie wydobyć z siebie glosu i jedyna profesor McGonagall przeszkodzila im w wymianie dalszych nieprzyjemności.
- Znowu prosicie się o szlaban?
- Przepraszam pani profesor ja poprostu wymienialam się swoimi spostrzeżeniami nad praca dodatkowa jaka wykonuje z prof... Severusem Snape.
- A nie potraficie wymieniać się owymi spostrzeżeniami po cichu? Każdy chce zjeść w spokoju śniadanie!
- Przepraszamy pani profesor. To juz się nie powtórzy.
- Mam nadzieje. A jako kare za dzisiejsze zachowanie macie dzis zakaz rozmowy na jakikolwiek temat.
- oczywiście pani profesor.
- A teraz zapraszam na lekcje.
I odeszla w stronę stolu nauczycielskiego. Snape mruknął jak by do siebie ale ona widziała ze chcial żeby go uslyszala.
- Chociaż jeden dzień w spokoju bez dziwaczki.
- Jeszcze za mną zatęsknisz.
Wrzucila torbe na ramie i ruszyla w stronę wyjścia z wielkiej sali odprawadzana przez wiele zaciekawionych spojrzeń. Bo oto szla dziewczyna która pomimo iz obrazila Snape'a to nie musiała nawet omijać choc jednej klątwy.
Przez pierwsza część dnia minela slizgonowi spokojnie. Cieszył się faktem ze caly dzień ma tylko dla siebie i nie musi znosić glupiej paplaniny tej White. Ale gdy wyszedł z ostatniej lekcji stanął i... Nie wiedział co ze sobą zrobić. Od kilku tygodni zawsze spotykal się z ta White i w bibliotece szukali sposobu jak stworzyć eliksir. A dzis? Obiecał sobie ze nie pójdzie do biblioteki bo ona pewnie będzie tam siedziala a nie chcial jej dzis widzieć... Po tym wszystkim co mu dzis powiedziała, jak nazwala go idiota przed cala szkola powinien sprawić ze będzie wila się przed nim w bólu blagajac o przebaczenie. Dlaczego wiec tego nie zrobił? No tak przeciez w szkole nie może. Zaklal pod nosem. Oklamuje samego siebie jak prawdziwy idiota. Prawda jest bowiem taka ze właściwie to polubial te ich sprzeczki. Dawaly mu możliwość wyladowania emocji na bieżąco zamiast zbierac się w sobie aż wybuchna w formie pojedynku. Nagle otrzasnal się ze swoich myśli i spostrzegł ze jest w bibliotece na progu ksiąg zakazanych. Ona tam oczywiście siedziala przeglądając jakiś opasly tom. Powinien odwrócić się i wyjść ale... No nie przeciez nie jest jakimś glupim puchonem. Jak ma ochotę siedzieć w bibliotece to będzie siedzial i zadna dziewucha mu tego nie uniemożliwi! Wziął z pulki pierwsza lepsza książkę i ruszył w stronę jedynego stolika w tym dziale.
Luna siedziala zadowolona z siebie w bibliotece przeglądając księgę najgorszych znanych klątw starożytnego Egiptu. Juz miała odnieść wolumin aby poszukać czegoś bardziej współczesnego gdy katem oka zobaczyla ze Snape stoi w progu działu i jakby bije się ze swoimi myślami. W końcu jednak wziął jakiś tom i usiadł przed nią ale ona nawet nie podniosła wzroku znad swojej lektury. Postanowila bowiem ze nadszedł czas żeby chłopak siedzący przed nią trocje za nią zatesknil. Nigdy co prawda nie byla zwolenniczka kobiecych sztuczek na zlapanie faceta i gardzila dziewczynami które ciągle wynajdowaly na to swoje sposoby ale tym razem postanowila spróbować. Pomyśl podrzucila jej Dora mówiąc wczorajszego wieczora o tym ze jakas jej koleżanka postanowila zagiąć parol na przystojnego krukona z ktorym czasami rozmawiala i postanowila na początek sprawić żeby sam z siebie zaczął laknac jej towarzystwa. Miało to ponoc pomuc mu uświadomić mu jego uczucia do niej. Wiec się z nim poklucila. No i tak tez postanowila zrobić Luna. Nie chodzilo jej co prawda żeby Snape nagle uświadomił sobie ze kocha ja ponad życie i umrze jesli znów nie usłyszy jej głosu bo tego by nawet nie chciała. Nie jej chodzilo o to żeby zdal sobie sprawę z tego ze lubi jej towarzystwo. Bo lubi. Inaczej nie wydluzyl by ich potajemnych treningów ani nie zabrał tamtego popołudnia na spacer. Po pojedynku zauwazyla ze zaczął ja szanować a nawet byl troszkę bardziej otwarty na nowe propozycje odnośnie eliksiru z jej strony ale to wszystko. A fakt ze ja szanuje nie znaczy wcale ze ufa jej na tyle by powierzyć jej jakas swoja tajemnice. Tym bardziej TA tajemnice. Wiec musi mu uświadomić ze ja lubi. Bo łatwiej zaufać komuś kogo się tez lubi a nie tylko szanuje. Szczęśliwie do porannej sprzeczki weszla glowa gryffindoru i zabronila im dzis rozmów. Jeden dzień to nie wiele ale jesli będzie trzeba to będzie udawać obrazona dluzej. Przewrucila kolejna stronę księgi ktora miała przed sobą i zaczela czytać akapit o kolejnym zakleciu. Gdy skonczyla opadla na oparcie krzesła i pogrążona w myślach patrzyla w jej tylko znany punkt nad głową slizgona. Klatwa o której właśnie przeczytala dotyczyła właśnie pochowania kogoś żywcem wśród skarabeuszy podtrzymując zaklęciem świadomość tej osoby aby nie do samego konca czula jak jest zjadana. I nagle zdala sobie sprawę z tego ze niezależnie od tego jak okrutna jest ta klatwa, jej piękno jest jeszcze większe....
Rozdział VIII
Profesor Dumbledore zajmował swoje standardowe miejsce dyrektora szkoły podczas codziennego sniadania zajadając się smazonymi kielbaskami i jajkiem sadzonym obserwując sponad swoich okularów polowek uczniów licznie zgromadzonych przy swoich stolach. Jego wzrok powędrowal w stronę slizgonow jak coraz częściej w ostatnim czasie. Wczesniej nigdy nie lubial specjalnie spoglądać w tamta stronę. Co prawda jako dyrektor nie wywyzszal ani nie umniejszal żadnemu z domów ale jakos nie mogl się przemuc do uczniów domu węża. A teraz jednak coraz częściej tam spogladal. Praktycznie wszystkie nastolatki przy tamtym stole siedziały w tych samych grupach co zwykle. Z wyjątkiem dwuch ciemnowlosych uczniów. Lovegood i Snape. Od czasu prozby dziewczyny o dostęp do działu ksig zakazanych nie miał co prawda sposobności z nią porozmawiać to jednak widac bylo ze zaczynają się powoli coraz lepiej dogadywać, szczególnie po pojedynku na którym zostali złapani. Musial przyznać ze krukonka coraz bardziej mu imponuje. Domyslal się ze będzie próbowała wkraść się w laski Severusa pochlebstwami i typowymi damskimi sztuczkami ale ta postanowila postawić na szacunek jakim zaczął darzyć ja slizgon. Madra dziewczyna. Choc z drugiej strony to oczywiste, przeciez sam ja wybral. Patrzył właśnie na pogrążona w rozmowie dwujke na ich pochylone ku sobie głowy i zarys zacieklosic na ich twarzach. Pewnie o cos się Sprzeczają. I dobrze. Jak mugole mówią "kto się czubi ten się lubi".
- Liść mandragory nic nie pomorze naszemu eliksirowi a jedynie pogorszy sprawę bo wtedy nie będziemy mogli dodac igly sosny!
- Ty to się znasz! Po co nam niby igla sosny??? To ma być eliksir a nie jedzenie dla leśnych wróżek!
- Wiesz co lepiej się zamknij bo im dluzej cie slycham tym mi gorzej.
- Gorzej ci? A kto uparl się żeby polaczyc suszone skrzydła motyla z mchem mimo ze mówiłeś ze to nie możliwe?! I co, udalo się! A teraz znów upierasz się bez sensu przy swoim!
- Nie powiedziałem ze się nie da polaczyc tylko ze nikt wczesniej tego nie prubowal! I to ze raz ci się udalo nie znaczy jeszcze ze masz racje we wszystkim a ja mam się zachowywać jak idiota i cie słychać!
- Ależ ty wcale nie musisz się zachowywać jak idiota bo ty nim poprostu jesteś!
Przy stole slizgonow juz dawno zapanowała cisza i wszyscy wsluchiwali się w ostra wymianę zmian ale teraz bali się nawet wsiąść oddech. Tylko huncwoci od dobrych kilku lat odważyli się tak odezwać do Snape'a ale ich bylo zwykle 3-4. A ona byla jedna.
- Lovegood! Uważaj do kogo i co mówisz! Mam dość twojego niewyparzonego języka!
- O proszę odzywa się ten co tak niby zwarza na słowa i nikogo nigdy nie obraził!
- Zejdź mi z oczu i to juz! Nie chce cie widzieć do konca swoich dni!
- Bo co....
- Cisza! Co to za klutnia?
Luna oderwala wzrok od czarnych jak węgle oczu i rozerzala się wkoło siebie. Praktycznie pól wielkiej sali obserwowalo ich klutnie. Ależ widowisko. Zdaje się nawet większość nauczycieli nie bylo w stanie wydobyć z siebie glosu i jedyna profesor McGonagall przeszkodzila im w wymianie dalszych nieprzyjemności.
- Znowu prosicie się o szlaban?
- Przepraszam pani profesor ja poprostu wymienialam się swoimi spostrzeżeniami nad praca dodatkowa jaka wykonuje z prof... Severusem Snape.
- A nie potraficie wymieniać się owymi spostrzeżeniami po cichu? Każdy chce zjeść w spokoju śniadanie!
- Przepraszamy pani profesor. To juz się nie powtórzy.
- Mam nadzieje. A jako kare za dzisiejsze zachowanie macie dzis zakaz rozmowy na jakikolwiek temat.
- oczywiście pani profesor.
- A teraz zapraszam na lekcje.
I odeszla w stronę stolu nauczycielskiego. Snape mruknął jak by do siebie ale ona widziała ze chcial żeby go uslyszala.
- Chociaż jeden dzień w spokoju bez dziwaczki.
- Jeszcze za mną zatęsknisz.
Wrzucila torbe na ramie i ruszyla w stronę wyjścia z wielkiej sali odprawadzana przez wiele zaciekawionych spojrzeń. Bo oto szla dziewczyna która pomimo iz obrazila Snape'a to nie musiała nawet omijać choc jednej klątwy.
Przez pierwsza część dnia minela slizgonowi spokojnie. Cieszył się faktem ze caly dzień ma tylko dla siebie i nie musi znosić glupiej paplaniny tej White. Ale gdy wyszedł z ostatniej lekcji stanął i... Nie wiedział co ze sobą zrobić. Od kilku tygodni zawsze spotykal się z ta White i w bibliotece szukali sposobu jak stworzyć eliksir. A dzis? Obiecał sobie ze nie pójdzie do biblioteki bo ona pewnie będzie tam siedziala a nie chcial jej dzis widzieć... Po tym wszystkim co mu dzis powiedziała, jak nazwala go idiota przed cala szkola powinien sprawić ze będzie wila się przed nim w bólu blagajac o przebaczenie. Dlaczego wiec tego nie zrobił? No tak przeciez w szkole nie może. Zaklal pod nosem. Oklamuje samego siebie jak prawdziwy idiota. Prawda jest bowiem taka ze właściwie to polubial te ich sprzeczki. Dawaly mu możliwość wyladowania emocji na bieżąco zamiast zbierac się w sobie aż wybuchna w formie pojedynku. Nagle otrzasnal się ze swoich myśli i spostrzegł ze jest w bibliotece na progu ksiąg zakazanych. Ona tam oczywiście siedziala przeglądając jakiś opasly tom. Powinien odwrócić się i wyjść ale... No nie przeciez nie jest jakimś glupim puchonem. Jak ma ochotę siedzieć w bibliotece to będzie siedzial i zadna dziewucha mu tego nie uniemożliwi! Wziął z pulki pierwsza lepsza książkę i ruszył w stronę jedynego stolika w tym dziale.
Luna siedziala zadowolona z siebie w bibliotece przeglądając księgę najgorszych znanych klątw starożytnego Egiptu. Juz miała odnieść wolumin aby poszukać czegoś bardziej współczesnego gdy katem oka zobaczyla ze Snape stoi w progu działu i jakby bije się ze swoimi myślami. W końcu jednak wziął jakiś tom i usiadł przed nią ale ona nawet nie podniosła wzroku znad swojej lektury. Postanowila bowiem ze nadszedł czas żeby chłopak siedzący przed nią trocje za nią zatesknil. Nigdy co prawda nie byla zwolenniczka kobiecych sztuczek na zlapanie faceta i gardzila dziewczynami które ciągle wynajdowaly na to swoje sposoby ale tym razem postanowila spróbować. Pomyśl podrzucila jej Dora mówiąc wczorajszego wieczora o tym ze jakas jej koleżanka postanowila zagiąć parol na przystojnego krukona z ktorym czasami rozmawiala i postanowila na początek sprawić żeby sam z siebie zaczął laknac jej towarzystwa. Miało to ponoc pomuc mu uświadomić mu jego uczucia do niej. Wiec się z nim poklucila. No i tak tez postanowila zrobić Luna. Nie chodzilo jej co prawda żeby Snape nagle uświadomił sobie ze kocha ja ponad życie i umrze jesli znów nie usłyszy jej głosu bo tego by nawet nie chciała. Nie jej chodzilo o to żeby zdal sobie sprawę z tego ze lubi jej towarzystwo. Bo lubi. Inaczej nie wydluzyl by ich potajemnych treningów ani nie zabrał tamtego popołudnia na spacer. Po pojedynku zauwazyla ze zaczął ja szanować a nawet byl troszkę bardziej otwarty na nowe propozycje odnośnie eliksiru z jej strony ale to wszystko. A fakt ze ja szanuje nie znaczy wcale ze ufa jej na tyle by powierzyć jej jakas swoja tajemnice. Tym bardziej TA tajemnice. Wiec musi mu uświadomić ze ja lubi. Bo łatwiej zaufać komuś kogo się tez lubi a nie tylko szanuje. Szczęśliwie do porannej sprzeczki weszla glowa gryffindoru i zabronila im dzis rozmów. Jeden dzień to nie wiele ale jesli będzie trzeba to będzie udawać obrazona dluzej. Przewrucila kolejna stronę księgi ktora miała przed sobą i zaczela czytać akapit o kolejnym zakleciu. Gdy skonczyla opadla na oparcie krzesła i pogrążona w myślach patrzyla w jej tylko znany punkt nad głową slizgona. Klatwa o której właśnie przeczytala dotyczyła właśnie pochowania kogoś żywcem wśród skarabeuszy podtrzymując zaklęciem świadomość tej osoby aby nie do samego konca czula jak jest zjadana. I nagle zdala sobie sprawę z tego ze niezależnie od tego jak okrutna jest ta klatwa, jej piękno jest jeszcze większe....
sobota, 3 stycznia 2015
Życzenia
Wiem ze jestem duuuzo spuzniona ale życzę wam z całego serca niesamowitego nowego roku 2015 wszelkich łask i spelniena marzeń zdrowia szczęścia i pieniędzy oczywiście! Oby ten rok dla nas wszystkich byl zdecydowanie lepszy niż poprzedni i wniusl w nasze życie wiele wspaniałych chwil które będziemy wspominać na starość przy kominku z kubkiem gorącej herbaty w dłoni.
czwartek, 25 grudnia 2014
Rozdzial VII
Witam!
Szczerze mówią miałam pozycic bloga ale dawalam mu ciągle szanse. I dobrze! Pojawił się nowy komentarz! I właśnie dla Ciebie jest rozdział! Przepraszam ze krótki ale pierwsze święta bez mamy i braciszka wiec mocno zakrapiane co to by mocno nie tęsknić i tak jakos wyszlo krótko. Następny postaram się jeszcze w tym roku dłuższy.
Pozdrawiam!
Rozdzial VII
Severus Snape lezal w skrzydle szpitalnym patrząc w sufit. Cale szczęście ze byl sam inaczej spalilby się ze wstydu ze trafil tu przez jakas glupia okularnice. I tak musi przetrwać upokozenie jakim jest jego pierwszy w zyciu szlaban który będzie miał miejsce w sobotę. Wciąż nie wieżyl ze jedna dziewczyna dała mu rade. Choc byla dobra w zakleciach daleko jej bylo do niego ale pomogla jej inteligencja. Takie proste odwrucenie uwagi przeciwnika sprawilo ze wygrala z nim pojedynek. Postanowił ze będzie dalej z nią ćwiczyć. Jak tak dalej pójdzie to może latem po zakończeniu szkoły będzie mógł pokazac ja Czarnemu Panu? Tak... Czarny Pan będzie zadowolony ze Severus przyprowadził mu taka cenna zdobycz. Bo ona była cenna cokolwiek jej mowil. Pogrążony w rozmysleniach o dziewczynie nawet nie zauważył kiedy osunal się w krainę snu.
Luna stala przed gabinetem opiekunki gryffindoru i czekala na Severusa. Od ich pojedynku minely 3dni w czasie których chłopak zaczął z nią coraz więcej ćwiczyć. Zeszlej nocy do 3 nad ranem rzucali w siebie zaklęcia aż w końcu Luna padając z nug poprosila aby dokończyli następnym razem. Każdy dzień sprawial ze byla coraz bardziej zmęczona a dzis mieli szlaban wiec tez nie liczyla na szybki odpoczynek. Ale jutro jest niedziela i obiecala sobie spanie do południa a później zero książek. Po kilku minutach przyszedł Snape. Ten to zawsze wygladal dobrze nie zależnie od tego jak malo spal. Skąd on bierze ta sile i witalność? W tej samej chwili drzwi gabientu otworzyly się i nauczycielka transmutacji poinformowala ich ze maja za zadanie wyszorowac podłogę w sali astronomicznej bez użycia magii. Ruszyli bez słowa w jej stronę a na miejscu juz czekamy na nich mopy i wiadra z woda. Zadanie choc wydawalo się proste wcale takie nie bylo ponieważ zwykla woda bez żadnego plynu jedynie rozmazywala bród ale w końcu po prawie dwuch godzinach zmagań udalo im się doprowadzić wieze po pozadku w międzyczasie rozważając opcje dwuch składników które mogłyby się nadawac do ich eliksiru a Luna lekko zdziwiona zauważył ze slizgon zaczął darzyć ja jakoby szacunkiem od ich pojedynku. Zdaje się ze zrozumiał ze mimo iż nie ma co prawda takiej mocy jak on to jednak jest godnym uwagi przeciwnikiem nawet dla niego. Przed polnoca rozeszli się do swoich dormitoriow.
Luna otworzyla oczy i zerknela na zegarek na stoliku przy jej lozku. Bylo południe. Przeciągnęła się wydając przy tym mruczenie kota po czym głębiej zanurzyla się w koldrze z zamiarem jeszcze chwilowej polgodzinnej drzemki ale ta jednak nie byla jej dana. Dora rozsunela kotary jej lozka wpuszczajac do środka ostre słoneczne promienie.
- Dzień dobry! Nie ma dluzej spania mamy dzis zbyt piekna pogodę! Ubieraj się i idziemy na blonia pograć w ekspodujacego durnia!
Chcąc nie chcąc Luna wyszla spod cieplutkiej koldry i poszla pod prysznic po czym szybko ubrala się w klasyczne spodnie i fioletowa bluzke a włosy spiela w kok pozwalając kilku pasemkom na wyjście spod grzebienia.
- No Luna super wyglądasz! Snape padnie z wrażenia na twój widok!
- Snape?
- No nie udawaj, spędzacie razem niemalże cale dnie pewnie juz cos miedzy wami zaiskrzylo?
- Nie i nie mam zamiaru na to pozwolić. Severus jest mily jak chce, coraz lepiej się dogadujemy ale w pewnością nie jest to to co myślisz.
- Serio?
- Serio. Nie czuje do niego nic więcej po za kolezenstwem i jestem pewna ze on nie czuje nic więcej do mnie. Ale mniejsza o mnie. Co z Syriuszem? Bo tak ma na imię o ile dobrze pamiętam?
- Tak, Syriusz. Ale nie jest tak jak myślałam. Od tamtego pocalunku praktycznie go nie widziałam z wyjątkiem posiłków w wielkiej sali. Obawiam się ze się mną znudzil? Może zbyt łatwo poddalam się pocalunkowi? Może woli trudniejsze zdobycze? Wiesz, chłopak z jego reputacja...
- Hm... Wiesz nie mam zbyt wielkiego doświadczenia odnośnie chłopaków. W sumie to żadnego bo wczesniej nikt się mną nie interesował ale w sumie to mysle ze nie o to chodzi. Syriusz jest typowym gryfonem a co więcej wywodzi się z rodziny slizgonow. Ja mysle ze on poprostu musi pogodzić się z faktem ze podoba mu się ktoś o kim nigdy by nie pomyślał ze mu się spodoba. Daj mu troche czasu żeby poukladal to sobie.
- Skoro tak mówisz... Moze masz racje. A teraz choc na blonia nim słońce schowa się za popoludniowymi chmurami.
Siedząc na trawie i ciesząc się chwilami słońca krukonka wrucila wspomnieniami do dnia przed jej misja jak w ten sam sposób siedziala ciesząc się dobra pogoda ze swoimi przyjaciółmi. Choc bylo to zaledwie poltora miesiąca temu wydawalo jej się jak by od tamtego czasu minely wieki. Jak by to było s innym zyciu. Zamknela oczy kierując twarz w chylace się ku zachodowi słońce. Kawałek dalej Dora grala w eksplodujacego durnia z innymi slizgonami ale Luna postanowila dać sobie spokój w tej kolejce. Słysząc w tle ze gra toczaca się nieopodal niebawem dobiega konca zaczela otwierać oczy ze zdziwieniem widząc ze jest obserwowana przed dwie osoby. Oczy naświetlone słońcem dopiero po pól minucie pozwolily jej dostrzec kim byli. A byl to James Potter i Syriusz Black. Uśmiechnęli się obaj szyderczo w jej stronę.
- Patrzcie patrzcie kto to nagrzewa się na słoneczku! Nowa dziewczyna Smarkusa! Poprosilabys rodziców o szampon do włosów dla swojego chłopaka.
- Dajcie spokój mi i jemu, dobrze wam radze.
- Ależ my dajemy ci tylko dobra rade...
- Mam gdzies wasze rady wiec rownie dobrze możecie iść szczepić sobie język gdzie indziej.
- Jaka pyskata. Jak myślisz Lapo, warto by nauczyć dziewczynę jak się odzywac do innych co?
- Z ust mi to wyjales Rogas.
Sięgnęli po swoje różdżki ale Luna juz rzucila w ich stronę zaklęcie petrifocus totalus powalajac obydwu na ziemie po czym odwrucila się na piecie i ruszyla w stronę zamku. Choc obiecala sobie dzień bez książek nogi same poprowadzily ja w stronę biblioteki a tam w stronę ksiąg zakazanych gdzie siedział czarnowlosy chłopak.
- Jak ci minął dzień?
- Świetnie, zamiast obiajac się tak jak ty znalazłem propozycje kolejnego skladnika do naszego eliksiru.
- Super, jaki to?
- Korzeń lilii. Jest ona co prawda zalecana osobom mającym problemy z utrzymaniem równowagi i kontroli nad własnymi ruchami ale mysle ze w naszym eksperymencie moze miec dość kluczowe znaczenie.
- Dobra opcja.
Luna przeszla się pomiędzy regalami a jej wzrok przygnela ksiega 'Niesmiertelnosc i jak ja uzyskać'.
Wziela księgę w dłonie i ruszyla w stronę stolika gdzie zaczela przeglądać wolumin. Na poczatku autor wspominal o legendarnym kamieniu filozoficznym następnie o krwi jednorożca a także o pozostaniu czarodziejem - wampirem co również zapewnia nieśmiertelność. W końcu gdy stracila nadzieje trafila na to o czym myślała. Rozdział poświęcony horkruksom. Luna wiedziała ze jest jeszcze za wcześnie aby Severus w ramach zaufania pokazał jej wspomnienie na jakim jej zalezalo ale warto chyba poruszyć delikatnie ten temat. Gdy juz miała mu zadac pytanie zauwazyla ze slizgon spogląda na nią i tytuł woluninu jaki miała przed sobą.
- Chcesz być niesmiertelna?
- Niewiem. Bylo w moim zyciu wiele chwil kiedy myślałam o śmierci ale chyba czy chciałabym zyc wiecznie... Nie zastanawiałam się. A ty?
Obserwował ja kilka sekund spod przymruzonych oczu zanim odpowiedział.
- Bycie nieśmiertelnym to najwieksza mozliwa potega dla czarodzieja. Oczywiście ze chciałbym zyc wiecznie. Miałbym możliwość z każdym dniem rozwijac swoje moce.
- A to da się je bardziej rozwinąć?
Luna wiedziała ze w chwili obecnej przyszly profesor jest zaledwie w połowie swoich możliwości ale uznala ze warto od czasu do czasu polechtac jego męskie ego. Oczywiście odczytal to na opak.
- Nie mam ochoty na słuchanie jak stroisz sobie żarty z tego jak odwrucilas moja uwagę podczas pojedynku. Oboje wiemy ze gdyby nie to to ty byś spedziala przynajmniej jedna noc w skrzydle szpitalnym.
- Może i tak ale teraz juz przynajmniej wiesz ze mimo iż nie dorównuje ci mocą to wygranej tez nie masz ze mną zapewnionej.
- Spokojnie następnym razem nie dam się tak zwieść.
- Zobaczymy.
Siedzieli na przeciw siebie patrząc na siebie i Luna nagle zdala sobie sprawę z tego ze chłopak ma na prawdę piękne oczy. Wydaje się nie możliwe żeby te czarne tunele byly tak nazwane ale byla to prawda. Przez chwile utonela w ich glebi i dopiero wesoly glos bibliotekarki wyrwal ich z tego hipnotyzujacego spojrzenia.
- Co tu robicie kochani? Czy pogoda nie jest zbyt piekna by spędzać czas w bibliotece?
- To biblioteka jest piekna.
- To prawda. Ale warto tez zażyć świeżego powietrza od czasu do czasu. Idźcie kochaniecy na spacer po bloniach. Macie szare twarze od ciągłego siedzenia w zamku.
Pani Prince odeszla w stronę dzialu transmutacji i Luna byla pewna ze jej rada pójdzie w niepamięć ale Severus ja mocno zaskoczył.
- Gdzie masz ochotę iść?
- Masz ochotę wyjść?
- Czemu nie. Pogoda rzeczywiście dopisuje.
- To może wzdłuż Zakazanego Lasu?
- O tym samym pomyślałem.
Chwile później minęli byli juz na błoniach.
- Wiec nie wiele wiesz na temat Czarne... Lorda Voldemorta?
- W ciągu ostatnich kilku dni troche popytalam ale jedyne czego się dowiedziałam to ze byl wyjątkowym uczniem i ze chcial być nauczycielem OPCM ale nie dostal tego stanowiska. No i ze ponoc posiadl cos co nie udalo się nikomu oprócz Nikolasa Flamela. Myślisz ze może być to prawda?
- Mysle ze od czasów Merlina nie bylo tak wyjątkowego czarnoksiężnika.
Pięknie wymijajaca odpowiedz.
- Chciałabym go poznać. Porozmawiac. Dowiedziec się skąd posiadl taka wiedze.
Przeszli kilka dobrych metrów zanim Severus się odezwał.
- Takich jak ty jest wiele.
- A ty? Spotkales go kiedys?
Znów chwila ciszy.
- Nawet jesli, to co?
- Tak tylko pytam.
Szczerze mówią miałam pozycic bloga ale dawalam mu ciągle szanse. I dobrze! Pojawił się nowy komentarz! I właśnie dla Ciebie jest rozdział! Przepraszam ze krótki ale pierwsze święta bez mamy i braciszka wiec mocno zakrapiane co to by mocno nie tęsknić i tak jakos wyszlo krótko. Następny postaram się jeszcze w tym roku dłuższy.
Pozdrawiam!
Rozdzial VII
Severus Snape lezal w skrzydle szpitalnym patrząc w sufit. Cale szczęście ze byl sam inaczej spalilby się ze wstydu ze trafil tu przez jakas glupia okularnice. I tak musi przetrwać upokozenie jakim jest jego pierwszy w zyciu szlaban który będzie miał miejsce w sobotę. Wciąż nie wieżyl ze jedna dziewczyna dała mu rade. Choc byla dobra w zakleciach daleko jej bylo do niego ale pomogla jej inteligencja. Takie proste odwrucenie uwagi przeciwnika sprawilo ze wygrala z nim pojedynek. Postanowił ze będzie dalej z nią ćwiczyć. Jak tak dalej pójdzie to może latem po zakończeniu szkoły będzie mógł pokazac ja Czarnemu Panu? Tak... Czarny Pan będzie zadowolony ze Severus przyprowadził mu taka cenna zdobycz. Bo ona była cenna cokolwiek jej mowil. Pogrążony w rozmysleniach o dziewczynie nawet nie zauważył kiedy osunal się w krainę snu.
Luna stala przed gabinetem opiekunki gryffindoru i czekala na Severusa. Od ich pojedynku minely 3dni w czasie których chłopak zaczął z nią coraz więcej ćwiczyć. Zeszlej nocy do 3 nad ranem rzucali w siebie zaklęcia aż w końcu Luna padając z nug poprosila aby dokończyli następnym razem. Każdy dzień sprawial ze byla coraz bardziej zmęczona a dzis mieli szlaban wiec tez nie liczyla na szybki odpoczynek. Ale jutro jest niedziela i obiecala sobie spanie do południa a później zero książek. Po kilku minutach przyszedł Snape. Ten to zawsze wygladal dobrze nie zależnie od tego jak malo spal. Skąd on bierze ta sile i witalność? W tej samej chwili drzwi gabientu otworzyly się i nauczycielka transmutacji poinformowala ich ze maja za zadanie wyszorowac podłogę w sali astronomicznej bez użycia magii. Ruszyli bez słowa w jej stronę a na miejscu juz czekamy na nich mopy i wiadra z woda. Zadanie choc wydawalo się proste wcale takie nie bylo ponieważ zwykla woda bez żadnego plynu jedynie rozmazywala bród ale w końcu po prawie dwuch godzinach zmagań udalo im się doprowadzić wieze po pozadku w międzyczasie rozważając opcje dwuch składników które mogłyby się nadawac do ich eliksiru a Luna lekko zdziwiona zauważył ze slizgon zaczął darzyć ja jakoby szacunkiem od ich pojedynku. Zdaje się ze zrozumiał ze mimo iż nie ma co prawda takiej mocy jak on to jednak jest godnym uwagi przeciwnikiem nawet dla niego. Przed polnoca rozeszli się do swoich dormitoriow.
Luna otworzyla oczy i zerknela na zegarek na stoliku przy jej lozku. Bylo południe. Przeciągnęła się wydając przy tym mruczenie kota po czym głębiej zanurzyla się w koldrze z zamiarem jeszcze chwilowej polgodzinnej drzemki ale ta jednak nie byla jej dana. Dora rozsunela kotary jej lozka wpuszczajac do środka ostre słoneczne promienie.
- Dzień dobry! Nie ma dluzej spania mamy dzis zbyt piekna pogodę! Ubieraj się i idziemy na blonia pograć w ekspodujacego durnia!
Chcąc nie chcąc Luna wyszla spod cieplutkiej koldry i poszla pod prysznic po czym szybko ubrala się w klasyczne spodnie i fioletowa bluzke a włosy spiela w kok pozwalając kilku pasemkom na wyjście spod grzebienia.
- No Luna super wyglądasz! Snape padnie z wrażenia na twój widok!
- Snape?
- No nie udawaj, spędzacie razem niemalże cale dnie pewnie juz cos miedzy wami zaiskrzylo?
- Nie i nie mam zamiaru na to pozwolić. Severus jest mily jak chce, coraz lepiej się dogadujemy ale w pewnością nie jest to to co myślisz.
- Serio?
- Serio. Nie czuje do niego nic więcej po za kolezenstwem i jestem pewna ze on nie czuje nic więcej do mnie. Ale mniejsza o mnie. Co z Syriuszem? Bo tak ma na imię o ile dobrze pamiętam?
- Tak, Syriusz. Ale nie jest tak jak myślałam. Od tamtego pocalunku praktycznie go nie widziałam z wyjątkiem posiłków w wielkiej sali. Obawiam się ze się mną znudzil? Może zbyt łatwo poddalam się pocalunkowi? Może woli trudniejsze zdobycze? Wiesz, chłopak z jego reputacja...
- Hm... Wiesz nie mam zbyt wielkiego doświadczenia odnośnie chłopaków. W sumie to żadnego bo wczesniej nikt się mną nie interesował ale w sumie to mysle ze nie o to chodzi. Syriusz jest typowym gryfonem a co więcej wywodzi się z rodziny slizgonow. Ja mysle ze on poprostu musi pogodzić się z faktem ze podoba mu się ktoś o kim nigdy by nie pomyślał ze mu się spodoba. Daj mu troche czasu żeby poukladal to sobie.
- Skoro tak mówisz... Moze masz racje. A teraz choc na blonia nim słońce schowa się za popoludniowymi chmurami.
Siedząc na trawie i ciesząc się chwilami słońca krukonka wrucila wspomnieniami do dnia przed jej misja jak w ten sam sposób siedziala ciesząc się dobra pogoda ze swoimi przyjaciółmi. Choc bylo to zaledwie poltora miesiąca temu wydawalo jej się jak by od tamtego czasu minely wieki. Jak by to było s innym zyciu. Zamknela oczy kierując twarz w chylace się ku zachodowi słońce. Kawałek dalej Dora grala w eksplodujacego durnia z innymi slizgonami ale Luna postanowila dać sobie spokój w tej kolejce. Słysząc w tle ze gra toczaca się nieopodal niebawem dobiega konca zaczela otwierać oczy ze zdziwieniem widząc ze jest obserwowana przed dwie osoby. Oczy naświetlone słońcem dopiero po pól minucie pozwolily jej dostrzec kim byli. A byl to James Potter i Syriusz Black. Uśmiechnęli się obaj szyderczo w jej stronę.
- Patrzcie patrzcie kto to nagrzewa się na słoneczku! Nowa dziewczyna Smarkusa! Poprosilabys rodziców o szampon do włosów dla swojego chłopaka.
- Dajcie spokój mi i jemu, dobrze wam radze.
- Ależ my dajemy ci tylko dobra rade...
- Mam gdzies wasze rady wiec rownie dobrze możecie iść szczepić sobie język gdzie indziej.
- Jaka pyskata. Jak myślisz Lapo, warto by nauczyć dziewczynę jak się odzywac do innych co?
- Z ust mi to wyjales Rogas.
Sięgnęli po swoje różdżki ale Luna juz rzucila w ich stronę zaklęcie petrifocus totalus powalajac obydwu na ziemie po czym odwrucila się na piecie i ruszyla w stronę zamku. Choc obiecala sobie dzień bez książek nogi same poprowadzily ja w stronę biblioteki a tam w stronę ksiąg zakazanych gdzie siedział czarnowlosy chłopak.
- Jak ci minął dzień?
- Świetnie, zamiast obiajac się tak jak ty znalazłem propozycje kolejnego skladnika do naszego eliksiru.
- Super, jaki to?
- Korzeń lilii. Jest ona co prawda zalecana osobom mającym problemy z utrzymaniem równowagi i kontroli nad własnymi ruchami ale mysle ze w naszym eksperymencie moze miec dość kluczowe znaczenie.
- Dobra opcja.
Luna przeszla się pomiędzy regalami a jej wzrok przygnela ksiega 'Niesmiertelnosc i jak ja uzyskać'.
Wziela księgę w dłonie i ruszyla w stronę stolika gdzie zaczela przeglądać wolumin. Na poczatku autor wspominal o legendarnym kamieniu filozoficznym następnie o krwi jednorożca a także o pozostaniu czarodziejem - wampirem co również zapewnia nieśmiertelność. W końcu gdy stracila nadzieje trafila na to o czym myślała. Rozdział poświęcony horkruksom. Luna wiedziała ze jest jeszcze za wcześnie aby Severus w ramach zaufania pokazał jej wspomnienie na jakim jej zalezalo ale warto chyba poruszyć delikatnie ten temat. Gdy juz miała mu zadac pytanie zauwazyla ze slizgon spogląda na nią i tytuł woluninu jaki miała przed sobą.
- Chcesz być niesmiertelna?
- Niewiem. Bylo w moim zyciu wiele chwil kiedy myślałam o śmierci ale chyba czy chciałabym zyc wiecznie... Nie zastanawiałam się. A ty?
Obserwował ja kilka sekund spod przymruzonych oczu zanim odpowiedział.
- Bycie nieśmiertelnym to najwieksza mozliwa potega dla czarodzieja. Oczywiście ze chciałbym zyc wiecznie. Miałbym możliwość z każdym dniem rozwijac swoje moce.
- A to da się je bardziej rozwinąć?
Luna wiedziała ze w chwili obecnej przyszly profesor jest zaledwie w połowie swoich możliwości ale uznala ze warto od czasu do czasu polechtac jego męskie ego. Oczywiście odczytal to na opak.
- Nie mam ochoty na słuchanie jak stroisz sobie żarty z tego jak odwrucilas moja uwagę podczas pojedynku. Oboje wiemy ze gdyby nie to to ty byś spedziala przynajmniej jedna noc w skrzydle szpitalnym.
- Może i tak ale teraz juz przynajmniej wiesz ze mimo iż nie dorównuje ci mocą to wygranej tez nie masz ze mną zapewnionej.
- Spokojnie następnym razem nie dam się tak zwieść.
- Zobaczymy.
Siedzieli na przeciw siebie patrząc na siebie i Luna nagle zdala sobie sprawę z tego ze chłopak ma na prawdę piękne oczy. Wydaje się nie możliwe żeby te czarne tunele byly tak nazwane ale byla to prawda. Przez chwile utonela w ich glebi i dopiero wesoly glos bibliotekarki wyrwal ich z tego hipnotyzujacego spojrzenia.
- Co tu robicie kochani? Czy pogoda nie jest zbyt piekna by spędzać czas w bibliotece?
- To biblioteka jest piekna.
- To prawda. Ale warto tez zażyć świeżego powietrza od czasu do czasu. Idźcie kochaniecy na spacer po bloniach. Macie szare twarze od ciągłego siedzenia w zamku.
Pani Prince odeszla w stronę dzialu transmutacji i Luna byla pewna ze jej rada pójdzie w niepamięć ale Severus ja mocno zaskoczył.
- Gdzie masz ochotę iść?
- Masz ochotę wyjść?
- Czemu nie. Pogoda rzeczywiście dopisuje.
- To może wzdłuż Zakazanego Lasu?
- O tym samym pomyślałem.
Chwile później minęli byli juz na błoniach.
- Wiec nie wiele wiesz na temat Czarne... Lorda Voldemorta?
- W ciągu ostatnich kilku dni troche popytalam ale jedyne czego się dowiedziałam to ze byl wyjątkowym uczniem i ze chcial być nauczycielem OPCM ale nie dostal tego stanowiska. No i ze ponoc posiadl cos co nie udalo się nikomu oprócz Nikolasa Flamela. Myślisz ze może być to prawda?
- Mysle ze od czasów Merlina nie bylo tak wyjątkowego czarnoksiężnika.
Pięknie wymijajaca odpowiedz.
- Chciałabym go poznać. Porozmawiac. Dowiedziec się skąd posiadl taka wiedze.
Przeszli kilka dobrych metrów zanim Severus się odezwał.
- Takich jak ty jest wiele.
- A ty? Spotkales go kiedys?
Znów chwila ciszy.
- Nawet jesli, to co?
- Tak tylko pytam.
sobota, 29 listopada 2014
Rozdzial VI
No wiec tak. Po pierwsze przepraszam ze tak długo. Postanowilam nie deklarować terminu kolejnych notek bo w moim przypadku to na prawdę nigdy nie wiadomo. Mój laptop jednak nie żyje (przestroga żeby nie kupować rzeczy używanych na gumtee) ale jak bylam w Polsce to dorobilam się dużego telefonu ( Nokia 1320) z której pomimo kilku wad jestem zadowolona jako iż calkiem wygodnie mogę pisac. Teraz rozdzialy będą z pewnością krótkie ale będę podkrecac akcje 😊 . Liczę na komentarze jako iż liczba odwiedzających nie slabnie. Pozdrawiam i przepraszam za wszelkie bledy i brak chwilami brak znaków polskich.
Rozdział VI
Luna siedziala przy stole węża przeżuwając tosta i patrząc tępo przed siebie chociaż powinna być zadowolona wczorajszym pierwszym sukcesem - w końcu po półtora tygodnia prób udalo jej się z Severusem znalesc sposób na połączenie dwóch składników które teoretycznie wykluczały by się w jednym eliksirze. Ale na tym koniec przełomu jako iż nie mieli pojecia co można by dodać następne. Od tygodnia nie ćwiczyli zaklęć calkowicie pochłonięci eliksirem a on nie odzywał się do niej po za sporadycznymi propozycjami jakiś składników. Minął miesiąc a ona nie była nawet o krok bliżej od wykonania swojego zadania. Zostało jej tak malo czasu... Luna nawet nie zauwazyla kiedy do sali wlecialy sowy i dopiero szturchniecie Dory wyrwalo ja z zamyślenia. Dziewczyna trzymala w ręku dzisiejsze wydanie proroka codziennego.
- Jane, patrz.
Wskazala na pierwsza strone gazety na której widnialo zdjęcie calkiem przystojnego młodego mężczyzny a nagłówek mowil : ' Tom Riddle nazwał się Lordem Voldemortem i zapowiada kolejne śmierci czarodziejów pochodzących z rodziny mugoli. ' Luna pochylila się nad gazeta. Artykuł byl krotki ponieważ większość strony zajmowalo zdjęcie usmiechajacego się czarodzieja ale byla w nim informacja ze pomimo ze czarodzieja poszukują najlepsi autorzy w kraju ten wciąż pozostaje nieuchwytny.
- Co o nim myślisz?
Krukonka starala się uważnie dobierać słowa.
- W Rumunii niewiele jest starych rodzin czarodzieji wiec o czystości krwi niewiele się mówi, a rodzice wychowali mnie w tolerancji dla innych. A Ty? Co o nim myślisz?
Dziewczyna się zawachala.
- Wiesz, ja wywodzę się ze starej rodziny czarodzieji. Moja mama zawsze mówiła mi ze czystość krwi jest najważniejsza ale tata w takich chwilach zawsze milczał. Jego brat poślubił mugolke maja razem gromadkę malych dzieci i musze przyznac ze nie ma nic złego w mugolach. Czarodzieje nie wyznają co prawda żadnej konkretnej religii ale ja wierze ze ten kto nas wszystkich stworzył nie chciałby żebyśmy się jakos wzajemnie nienawidzili. Mysle ze nie po to nas stworzył. Każdy z nas jest inny. Weźmy takiego Blacka. Pochodzi z jednej z najstarszych czarodziejskich rodzin w Europie, cala jego rodzina to zatwardzeni zwolennicy idei czystej krwi no i oczywiście slizgoni a jeden on jeden w rodzinie jest gryfonem co sprawia ze z daleka wiadomo ze ma zupełnie inne wartości niż cala jego rodzina. Ja choc jestem slizgonka tez nie uważam ze czarodzieje z rodziny mugoli nie maja prawa do poglebiania swoich możliwości. Bo jesli Bóg by tego nie chcial to czemu dal im te moc? Ale rozumiem tez idee czystej krwi. Jak by nie patrzeć jestesmy arystokracja czarodzieji a arystokracja nie powinna wrzeniac się w rodziny calej reszty. Wiec choc nie mam nic przeciwko mugolakom to sama nie chciałbym być zona któregoś z nich.
- A ten Tom Riddle? O co z nim chodzi?
- Tom gra zbyt ostro. Wyznaje dokladnie to samo co Salazar Slytherin czyli ze mugolaki nie powinno się uczyć magii a szlamy zwyczajnie zabijac. Pod koniec zeszłego roku i przez wakacje kilku uczniów juz stracilo rodziców. Ministerstwo co prawda stara się go powstrzymać sle jak widac to niezbyt im to wychodzi puki co. Dobra musze lecieć nie chce się spóźnić na transmutacje.
- Co sadzisz o tym całym lordzie Voldemorcie?
- A co mam sadzic?
- Niewiem... Dzis dowiedziałam się ze ma ogromna moc.
- A to wczesniej o nim nie slyszalas?
- Nie w Rumunii nikt nigdy o nim nie slyszal.
- No to niebawem uslyszy. To najsilniejszy czarodziej naszych czasów zaraz po Dumbledore. Lepszy nawet od Grindelwalda. I jestem pewny ze pewnego dnia caly swiat będzie znal jego imię. Przejdzie do histori jako najpotężniejszy.
- Slyszalam tez ze szuka zwolenników. Chcialbys się przyłączyć?
Twarz Severusa zmienila na moment wyraz jak by przed oczami pojawił mu się ogromny budyniowy tort ale sekunde puzniej znow miała sobie przed sobą maskę nauczyciela eliskirow.
- Nie twoja sprawa. A ciebie na takim poziomie jakim jesteś i tak by nie zechcial.
Choc byla krukonka i jej inteligencja mowila jej żeby zakonczyc dyskusje w tym momencie to odezwalo się w niej cos jakby z gryfona. Zadarla lekko głowę.
- Juz o tym rozmawialismy, i wiemy ze nie jestem aż tak kiepska jak twierdzisz.
- Serio?
- Serio. I mogę to udowodnić.
- Niby jak?
- Pojedynek.
- Nie masz szans dziewczyno wiec daj sobie spokój jesli nie chcesz przez miesiąc leżeć w skrzydle szpitalnym słuchając narzekan tej głupiej pielęgniarki.
- Zucilam ci wyzwanie. Decydujesz się czy może niehonorowo odrzucasz maja propozycje?
Wejście slizgonowi na honor, to bylo cos.
- Dzis o północy w starej sali do transmutacji?
- Mi pasuje.
I wroucili do czytania swoich lektur.
Luna zasapana odpychala posylane w jej strony klątwy właściwie nie miała czasu na wysyłanie swoich. Co przyszlo do jej durnego lba? Żeby pojedynkowac się ze Snape'em? Walczyli dopiero kilka chwil a ona juz odczuwala zmęczenie. A zważywszy na fakt ze brala juz udział w dwuch bitwach mówi sam za siebie jak ciężko jej bylo pojedynkować się z młodym mezczyzna. Ten natomiast zdawał się być w swoim żywione - oczy jak u zakochanego, uśmiech na ustach i dzikość w wyrazie twarzy z kazda klatwa byl coraz większy. Z kazda chwila walka nabierala coraz większego tepa. Ledwie uchwylila się przed zaklęciem zadlacym. Co robic? Jesli przegra ten nie pozwoli jej tego zapomnieć. Musi udowodnić ze nie jest tak dla jak on mówi. Nie zdarzyla odepchnąć zaklęcia a pod jej okiem pojawił się ogromny siniak jakby dostala pięścią i krew poleciała jej z nosa. No tak zaklęcie silnej piesci. Dawno się z nim nie spotkala. Nagle w jej umyśle zaswitala myśl. A jak by tak odwrócić jego uwagę? Pomyśl dodal jej sil i odepchnela kolejne dwa zaklęcia lecące w jej stronę, skierowala różdżkę w stronę sufitu i wystrzelila mieniaca się kolorami tańczy fajerwertke. Tak jak przewidywala chłopak zdziwiony uniusl głowę by spojrzeć na swiatlo a ona korzystając z okazji wyslala w jego stronę zaklęcie expelriarmus. Chłopak znalazł się na ścianie ktora byla tuz za nim A Luna uslyszala zgrzyt pękających kości. Zsunal się ze ściany na podłogę a w tej samej chwili drzwi sali otworzyly się i stanela w nich profesor Mc'Gonagall.
Niecala godzinę później Luna leżała juz w swoim slizgonskim lozku patrząc na baldachim. Nie wiedziała czy powinna się cieszyć czy może smucić. Profesorka transmutacji aż kipiala ze złości i jednocześnie zdumienia ze jeden z jej ulubionych uczniów jakim bym Severus zdal się z pojedynek z kimś innym niż Huncwoci. Snape byl w skrzydle szpitalnym gdzie miał zostać do rana i czekać aż zrosna mu się kości. Miał dwa pęknięte zebra i zlamana rękę na ktora upadl po znalezieniu się na ścianie. Oprócz tego ubylo im po 40punktow i maja szlaban w sobotę. Ale szczerze mówiąc bylo to warte zobaczenia miny slizgona jak pielegniarka go ocucila tlumaczac ze jest polamany i musi zostać na noc w skrzydle. Ku kolejnemuz zdziwieniu obu pań jego pierwsze pytanie brzmiało co stalo się z Luna. Dla nich zabrzmiało to pewnie jak troska ze strony chłopaka o nowa koleżankę ale ona wiedziała zwyczajnie miał nadzieję ze skonczyla gorzej a on tym samym wygral zakład. Ale jak uslyszal ze ona miała tylko kilka siniaków które juz zniknely dzieki maści wygladal jak by dostał od kogoś w twarz. Luna zasmiala się na samo wspomnienie niewiezac we własne szczęście. Z tym uśmiechem na ustach zasnela.
Rozdział VI
Luna siedziala przy stole węża przeżuwając tosta i patrząc tępo przed siebie chociaż powinna być zadowolona wczorajszym pierwszym sukcesem - w końcu po półtora tygodnia prób udalo jej się z Severusem znalesc sposób na połączenie dwóch składników które teoretycznie wykluczały by się w jednym eliksirze. Ale na tym koniec przełomu jako iż nie mieli pojecia co można by dodać następne. Od tygodnia nie ćwiczyli zaklęć calkowicie pochłonięci eliksirem a on nie odzywał się do niej po za sporadycznymi propozycjami jakiś składników. Minął miesiąc a ona nie była nawet o krok bliżej od wykonania swojego zadania. Zostało jej tak malo czasu... Luna nawet nie zauwazyla kiedy do sali wlecialy sowy i dopiero szturchniecie Dory wyrwalo ja z zamyślenia. Dziewczyna trzymala w ręku dzisiejsze wydanie proroka codziennego.
- Jane, patrz.
Wskazala na pierwsza strone gazety na której widnialo zdjęcie calkiem przystojnego młodego mężczyzny a nagłówek mowil : ' Tom Riddle nazwał się Lordem Voldemortem i zapowiada kolejne śmierci czarodziejów pochodzących z rodziny mugoli. ' Luna pochylila się nad gazeta. Artykuł byl krotki ponieważ większość strony zajmowalo zdjęcie usmiechajacego się czarodzieja ale byla w nim informacja ze pomimo ze czarodzieja poszukują najlepsi autorzy w kraju ten wciąż pozostaje nieuchwytny.
- Co o nim myślisz?
Krukonka starala się uważnie dobierać słowa.
- W Rumunii niewiele jest starych rodzin czarodzieji wiec o czystości krwi niewiele się mówi, a rodzice wychowali mnie w tolerancji dla innych. A Ty? Co o nim myślisz?
Dziewczyna się zawachala.
- Wiesz, ja wywodzę się ze starej rodziny czarodzieji. Moja mama zawsze mówiła mi ze czystość krwi jest najważniejsza ale tata w takich chwilach zawsze milczał. Jego brat poślubił mugolke maja razem gromadkę malych dzieci i musze przyznac ze nie ma nic złego w mugolach. Czarodzieje nie wyznają co prawda żadnej konkretnej religii ale ja wierze ze ten kto nas wszystkich stworzył nie chciałby żebyśmy się jakos wzajemnie nienawidzili. Mysle ze nie po to nas stworzył. Każdy z nas jest inny. Weźmy takiego Blacka. Pochodzi z jednej z najstarszych czarodziejskich rodzin w Europie, cala jego rodzina to zatwardzeni zwolennicy idei czystej krwi no i oczywiście slizgoni a jeden on jeden w rodzinie jest gryfonem co sprawia ze z daleka wiadomo ze ma zupełnie inne wartości niż cala jego rodzina. Ja choc jestem slizgonka tez nie uważam ze czarodzieje z rodziny mugoli nie maja prawa do poglebiania swoich możliwości. Bo jesli Bóg by tego nie chcial to czemu dal im te moc? Ale rozumiem tez idee czystej krwi. Jak by nie patrzeć jestesmy arystokracja czarodzieji a arystokracja nie powinna wrzeniac się w rodziny calej reszty. Wiec choc nie mam nic przeciwko mugolakom to sama nie chciałbym być zona któregoś z nich.
- A ten Tom Riddle? O co z nim chodzi?
- Tom gra zbyt ostro. Wyznaje dokladnie to samo co Salazar Slytherin czyli ze mugolaki nie powinno się uczyć magii a szlamy zwyczajnie zabijac. Pod koniec zeszłego roku i przez wakacje kilku uczniów juz stracilo rodziców. Ministerstwo co prawda stara się go powstrzymać sle jak widac to niezbyt im to wychodzi puki co. Dobra musze lecieć nie chce się spóźnić na transmutacje.
- Co sadzisz o tym całym lordzie Voldemorcie?
- A co mam sadzic?
- Niewiem... Dzis dowiedziałam się ze ma ogromna moc.
- A to wczesniej o nim nie slyszalas?
- Nie w Rumunii nikt nigdy o nim nie slyszal.
- No to niebawem uslyszy. To najsilniejszy czarodziej naszych czasów zaraz po Dumbledore. Lepszy nawet od Grindelwalda. I jestem pewny ze pewnego dnia caly swiat będzie znal jego imię. Przejdzie do histori jako najpotężniejszy.
- Slyszalam tez ze szuka zwolenników. Chcialbys się przyłączyć?
Twarz Severusa zmienila na moment wyraz jak by przed oczami pojawił mu się ogromny budyniowy tort ale sekunde puzniej znow miała sobie przed sobą maskę nauczyciela eliskirow.
- Nie twoja sprawa. A ciebie na takim poziomie jakim jesteś i tak by nie zechcial.
Choc byla krukonka i jej inteligencja mowila jej żeby zakonczyc dyskusje w tym momencie to odezwalo się w niej cos jakby z gryfona. Zadarla lekko głowę.
- Juz o tym rozmawialismy, i wiemy ze nie jestem aż tak kiepska jak twierdzisz.
- Serio?
- Serio. I mogę to udowodnić.
- Niby jak?
- Pojedynek.
- Nie masz szans dziewczyno wiec daj sobie spokój jesli nie chcesz przez miesiąc leżeć w skrzydle szpitalnym słuchając narzekan tej głupiej pielęgniarki.
- Zucilam ci wyzwanie. Decydujesz się czy może niehonorowo odrzucasz maja propozycje?
Wejście slizgonowi na honor, to bylo cos.
- Dzis o północy w starej sali do transmutacji?
- Mi pasuje.
I wroucili do czytania swoich lektur.
Luna zasapana odpychala posylane w jej strony klątwy właściwie nie miała czasu na wysyłanie swoich. Co przyszlo do jej durnego lba? Żeby pojedynkowac się ze Snape'em? Walczyli dopiero kilka chwil a ona juz odczuwala zmęczenie. A zważywszy na fakt ze brala juz udział w dwuch bitwach mówi sam za siebie jak ciężko jej bylo pojedynkować się z młodym mezczyzna. Ten natomiast zdawał się być w swoim żywione - oczy jak u zakochanego, uśmiech na ustach i dzikość w wyrazie twarzy z kazda klatwa byl coraz większy. Z kazda chwila walka nabierala coraz większego tepa. Ledwie uchwylila się przed zaklęciem zadlacym. Co robic? Jesli przegra ten nie pozwoli jej tego zapomnieć. Musi udowodnić ze nie jest tak dla jak on mówi. Nie zdarzyla odepchnąć zaklęcia a pod jej okiem pojawił się ogromny siniak jakby dostala pięścią i krew poleciała jej z nosa. No tak zaklęcie silnej piesci. Dawno się z nim nie spotkala. Nagle w jej umyśle zaswitala myśl. A jak by tak odwrócić jego uwagę? Pomyśl dodal jej sil i odepchnela kolejne dwa zaklęcia lecące w jej stronę, skierowala różdżkę w stronę sufitu i wystrzelila mieniaca się kolorami tańczy fajerwertke. Tak jak przewidywala chłopak zdziwiony uniusl głowę by spojrzeć na swiatlo a ona korzystając z okazji wyslala w jego stronę zaklęcie expelriarmus. Chłopak znalazł się na ścianie ktora byla tuz za nim A Luna uslyszala zgrzyt pękających kości. Zsunal się ze ściany na podłogę a w tej samej chwili drzwi sali otworzyly się i stanela w nich profesor Mc'Gonagall.
Niecala godzinę później Luna leżała juz w swoim slizgonskim lozku patrząc na baldachim. Nie wiedziała czy powinna się cieszyć czy może smucić. Profesorka transmutacji aż kipiala ze złości i jednocześnie zdumienia ze jeden z jej ulubionych uczniów jakim bym Severus zdal się z pojedynek z kimś innym niż Huncwoci. Snape byl w skrzydle szpitalnym gdzie miał zostać do rana i czekać aż zrosna mu się kości. Miał dwa pęknięte zebra i zlamana rękę na ktora upadl po znalezieniu się na ścianie. Oprócz tego ubylo im po 40punktow i maja szlaban w sobotę. Ale szczerze mówiąc bylo to warte zobaczenia miny slizgona jak pielegniarka go ocucila tlumaczac ze jest polamany i musi zostać na noc w skrzydle. Ku kolejnemuz zdziwieniu obu pań jego pierwsze pytanie brzmiało co stalo się z Luna. Dla nich zabrzmiało to pewnie jak troska ze strony chłopaka o nowa koleżankę ale ona wiedziała zwyczajnie miał nadzieję ze skonczyla gorzej a on tym samym wygral zakład. Ale jak uslyszal ze ona miała tylko kilka siniaków które juz zniknely dzieki maści wygladal jak by dostał od kogoś w twarz. Luna zasmiala się na samo wspomnienie niewiezac we własne szczęście. Z tym uśmiechem na ustach zasnela.
wtorek, 4 listopada 2014
Przeprosiny
Witajcie!
No i znow musze przepraszac za opuznienia ale mam wiecej problemow niz wlosow na glowie, wszystko idzie nie po mojej mysli i wogule jest tragedia. 13 listopada wracam do UK wiec wtedy moze troche odetchne i zaczne znow pisac bo w chwili obecnej jestem poprostu wycienczona wszystkim....
Jeszcze raz przepraszam i zycze milego listopada!
No i znow musze przepraszac za opuznienia ale mam wiecej problemow niz wlosow na glowie, wszystko idzie nie po mojej mysli i wogule jest tragedia. 13 listopada wracam do UK wiec wtedy moze troche odetchne i zaczne znow pisac bo w chwili obecnej jestem poprostu wycienczona wszystkim....
Jeszcze raz przepraszam i zycze milego listopada!
Subskrybuj:
Posty (Atom)