poniedziałek, 26 stycznia 2015

Funpage na facebook'u

Witam Was!
Otóż zrobiłam stronę bloga na facebooku i zapraszam do lajkowania
https://www.facebook.com/luna.severus.blog
będą pojawiać się informacje o nowych rozdziałach i wiele ciekawostek z Hogwartu i tak ogólnie 😅
Pozdrawiam was serdecznie

sobota, 24 stycznia 2015

Rozdzial XI

Witajcie! Bardzo się cieszę ze pod wpisami pojawia się coraz więcej komentarzy i podobają wam się moje wypociny. Przez chwile miałam zacięcie umysłu nie wiedząc do konca jak napisać to co napisać chciałam ale udalo się i przedstawiam nowy rozdział. Jeszcze raz dziękuję za słowa motywacji, naprawde wiele mi dają. Zastanawiam się nad zrobieniem strony bloga na fb wiec jesli jednak się namysle to wkleję wam linka do polubienia. Miłego czytania i pozdrawiam!


Rozdział XI
4 wrzesnia 1997 roku
Albus Dumbledore stal wpatrzony w kominek w ktorym przed chwila znikła dziewczyna. Wiedział ze dobrze robi wysyłając właśnie ja. W końcu wracając powiedziała mu ze jej misja się powiodła. Ale pamiętał tez w jakim stanie wracała, pamiętał jak smród czarnej magii rozszedł się po jego gabinecie gdy tylko do niego weszła z kufrem w jednej i proszkiem w drugiej dłoni. Ale gra warta jest świeczki. Nie miał żadnego nawet najmniejszego podejrzenia co może być kolejnym horkruksem. Potrzebowal informacji a Severus uwieziony Wieczysta Przysięga jaka jest Mroczny Znak nie mógł mu tego ujawnić. Ona byla jego jedynym rozwiązaniem. Teraz jedyne co może zrobić to spróbować dziewczynę wyrwać z letargu, wyplenić z niej czarna magie. Wiedział ze sam tego nie dokona. Ale wiedział tez kto zna się na tym najlepiej. Celowo nie poprosił go wczesniej o to żeby czekal z nim na powrót Luny. Nie miał ochoty żeby Severus wiedział ze być może wyslal nieźle zapowiadająca się czarownice na zmarnowanie. Bo przeciez nie wiedział czy nie jest dla niej za późno, czy nie zabrnęła za daleko, czy czarna magia nie wdarła się do jej serca permanentnie. Tylko jedna znana mu osoba wyrwała się z sideł ciemnej mocy gdy bylo pewne ze jest juz dla niego dużo za późno. Severus. I to jego teraz potrzebowal. Spojrzał na zegar wiszący na jednej z ścian jego gabinetu. Krukonka powinna być za 2min. Juz czas zbudzić Severusa.






Severus Snape siedział w swoim gabinecie popijając ognista weaskey i przeglądając esej jakiegoś pierwszorocznego puchona na temat tojadu żółtego w eliksirach leczniczych. Skreślił właśnie kolejna głupotę jaka napisal chłopak i w celu powstrzymania się od pomaszerowania do dormitorium tego głąba i wypłukania mu mózgu w najbrudniejszej toalecie w Hogwarcie sięgnął po stojącą przed nim szklankę gdy w gabinecie pojawił się patronus przemawiając głosem dyrektora szkoły.
- Severusie, potrzebuje cię w swoim gabinecie. Masz 5minut.
Opiekun domu węża spojrzał na zegarek. Kilka minut po północy. Co o tej godzinie może chcieć od niego tej facet? Wszystkie sprawy zakonu i smierciozercow omówili szczegółowo zaraz po kolacji. Opróżnił duszkiem szklankę nalewając sobie od razu drugiego drinka którego tez wypił za jednym podniesieniem szklanki. Wstał od biurka i zarzucił na plecy swoja tunikę której wszystkie guziki zapiął jednym machnięciem różdżki i zarzucił na plecy pelerynę. Wypiwszy wpierw jeszcze jednego drinka i odwrócił się w stronę kominka z zamiarem przeniesienia się proszkiem Fiuu ale w ostatniej chwili zrezygnował z tego pomysłu. Ma jeszcze jakies 2min wiec spokojnie zdarzy normalna droga a kto wie może jeszcze uda mu się złapać jakiegoś ucznia na korytarzu i poprawi sobie humor odejmując mu punkty?
Niestety plan sie nie udał bo na korytarzu jak na złość nie bylo nawet żadnego ducha na którego mógłby nawrzeszczeć i nim spostrzegł stal juz przed gargulcem. Patrząc morderczym wzrokiem na figurę przed nim warknął haslo a gdy gargulec odskoczył przepuszczając gościa zaczął pokonywać te kilka kroków dzielące go od drzwi gabinetu. I nagle stanął jak slup soli. Wciągnął głęboko powietrze chcąc się upewnić. Czarna magia. Czyżby stary Dumbledore złapał jakiegoś smierciozerce? Ale to po co miałby go wołać? Zrobił dwa kroki do przodu i nie zawracając sobie głowy pukaniem wszedł do gabinetu. Mógłby wyliczać bez konca od kogo mogłoby tak śmierdzieć czarna magia: Bellatrix, Lucjusz, bracia Carrow, Domołow i tak dalej ale gdy tylko ujrzał długie błąd falujące włosy od razu wiedział ze żadne z jego podejrzeń nie jest prawdziwe. A gdy dziewczyna odwróciła się w jego stronę zdziwionym wzrokiem patrząc kto odważył się wejść do tego gabinetu bez pukania i zobaczył jej twarz zaparło mu dech. Lovegood?! Wytrzeźwiał w ciagu ułamka sekundy.
- Witaj Severusie. Cieszę się ze juz jesteś. Podejdź proszę.
Patrzył oniemiały na starca zastanawiając się w co tym razem ten gra ale podszedł bliżej czując coraz większy fetor od blondynki z każdym krokiem a w glowie huczało mu tylko jedno pytanie: jak to do cholery możliwe? Ledwie kilka godzin temu widział ja z Weasley na kolacji i bylo z nią wszystko w porządku! Nikt nie zmienia się tak w kilka godzin! Od dawna nie czul takiej pokusy przewertowania Dumbledorowi umysłu aby dowiedziec się co jest na rzeczy.
- Dziękuję panno Lovegood może pani wracać do swojej wieży. Prosiłbym jednak żeby jutro w południe odwiedziła mnie pani ponownie.
- Oczywiście profesorze. Dobranoc.
Chwyciła za kufer i jak gdyby nigdy nic wyszła z gabinetu. Dopiero po chwili gdy miał pewność ze dziewczyna odeszła na tyle daleko ze nie ma szans ich posłuchać odezwał się.
- Co to ma niby być Albusie?
- To byla panna Lovegood uczennica tej szkoły.
- Tyle wiem! Ale cos ty z nią zrobić? Kilka godzin temu bylo z nią wszystko w porządku! Nikt nie zmienia się tak w ciagu kilku godzin! Na to potrzeba miesięcy!
- Luna byla na misji i...
- Masz do dyspozycji ponad 50 członków zakonu feniksa a wysylasz tak młoda a przez to niezwykle podatna osobę na misje gdzie ma do czynienia z czarna magia? Calkiem postradałaś rozum? Gdzie ona wogule byla?
- Nie tym tonem Severusie. Panna Lovegood byla na misji i nic więcej nie musisz wiedzieć. Interesuje mnie jednak co innego. Da się ja jeszcze zawrócić?
Krew gotowała się w mistrzu eliksirów. Nie lubił tej krukonki. Wyjątkowo jej nie lubił. Te jej dziwactwa i wiecznie znudzone oczy, nijaka twarz i przynależność do grupy fanów Pottera sprawiały ze na sama myśl robiło mu się nie dobrze. Ale ten stary pierdziel nie ma prawa skazywać jej na cos takiego! Jednak pomimo calej złości starał się stwierdzić czy nie jest za późno. Po dobrych kilku minutach stwierdził:
- Zaszła daleko. Ale mysle ze nie za daleko. Jesli będziesz działać szybko to da się ja cofnąć. Tyle ze jak wiesz to nie jest proste. Teraz jedyne co jej pomoże to porządny wstrząs.
- Tak jak w twoim przypadku?
Snape zacisnął żeby.
- Tak, tak jak w moim. Z tym ze ja ocknąłem się za późno.
- Nie ma co rozpaczać lepiej późno niż wcale. Jaka wiec terapie szokowa proponujesz dla niej?
- A bo ja wiem? Nie jestem pieprzonym psychiatra! Przystaw różdżkę do gardła tej Weasley albo Potterowi to może się ogarnie. Naważyłeś piwa to teraz je wypij. Ja idę spać.
- Czekaj Severusie. Posłuchaj. Ja nie mam czasu żeby się teraz zajmować panna Lovegood. Jak wiesz mam wojnę na glowie. Dlatego tez doprowadzenie Luny do stanu sprzed misji zostawiam tobie.
- Ze ja niby nie mam nic do roboty po za sprawdzeniem kilku esejów? Ledwie mam czas podrapać się po tyłku a ty mi dajesz na głowę jeszcze jakąś małolatę?
- Mówiłem juz żebyś nie mówił do mnie tym tonem a wiesz ze nie lubię prosić dwa razy. Masz się zająć panna Lovegood. Możesz odejść.
profesor miał juz wyjść kiedy z ust wypłynęło mu pytanie na które jak przypuszczał i tak znal odpowiedz.
- A co jak by nie można bylo jej zawrócić?
- Jej misja byla dla nas bardzo wazna.
- Zatem zabiłbyś ja, tak?
- Zrozum. Gdy ma się wybór między jednym a setka zyc wybór jest prosty. Niektórzy musza się poświęcić w imię wyższego dobra.
Drzwi za Severusem zamknęły się z głośnym trzaskiem.






Luna otworzyła oczy z błogim uśmiechem na twarzy. W końcu byla u siebie. W swoim ukochanym lózku wśród błękitu i srebra wpatrując się w baldachim przyozdobiony herbem jej domu. Wczoraj po tym jak pokazała dyrektorowi wspomnienie w ktorym Snape mówi jej co jest kolejnym horkruksem po raz pierwszy od wydawało się wieku weszła do swojej wieży. Na dole nikogo juz nie bylo a dziewczyny w jej dormitorium tez juz spały. Ona sama miała sile jedynie przebrać się w piżamę i zaplątać włosy w warkocz i sama tez padla na lóżko. Ostatnich kilka dni prawie nie spala starając się nauczyć się jak najwięcej od Severusa i z ksiąg do których miała nieograniczony postęp wiec dzisiejszej nocy spala jak zabita. Odchyliła delikatnie kotary lóżka mrużąc przy tym oczy na ostre swiatlo które wdarło się w jej lóżko. Gdy oczy przyzwyczaiły się do jasnego swiatla rozejrzała się po dormitorium stwierdzając ze jest sama. Zerknęła na zegarek. 11.40! Za dwadzieścia minut musi być u profesora Dumbledore'a! Szybko podniosła się z ciepłego lóżka i po kilku minutach szla juz korytarzami do gabinetu dyrektora. Gdy po zapukani usłyszała uprzejme Wejdź nacisnęła klamkę i kilka sekund później siedziala juz przy biurku.
- Jak wyspałaś się?
- O tak, wreszcie we własnym łóżku.
- Świetnie.
- Zaprosilem cie do siebie ponieważ podczas misji sporo się zmienilas. I nie jest to wcale zmiana na lepsze.
- Ja mysle wprost przeciwnie. Dużo się nauczyłam i wiem ze jesli wykorzystam w odpowiedni sposób zdobyta wiedze to jestem w stanie naprawde dużo pomuc w wojnie.
Profesor dlugo wpatrywał się w nią zanim się ponownie odezwał.
- Chciałbym abys codziennie przed kolacja spotykala się na godzinkę z profesorem Snape'em. Mysle ze on pomoże ci rzucić okiem na twój obecny punkt widzenia z troche innej strony.
- Będzie mi wmawial ze moja wiedza jest zla?
- Nie. Poprostu przedstawi ci kilka prostych faktow. Decyzja będzie należała do ciebie.
- Dobrze. Skoro profesor nalega. Od kiedy mamy zacząć?
Dyrektor spojrzał na zegarek.
- Mysle ze dzis możecie zacząć wczesniej. Na pewno zastaniesz go w jego gabinecie. Znasz drogę.
- Dziekuje profesorze.
Byla juz przy drzwiach.
- Panno Lovegood. Mam jeszcze jedna prośbę. Nie używaj na terenie szkoły żadnego z zaklęć którego się nauczyłaś.
- Oczywiście. Do widzenia.




Severus spojrzał na zegarek. Uczennica zaraz powinna pojawić się w jego gabinecie. Albus uparl się ze powinien na początek łagodnie wyprowadzić z otępienia umysłu jaki spowodowala u niej czarna magia i pokazywać jej zdjęcia i skutki zaklęć najpopularniejszych i najokrutniejszych w tej dziedzinie jednak on sam czul ze to zupełnie bezcelowe. Skoro ktoś ja nauczył tych klątw to na pewno ja tez uświadomił jak działają. Ale z drugiej strony na początek dobre i to do puki nie wymyśli jak ja z tego wyciągnąć. Przeklęty Dumbledore! Walnął pięścią w biurko w momencie gdy usłyszał pukanie do drzwi.
- Wejść!
- Dzień dobry profesorze.
- Siadaj. Staraj się pojmowac co do ciebie mowie i nie gadaj mi glupot o ptaszkach robaczkach czy innym wymysle twojego ojca.
Zauważył ze dziewczyna zacinesnela mocno zęby ze złości a jej reka powedrowala w stronę różdżki ale po kilku sekundach grzecznie odpowiedziała.
- Oczywiście profosorze.
- No to na początek zajmiemy się skutkami niewybaczalnych. Są ci dobrze znane bo pewnie w poprzedniej bitwie się z nimi spotkałaś ale nie wszyscy wiedza jakie są ich skutki. Avada zabija więc tym się dzis nie będziemy zajmować. Więc cruciatus. Longbottom to twój przyjaciel wiec na pewno wiesz on jego rodzicach. Ale to nie jedyny przypadek. U nich stan w jakim są jest efektem wielodniowych tortów natomiast niekiedy wystarczy kilka minut by człowiek stal się warzywem. Wszystko zalezy od organizmu. Zdarzają się tez osoby które są tez calkowicie odporne na to zaklęcie ale jest to przypadek jeden na milion o jakim nikt nie słyszał od przeszło stu lat. Innymi łagodniejszymi skutkami są chwilowe zaniki pamięci, problemy z mówieniem, drżenie lub niedowład kończyn. Czasem występują wszystkie na raz czasem tylko jedna z nich a czasami nic. Jesli zaś chodzi o imperius to skutków jest o wiele mniej ale są one praktycznie czysto psychologiczne. Są to leki, paranoje, zaniki pamięci, rozdwojenie jaźni a gdy ktos jest pod wpływem tego zaklęcia może być to nawet całkowity zanik świadomości osoby do której należało ciało.
- To znaczy?
- Nie rozumiesz prostego pojecia jak zanik świadomości? To znaczy ze człowiek nie jest w stanie samemu myśleć ani nic zrobić nie będąc pod wpływem zaklęcia. Jakieś jeszcze pytania? Jeszcze czegos nie rozumiesz z moich prostych wypowiedzi?
- Nie profesorze. Zrozumiałam Pana doskonale.
- Grzeczniej. To ze jesteś tu z polecenia dyrektora nie znaczy ze nie mogę ci odebrać punktów dać szlabanu czy poprostu wyrzucić.
- Ależ może Pan nie mam zamiaru Pana powstrzymywać.
- Minus 20 punktów od Ravenclow. A teraz weź te materiały i masz je wszystkie dokladnie przejrzeć do jutra. Wystarczy ze zapomnisz gdzie w tekście jest choc jeden przecinek a będziesz miec szlaban cały następny weekend.
Uśmiechnęła się promiennie ale jej oczy wciąż pozostały zimne. Gdyby nie inny kolor tęczówek poczułby się jak by patrzył w swoje lustrzane odbicie.


Ginny siedziala przy stoję gryfonow i dłubała widelcem w ziemniakach które miała na talerzu. Nie wie jak przetrwa czas gdy Luna jest na misji. Nie wiedziała nawet ile to potrwa. Martwila się o przyjaciółkę. A jeśli coś jej się stanie? Nie chciała odwiedzać jej u świętego Munga.
- Hej Luna! Gdzie się podziewałaś od rana?
Glos Nevilla wy powiadającego imię dziewczyny o której myślała oderwał ja od złych myśli. Luna tu jest? Przeciez to nie możliwe! Poderwała się od stołu patrząc w stronę wejścia do wielkiej sali i wpadła na blondynkę prawie zawalając ja z nóg.
- Boże Luna, jesteś! Nic Ci nie jest?
Pomiędzy kolejnymi uściskami nawet nie zauważając ze przyjaciółka ich nie odwzajemnia.
- A co miało jej się stać?
Harry zdziwony zadał pytanie ale gdy spojrzał na Lune jego twarz przybrała dziwnego wyrazu twarzy. Ten sam wyraz zauważyła u Nevilla i Hermiony którzy tez patrzyli na krukonke z na wpół otwartymi ustami i jedynie Ron dalej zapychał się udkiem z kurczaka. Gdy spojrzała w oczy przyjaciólki zatkało i ja. Luna się zmieniła. Ale jak by ja ktos zapytał w jaki sposób nie umiałaby odpowiedzieć. To byla zmiana nie tyle widoczna ile wyczuwalna. Jej oczy, niby te same szare oczy które zawsze patrzyły na nią z miłością, zarażały ciepłem były teraz puste i zimne a pod ich spojrzeniem Luna poczuła się bardzo mała i bezwartościowa a ciarki przeszły przez jej ciało. Spojrzała w stronę stołu nauczycielskiego na miejsce zajmowane przez dyrektora. Byla pewna ze wie ze go obserwuje ale udawal ze tego nie czuje i jak gdyby nigdy nic nakładał sobie na talerz pierś z kurczaka. Ginny znów spojrzała na przyjaciółkę. Co on jej do jasnej ciasnej zrobił? Byla przerażona.

piątek, 16 stycznia 2015

Rozdzial X

Pozdrawiam was!
Rozdział X
- Znów przegrales! Widzisz jednak moja inicjatywa jest dużo lepsza niż na poczatku myslales, co?
- To jest pytanie na które mam odpowiedzieć szczerze jak w zakładzie?
- Nie. Ale chyba możesz mi odpowiedzieć tak dodatkowo.
- Nie nie mogę. A teraz konkretne pytanie.
- No dobrze. Kiedys wspominales ze chciałbyś się przyłączyć do tego Voldemorta.
- Owszem.
- Co cie przekonalo tak ostatecznie do tej decyzji?
- To juz drugie pytanie.
- Wcale nie. Poprzednia moja wypowiedz byla stwierdzeniem.
Severus standardowo gdy nie byl pewny czy może jej zaufać zaczął swidrowac ja wzrokiem. Poczula ze przechodzą jej ciarki po plecach ale nie bylo to uczucie nie przyjemne. Wręcz przeciwnie. Podobalo się jej. Na kilka sekund zanim się odezwał pozwolila sobie na zatoniecie w jego czarnych oczach.
- Pamiętasz jak kiedys zapytałem cie czy umiesz dochować tajemnicy?
- Tak i powiedziałam wtedy ze jak najbardziej choćby miało mnie to kosztować życie.
- Potrzebuje tej tajemnicy teraz.
Luna się zawachala. Przeciez nie może dotrzymać tajemnicy. Będzie musiała powiedziec Dumbledore'owi. Chyba ze...
- Obiecuje ze z moich ust nie wyplynie choc jedno slowo z tego co mi powiesz lub pokażesz.
Taksowal ja jeszcze chwile wzrokiem ale tym razem nie pozwolila sobie na mala śmierć w otchłani jego czarnych oczu i w napięciu wyczekiwala czy pokaze to co chce jej pokazac jest celem jej misji.
- Zatem dobrze. Mam nadzieje ze to co ci pokaze przekona tez ciebie i zaczniesz się przyglądać bardziej do naszych prywatnych zajęć aby być godna dolaczenia do jego grona.
Luna nie odpowiedziała bojąc się ze glos zdradzi jej napięcie.
- Pokazał mi maksymalna potęgę czarnej magii. Możliwość nieśmiertelności.
- Mówisz o kamieniu filozoficznym?
- Nie. To jest eliksir. Eliksir nie możliwy do wyprodukowania w naszych czasach z powodu niedostępności najwaznieszego skladnika. Chodzi o nieśmiertelność ktoś można posiąść nawet teraz.
- O czym Ty mówisz?
Severus przeciagal chwile udając ze sprawdza czy nie są obserwowani chociaż doskonale wiedział ze w niedzielne popołudnie nikt nie siedzi nad książkami w bibliotece wszegolnie wśród ksiąg zakazanych.
- O horkruksie.
- No nie wiem... Zrobienie horkruksa jest bardzo ryzykowne.
- Niby dlaczego?
- W jednej z ksiąg czytałam ze trzeba bardzo ostrożnie dobierać przedmioty z których chcemy horkruksa zrobić. Nie może być zbyt oczywisty ani zbyt blachy... Mysle ze ciężko byloby znalesc cos takiego...
- Owszem. Ale nie jesli reszta świata czarodziejów uznaje ten przedmiot za zaginiony.
- Co masz na myśli?
- To ze od czasu klutni Roveny Revenclow z jej córka Helena nikt tego czegos nie znalazł. Wiec nikomu nie przyszłoby do głowy żeby akurat to bylo horkrukem. Nikt nie znalazł tego od kilku set lat. Wiec raczej niemożliwe żeby udalo się to komuś dzis.
- Teoretycznie tak. Ale skoro udalo się jemu to innym tez może się poszczescic.
- Szczerze w to wątpię. A teraz skup się na teori rzucania klątwy Podpalania Przelyku. Znalazłem wczoraj szczura wiec wieczorem będziesz ja ćwiczyć.


Luna leżała po raz pierwszy odkąd znalazła się w tych czasach calkowicie odprężona. Udalo się jej! W zaledwie dwa miesiące udalo jej się dokonać czegos co wydawalo się być niemożliwe. Teraz może ze spokojnym sercem najbliższy miesiąc poświęcić na zdobywanie większej sily i doskonalenie się w zakleciach z Severusem. No właśnie, Severus. Zamknela oczy a przed jej oczami pojawila się twarz chłopaka swidrujacego ja wzrokiem a przez jej ciało znów przeszedł cieply przyjemny dreszcz. Otworzyla szeroko oczy i usiadła gwałtownie na łóżku. To niemożliwe! Przyjemne ciarki pod wpływem wzroku nietoperza z lochów?! Chyba w glowie jej się poprzewracało! Ale z drugiej strony, gdyby nawet to co? Za miesiąc wróci do swoich czasów a tam przyjemne ciarki zastąpi typowy dla niej szacunek do nauczyciela. Nie ma wiec się czym przejmować i trza korzystać z możliwości jakie daje jej możliwość spędzenia kolejnego miesiąca na nauce pożytecznych na wojnie zaklęć.


3 tygodnie później.
- Jane on ma inna!
- Kto?
- Syriusz! Widziałam dzisiaj jak caluje się z ta krukonka z nogami po szyje! I co ja teraz zrobię?
- Troche poryczysz i ci przejdzie.
Dora spojrzała na przyjaciolke. Jeszcze miesiąc temu dziewczyna wziela by ja w objęcia i zaczela pocieszać a dzis nawet na nią nie spojrzała a ton jej głosu byl lodowaty bez odrobiny współczucia.
- Jane co się z toba dzieje? Zmienilas się.
- Tak myślisz?
- Tak, tak mysle. Stalas się zimna, nieprzyjemna wręcz. Myślałam ze się przyjaźnimy...
- Bo tak jest. Ale nie mam czasu na słuchanie smentych histori miłosnych. To od poczatku bylo do przewidzenia ze się toba bawi a ty głupia się nabieralas.
- Nie poznaje cię. Zdajesz się być zupełnie obca osoba.
- Bo jestem inna. Jestem lepsza.
Dora miała zaprotestować gdy pochwyciala spojrzenie brunetki w lustrze. Ciarki przeszły przez cale jej ciało gdy spojrzała w jej lodowate oczy. Ciarki byly czystym strachem.


31 listopada 1977
Luna szla korytarzami z kufrem w jednej dłoni a woreczkiem z fioletowym proszkiem w drugiej. Dzisiaj w końcu wraca do swoich czasów gdzie od razu zrobi pozadek ze smierciozercami i wszystkimi którzy popierają Voldemorta. Harry Potter się do tego nie nadaje. Wszyscy liczą na chłopca który przeżył ale który bez Hermiony ktora za niego myśli i GD właściwie nic nie byłby w stanie zrobić. Teraz czas by ona wziela wszystko w swoje ręce. Jej uda się zapanować nad haosem który powstał i pokazac wszystkim gdzie jest ich miejsce. Wypowiedziala haslo i kilka sekund później byla juz w gabinecie dyrektora.
- Dobry wieczór dyrektorze.
- Witam panno Lovegood.
Przez chwile wydawalo się dziewczynie ze wydaje się być zdziwiony widokiem dziewczyny ale to pewnie chodzilo o moc ktora na pewno od niej czul. Szybko jednak odzyskal fason.
- Jest pani gotowa do powrotu?
- Owszem. Ma pan do mnie jakies pytania?
- Tylko jedno. Z ciekawości. Misja ci się powiodła?
- Tak. Poszlo łatwiej niż się spodziewałam.
- Mam nadzieje ze zastosowalas się do mojej prozby ktora ci wysalalem kilka dni temu i z nikim się nie zegnalas?
- Nie.
- Świetnie. Jutro rano oglosze ze twoi rodzice mieli w nocy wypadek i niezwłocznie opuscilas szkole aby się nimi zajmować.
- Dziekuje profesorze.
Podeszla do kominka i wstawila kufer do środka a następnie sama weszła do środka. Wysypala na dlon fioletowy proszek.
- Podręczniki odnioslam do biblioteki. Jeszcze raz dziękuję za ich udostępnienie.
- Proszę bardzo. I gratuluje dobrze wykonanej misji.
- Dziekuje. 4 wrzesnia 1997. Piec po polnocy.

wtorek, 13 stycznia 2015

Rozdzial IX

Niespodzianka! Kolejny rozdział i mysle ze teraz juz będę dawać takie właśnie krótkie. Ale nabralam troche weny wiec spodziewajcie się ich częściej. Pozdrowienia dla wszystkich a specjalne dla tej oszalalej na punkcie mojego bloga 😊


Rozdział IX
- Widziałam się z nim!
- Z kim?
- No z Syriuszem.
- I jak bylo?
- Cudnie! Rozmawialismy chwile trzymając się za ręce ale szla kotka Filcha wiec musieliśmy uciekać a później pocałował mnie na do widzenia.
- No to super! A o czym gadaliście? Pytalas go co konkretnie do ciebie czuje?
- Nie pytal tylko co u mnie jak mi leci na zajęciach... Nic szczególnego.
- A powiedzial chociaż kiedy się znów spotkacie?
Dora spochmurniała.
- Niestety nie... Ale mniejsza o mnie lepiej powiedz co z Severusem?
- A co ma być?
- Oj nie udawaj ze nie wiesz o co mi chodzi! Pokłóciliście się rano a on nawet nie próbował cie uszkodzić? Każdy inny na twoim miejscu miałby zapewniony przynajmniej tydzień w skrzydle szpitalnym za tego idiotę a ty odeszłaś jak gdyby nigdy nic? Jesteście razem?
- Nie, Boże uchroń. Poprostu denerwuje mnie ze nie zawsze ceni moje zdanie.
- Ale to wciąż nie tłumaczy ze uszłaś z tej konfrontacji bez szwanku.
Luna się zamyśliła. Jej koleżanka miała w sumie racje. Ona sama nawet nie pomyślała ze mógłby jej cos zrobić choc wiedziała ze inni uczniowie boja się go jak ognia. Dlaczego wiec uszło jej to płazem? Czyżby Snape żywił do niej jakies cieple uczucia? Nie to nie możliwe. Jedyne co Snape może czuć to nienawiść. Ale z drugiej strony tak jest w jej czasach. A tutaj? Może tutaj jeszcze jest z dolny do czegos więcej niż nienawiść? To by tłumaczyło czemu nawet nie próbował jej zaatakować. I jednocześnie znaczyło że prawdopodobnie jest bliżej celu swojej misji niż myślała....
- Ziemia do Jane! Cos się tak zamyśliła? Wspominałaś jego piękne czarne oczy? Hahaha!
- Co ty. Rozważałam to co mi powiedzialas. Ale cokolwiek czuje do mnie Severus z mojej strony jest względem niego tylko i wyłącznie tolerancja wiec nie szukaj tematu do plotek.
Dziewczyna dalej chichotała.
- No wiesz co Jane? Ja i plotki? Nigdy! Hahaha!
Wciąż chichotając zasłoniła kotary swojego lóżka i życzyła krukonce dobrej nocy. Luna tez położyła się do swojego lóżka ale nie czuła się senna. Zastanawiała się nad dzisiejszym dniem. Pomimo ze Severus cały dzień się nie odzywał to ona czuła ze w jakiś sposób ciążyło mu to. Pytanie tylko czy powinna wiec dać sobie spokój z fochem i jutro normalnie z nim rozmawiać czy dać mu może jeszcze jeden lub dwa dni na pomyślenie? No i co tak naprawde czul do niej chłopak? Długo jeszcze biła się z własnymi myślami rozważając różne opcje zanim pochłonęły ją ramiona Morfeusza....




Severus siedział naprzeciwko slizgonki w okularach w bibliotece i próbował skupić się na czytaniu tomu który miał przed sobą. Próbował bo z żadnego przeczytanego dotąd zdania nic do niego nie docierało. Jane całkowicie zajęła jego myśli. Od ich kłótni minęły dwa dni a ona ani razu nawet nie spojrzała w jego stronę. Z eliksirem stali wiec w miejscu, typowych im nocnych spotkań tez nie bylo. Zaczynał się coraz bardziej martwic. Czemu ona nie chce z nim rozmawiać? Nie oczekiwała przecież ze przeprosi ja za to ze nazwala go idiota?! Duma nie pozwalała mu odezwać się pierwszemu... Wiec co dalej? Przeciez to nie może trwać wiecznie ona musi się do niego odezwać....
- Przemyślałeś sprawę odnośnie próby polaczenia składników?
Podniósł głowę do góry i spojrzał w srebrne oczy których nie widział od dwóch dni. Odetchną z ulga.
- Tak przemyślałem. I wciąż uważam ze jest to calkowicie bezsensowne.
Luna zmierzyła wzrokiem chłopaka.
- Mam propozycje. Zróbmy tak. Za każdym razem gdy nie będziemy się zgadzać odnośnie jakiegoś składnika to będziemy się zakładać. Jeśli moja propozycja nie okaże się trafna będziesz mógł zadać mi pytanie na które ja będę musiała odpowiedzieć szczerze. Jesli natomiast mi się uda to ja zadam pytanie tobie. Może być? Czy może wolisz się za każdym razem kłócić jak ostatnio?
Snape patrzył na nią chwile zastanawiając się nad jej propozycja. W sumie to ona ma racje i prawdopodobnie kazda kolejna próba porozumienia będzie kończyła się kłótnia tak jak i wczesniej. Ale z drugiej strony jesli po wygranej zada jakies pytanie odnośnie Lily? Albo jego rodziny? Co jej wtedy odpowie? Honor nie pozwoli mu skłamać a prawdy tez nie będzie mógł wyznać. Jednak warto zaryzykować żeby nie zaprzątać sobie znów glowy głupimi sprzeczkami i skupić się na ich zadaniu.
- Dobrze układ stoi.
- Świetnie. Wiec weźmy się do roboty.


Godzinę później stali nad kociołkiem w jednej z nieużywanych sali w której postanowili eksperymentować zaglądając w kociołek i prawie stykając się głowami. W końcu gdy po kilku minutach eliksir przeszedł w kolor taki jaki miał być spojrzeli po sobie. Luna uśmiechnęła się promiennie.
- Kolej na moje pierwsze pytanie.
- Niech będzie. Pytaj.
- Jakie masz plany na przyszłość? To znaczy po szkole.
Mierzył ją chwile wzrokiem zanim odpowiedział.
- Planuje zdobyć władzę i zemścić się na tych wszystkich którzy w ciągu całego mojego zycia mi się naprzykrzali.
- A jak niby chcesz tego dokonać? Pozabijać ich wszystkich?
- Miało być jedno pytanie a nie trzy. Lepiej weźmy się do pracy i przygotujmy następny składnik jutro będziemy mogli juz go dodac.


Od tamtego dnia współpraca szła mi coraz lepiej, eliksir wychodził im coraz lepiej choc kilka razy musieli zaczynać od nowa po jakiejś wpadce. Ich zajęcia dodatkowe tez zmierzały w coraz lepszym kierunku. Poznawała coraz bardziej zaawansowane zaklęcia i z każdym dniem coraz bardziej czuła się silna. Zaczęła patrzyć na wszystko w koło inaczej. Gdy rozmawiała z innymi uczniami byla oczywiście mila uśmiechała się do nich a nawet żartowała, lubiła rozmawiać z Dora nawet pomimo jej ciągłego gadania o Blacku ale w środku czuła ze jest inna niż oni wszyscy. Czuła się lepsza, silniejsza. Wiedziała ze oni nigdy nie będą tak silni jak ona. I nawet gdy czasami czuła ze ta siła jest dla niej niebezpieczna ze powinna przestać to chwile później umyśl podsuwał jej te wszystkie możliwości jakie dają jej te zaklęcia. Jak tylko wróci do swoich czasów będzie mogla dużo pomóc w wojnie z Voldemortem. Będzie mogla pomóc schwytać cale mnóstwo smierciozercow. A jakim dobrym byłaby aurorem juz po wojnie?! I to wszystko na powrót przekonywało ja ze dobrze robi. Bardzo dobrze. Oderwała się od zamyślen i spojrzała w kociołek. Tym razem niestety pomyliła się i będzie musiała odpowiedzieć na pytanie slizgona. I pewnie będzie musiała skłamać.
- Co chciałbyś wiedzieć?
- Czy jesli ktos powierzyłby ci tajemnice i zabronił komukolwiek mówić to dotrzymałabyś słowa?
Lune zdziwiło pytanie. Czyżby planował powierzyć jej jakąś tajemnice?
- Oczywiście. Dotrzymałabym jej nawet pod groźbą śmierci.
Byla to calkowita prawda.

sobota, 10 stycznia 2015

Rozdzial VIII

Witam ponownie w styczniu z nowym choc haniebnie krótkim rozdzialem ale mam badzieje ze koncowka was zaskoczy i da wam do myślenia. Pozdrawiam i obiecuje kolejny rozdział jeszcze w tym miesiącu.
Rozdział VIII
Profesor Dumbledore zajmował swoje standardowe miejsce dyrektora szkoły podczas codziennego sniadania zajadając się smazonymi kielbaskami i jajkiem sadzonym obserwując sponad swoich okularów polowek uczniów licznie zgromadzonych przy swoich stolach. Jego wzrok powędrowal w stronę slizgonow jak coraz częściej w ostatnim czasie. Wczesniej nigdy nie lubial specjalnie spoglądać w tamta stronę. Co prawda jako dyrektor nie wywyzszal ani nie umniejszal żadnemu z domów ale jakos nie mogl się przemuc do uczniów domu węża. A teraz jednak coraz częściej tam spogladal. Praktycznie wszystkie nastolatki przy tamtym stole siedziały w tych samych grupach co zwykle. Z wyjątkiem dwuch ciemnowlosych uczniów. Lovegood i Snape. Od czasu prozby dziewczyny o dostęp do działu ksig zakazanych nie miał co prawda sposobności z nią porozmawiać to jednak widac bylo ze zaczynają się powoli coraz lepiej dogadywać, szczególnie po pojedynku na którym zostali złapani. Musial przyznać ze krukonka coraz bardziej mu imponuje. Domyslal się ze będzie próbowała wkraść się w laski Severusa pochlebstwami i typowymi damskimi sztuczkami ale ta postanowila postawić na szacunek jakim zaczął darzyć ja slizgon. Madra dziewczyna. Choc z drugiej strony to oczywiste, przeciez sam ja wybral. Patrzył właśnie na pogrążona w rozmowie dwujke na ich pochylone ku sobie głowy i zarys zacieklosic na ich twarzach. Pewnie o cos się Sprzeczają. I dobrze. Jak mugole mówią "kto się czubi ten się lubi".


- Liść mandragory nic nie pomorze naszemu eliksirowi a jedynie pogorszy sprawę bo wtedy nie będziemy mogli dodac igly sosny!
- Ty to się znasz! Po co nam niby igla sosny??? To ma być eliksir a nie jedzenie dla leśnych wróżek!
- Wiesz co lepiej się zamknij bo im dluzej cie slycham tym mi gorzej.
- Gorzej ci? A kto uparl się żeby polaczyc suszone skrzydła motyla z mchem mimo ze mówiłeś ze to nie możliwe?! I co, udalo się! A teraz znów upierasz się bez sensu przy swoim!
- Nie powiedziałem ze się nie da polaczyc tylko ze nikt wczesniej tego nie prubowal! I to ze raz ci się udalo nie znaczy jeszcze ze masz racje we wszystkim a ja mam się zachowywać jak idiota i cie słychać!
- Ależ ty wcale nie musisz się zachowywać jak idiota bo ty nim poprostu jesteś!
Przy stole slizgonow juz dawno zapanowała cisza i wszyscy wsluchiwali się w ostra wymianę zmian ale teraz bali się nawet wsiąść oddech. Tylko huncwoci od dobrych kilku lat odważyli się tak odezwać do Snape'a ale ich bylo zwykle 3-4. A ona byla jedna.
- Lovegood! Uważaj do kogo i co mówisz! Mam dość twojego niewyparzonego języka!
- O proszę odzywa się ten co tak niby zwarza na słowa i nikogo nigdy nie obraził!
- Zejdź mi z oczu i to juz! Nie chce cie widzieć do konca swoich dni!
- Bo co....
- Cisza! Co to za klutnia?
Luna oderwala wzrok od czarnych jak węgle oczu i rozerzala się wkoło siebie. Praktycznie pól wielkiej sali obserwowalo ich klutnie. Ależ widowisko. Zdaje się nawet większość nauczycieli nie bylo w stanie wydobyć z siebie glosu i jedyna profesor McGonagall przeszkodzila im w wymianie dalszych nieprzyjemności.
- Znowu prosicie się o szlaban?
- Przepraszam pani profesor ja poprostu wymienialam się swoimi spostrzeżeniami nad praca dodatkowa jaka wykonuje z prof... Severusem Snape.
- A nie potraficie wymieniać się owymi spostrzeżeniami po cichu? Każdy chce zjeść w spokoju śniadanie!
- Przepraszamy pani profesor. To juz się nie powtórzy.
- Mam nadzieje. A jako kare za dzisiejsze zachowanie macie dzis zakaz rozmowy na jakikolwiek temat.
- oczywiście pani profesor.
- A teraz zapraszam na lekcje.
I odeszla w stronę stolu nauczycielskiego. Snape mruknął jak by do siebie ale ona widziała ze chcial żeby go uslyszala.
- Chociaż jeden dzień w spokoju bez dziwaczki.
- Jeszcze za mną zatęsknisz.
Wrzucila torbe na ramie i ruszyla w stronę wyjścia z wielkiej sali odprawadzana przez wiele zaciekawionych spojrzeń. Bo oto szla dziewczyna która pomimo iz obrazila Snape'a to nie musiała nawet omijać choc jednej klątwy.


Przez pierwsza część dnia minela slizgonowi spokojnie. Cieszył się faktem ze caly dzień ma tylko dla siebie i nie musi znosić glupiej paplaniny tej White. Ale gdy wyszedł z ostatniej lekcji stanął i... Nie wiedział co ze sobą zrobić. Od kilku tygodni zawsze spotykal się z ta White i w bibliotece szukali sposobu jak stworzyć eliksir. A dzis? Obiecał sobie ze nie pójdzie do biblioteki bo ona pewnie będzie tam siedziala a nie chcial jej dzis widzieć... Po tym wszystkim co mu dzis powiedziała, jak nazwala go idiota przed cala szkola powinien sprawić ze będzie wila się przed nim w bólu blagajac o przebaczenie. Dlaczego wiec tego nie zrobił? No tak przeciez w szkole nie może. Zaklal pod nosem. Oklamuje samego siebie jak prawdziwy idiota. Prawda jest bowiem taka ze właściwie to polubial te ich sprzeczki. Dawaly mu możliwość wyladowania emocji na bieżąco zamiast zbierac się w sobie aż wybuchna w formie pojedynku. Nagle otrzasnal się ze swoich myśli i spostrzegł ze jest w bibliotece na progu ksiąg zakazanych. Ona tam oczywiście siedziala przeglądając jakiś opasly tom. Powinien odwrócić się i wyjść ale... No nie przeciez nie jest jakimś glupim puchonem. Jak ma ochotę siedzieć w bibliotece to będzie siedzial i zadna dziewucha mu tego nie uniemożliwi! Wziął z pulki pierwsza lepsza książkę i ruszył w stronę jedynego stolika w tym dziale.


Luna siedziala zadowolona z siebie w bibliotece przeglądając księgę najgorszych znanych klątw starożytnego Egiptu. Juz miała odnieść wolumin aby poszukać czegoś bardziej współczesnego gdy katem oka zobaczyla ze Snape stoi w progu działu i jakby bije się ze swoimi myślami. W końcu jednak wziął jakiś tom i usiadł przed nią ale ona nawet nie podniosła wzroku znad swojej lektury. Postanowila bowiem ze nadszedł czas żeby chłopak siedzący przed nią trocje za nią zatesknil. Nigdy co prawda nie byla zwolenniczka kobiecych sztuczek na zlapanie faceta i gardzila dziewczynami które ciągle wynajdowaly na to swoje sposoby ale tym razem postanowila spróbować. Pomyśl podrzucila jej Dora mówiąc wczorajszego wieczora o tym ze jakas jej koleżanka postanowila zagiąć parol na przystojnego krukona z ktorym czasami rozmawiala i postanowila na początek sprawić żeby sam z siebie zaczął laknac jej towarzystwa. Miało to ponoc pomuc mu uświadomić mu jego uczucia do niej. Wiec się z nim poklucila. No i tak tez postanowila zrobić Luna. Nie chodzilo jej co prawda żeby Snape nagle uświadomił sobie ze kocha ja ponad życie i umrze jesli znów nie usłyszy jej głosu bo tego by nawet nie chciała. Nie jej chodzilo o to żeby zdal sobie sprawę z tego ze lubi jej towarzystwo. Bo lubi. Inaczej nie wydluzyl by ich potajemnych treningów ani nie zabrał tamtego popołudnia na spacer. Po pojedynku zauwazyla ze zaczął ja szanować a nawet byl troszkę bardziej otwarty na nowe propozycje odnośnie eliksiru z jej strony ale to wszystko. A fakt ze ja szanuje nie znaczy wcale ze ufa jej na tyle by powierzyć jej jakas swoja tajemnice. Tym bardziej TA tajemnice. Wiec musi mu uświadomić ze ja lubi. Bo łatwiej zaufać komuś kogo się tez lubi a nie tylko szanuje. Szczęśliwie do porannej sprzeczki weszla glowa gryffindoru i zabronila im dzis rozmów. Jeden dzień to nie wiele ale jesli będzie trzeba to będzie udawać obrazona dluzej. Przewrucila kolejna stronę księgi ktora miała przed sobą i zaczela czytać akapit o kolejnym zakleciu. Gdy skonczyla opadla na oparcie krzesła i pogrążona w myślach patrzyla w jej tylko znany punkt nad głową slizgona. Klatwa o której właśnie przeczytala dotyczyła właśnie pochowania kogoś żywcem wśród skarabeuszy podtrzymując zaklęciem świadomość tej osoby aby nie do samego konca czula jak jest zjadana. I nagle zdala sobie sprawę z tego ze niezależnie od tego jak okrutna jest ta klatwa, jej piękno jest jeszcze większe....

sobota, 3 stycznia 2015

Życzenia

Wiem ze jestem duuuzo spuzniona ale życzę wam z całego serca niesamowitego nowego roku 2015 wszelkich łask i spelniena marzeń zdrowia szczęścia i pieniędzy oczywiście! Oby ten rok dla nas wszystkich byl zdecydowanie lepszy niż poprzedni i wniusl w nasze życie wiele wspaniałych chwil które będziemy wspominać na starość przy kominku z kubkiem gorącej herbaty w dłoni.

czwartek, 25 grudnia 2014

Rozdzial VII

Witam!
Szczerze mówią miałam pozycic bloga ale dawalam mu ciągle szanse. I dobrze! Pojawił się nowy komentarz! I właśnie dla Ciebie jest rozdział! Przepraszam ze krótki ale pierwsze święta bez mamy i braciszka wiec mocno zakrapiane co to by mocno nie tęsknić i tak jakos wyszlo krótko. Następny postaram się jeszcze w tym roku dłuższy.
Pozdrawiam!






Rozdzial VII
Severus Snape lezal w skrzydle szpitalnym patrząc w sufit. Cale szczęście ze byl sam inaczej spalilby się ze wstydu ze trafil tu przez jakas glupia okularnice. I tak musi przetrwać upokozenie jakim jest jego pierwszy w zyciu szlaban który będzie miał miejsce w sobotę. Wciąż nie wieżyl ze jedna dziewczyna dała mu rade. Choc byla dobra w zakleciach daleko jej bylo do niego ale pomogla jej inteligencja. Takie proste odwrucenie uwagi przeciwnika sprawilo ze wygrala z nim pojedynek. Postanowił ze będzie dalej z nią ćwiczyć. Jak tak dalej pójdzie to może latem po zakończeniu szkoły będzie mógł pokazac ja Czarnemu Panu? Tak... Czarny Pan będzie zadowolony ze Severus przyprowadził mu taka cenna zdobycz. Bo ona była cenna cokolwiek jej mowil. Pogrążony w rozmysleniach o dziewczynie nawet nie zauważył kiedy osunal się w krainę snu.


Luna stala przed gabinetem opiekunki gryffindoru i czekala na Severusa. Od ich pojedynku minely 3dni w czasie których chłopak zaczął z nią coraz więcej ćwiczyć. Zeszlej nocy do 3 nad ranem rzucali w siebie zaklęcia aż w końcu Luna padając z nug poprosila aby dokończyli następnym razem. Każdy dzień sprawial ze byla coraz bardziej zmęczona a dzis mieli szlaban wiec tez nie liczyla na szybki odpoczynek. Ale jutro jest niedziela i obiecala sobie spanie do południa a później zero książek. Po kilku minutach przyszedł Snape. Ten to zawsze wygladal dobrze nie zależnie od tego jak malo spal. Skąd on bierze ta sile i witalność? W tej samej chwili drzwi gabientu otworzyly się i nauczycielka transmutacji poinformowala ich ze maja za zadanie wyszorowac podłogę w sali astronomicznej bez użycia magii. Ruszyli bez słowa w jej stronę a na miejscu juz czekamy na nich mopy i wiadra z woda. Zadanie choc wydawalo się proste wcale takie nie bylo ponieważ zwykla woda bez żadnego plynu jedynie rozmazywala bród ale w końcu po prawie dwuch godzinach zmagań udalo im się doprowadzić wieze po pozadku w międzyczasie rozważając opcje dwuch składników które mogłyby się nadawac do ich eliksiru a Luna lekko zdziwiona zauważył ze slizgon zaczął darzyć ja jakoby szacunkiem od ich pojedynku. Zdaje się ze zrozumiał ze mimo iż nie ma co prawda takiej mocy jak on to jednak jest godnym uwagi przeciwnikiem nawet dla niego. Przed polnoca rozeszli się do swoich dormitoriow.


Luna otworzyla oczy i zerknela na zegarek na stoliku przy jej lozku. Bylo południe. Przeciągnęła się wydając przy tym mruczenie kota po czym głębiej zanurzyla się w koldrze z zamiarem jeszcze chwilowej polgodzinnej drzemki ale ta jednak nie byla jej dana. Dora rozsunela kotary jej lozka wpuszczajac do środka ostre słoneczne promienie.
- Dzień dobry! Nie ma dluzej spania mamy dzis zbyt piekna pogodę! Ubieraj się i idziemy na blonia pograć w ekspodujacego durnia!
Chcąc nie chcąc Luna wyszla spod cieplutkiej koldry i poszla pod prysznic po czym szybko ubrala się w klasyczne spodnie i fioletowa bluzke a włosy spiela w kok pozwalając kilku pasemkom na wyjście spod grzebienia.
- No Luna super wyglądasz! Snape padnie z wrażenia na twój widok!
- Snape?
- No nie udawaj, spędzacie razem niemalże cale dnie pewnie juz cos miedzy wami zaiskrzylo?
- Nie i nie mam zamiaru na to pozwolić. Severus jest mily jak chce, coraz lepiej się dogadujemy ale w pewnością nie jest to to co myślisz.
- Serio?
- Serio. Nie czuje do niego nic więcej po za kolezenstwem i jestem pewna ze on nie czuje nic więcej do mnie. Ale mniejsza o mnie. Co z Syriuszem? Bo tak ma na imię o ile dobrze pamiętam?
- Tak, Syriusz. Ale nie jest tak jak myślałam. Od tamtego pocalunku praktycznie go nie widziałam z wyjątkiem posiłków w wielkiej sali. Obawiam się ze się mną znudzil? Może zbyt łatwo poddalam się pocalunkowi? Może woli trudniejsze zdobycze? Wiesz, chłopak z jego reputacja...
- Hm... Wiesz nie mam zbyt wielkiego doświadczenia odnośnie chłopaków. W sumie to żadnego bo wczesniej nikt się mną nie interesował ale w sumie to mysle ze nie o to chodzi. Syriusz jest typowym gryfonem a co więcej wywodzi się z rodziny slizgonow. Ja mysle ze on poprostu musi pogodzić się z faktem ze podoba mu się ktoś o kim nigdy by nie pomyślał ze mu się spodoba. Daj mu troche czasu żeby poukladal to sobie.
- Skoro tak mówisz... Moze masz racje. A teraz choc na blonia nim słońce schowa się za popoludniowymi chmurami.


Siedząc na trawie i ciesząc się chwilami słońca krukonka wrucila wspomnieniami do dnia przed jej misja jak w ten sam sposób siedziala ciesząc się dobra pogoda ze swoimi przyjaciółmi. Choc bylo to zaledwie poltora miesiąca temu wydawalo jej się jak by od tamtego czasu minely wieki. Jak by to było s innym zyciu. Zamknela oczy kierując twarz w chylace się ku zachodowi słońce. Kawałek dalej Dora grala w eksplodujacego durnia z innymi slizgonami ale Luna postanowila dać sobie spokój w tej kolejce. Słysząc w tle ze gra toczaca się nieopodal niebawem dobiega konca zaczela otwierać oczy ze zdziwieniem widząc ze jest obserwowana przed dwie osoby. Oczy naświetlone słońcem dopiero po pól minucie pozwolily jej dostrzec kim byli. A byl to James Potter i Syriusz Black. Uśmiechnęli się obaj szyderczo w jej stronę.
- Patrzcie patrzcie kto to nagrzewa się na słoneczku! Nowa dziewczyna Smarkusa! Poprosilabys rodziców o szampon do włosów dla swojego chłopaka.
- Dajcie spokój mi i jemu, dobrze wam radze.
- Ależ my dajemy ci tylko dobra rade...
- Mam gdzies wasze rady wiec rownie dobrze możecie iść szczepić sobie język gdzie indziej.
- Jaka pyskata. Jak myślisz Lapo, warto by nauczyć dziewczynę jak się odzywac do innych co?
- Z ust mi to wyjales Rogas.
Sięgnęli po swoje różdżki ale Luna juz rzucila w ich stronę zaklęcie petrifocus totalus powalajac obydwu na ziemie po czym odwrucila się na piecie i ruszyla w stronę zamku. Choc obiecala sobie dzień bez książek nogi same poprowadzily ja w stronę biblioteki a tam w stronę ksiąg zakazanych gdzie siedział czarnowlosy chłopak.
- Jak ci minął dzień?
- Świetnie, zamiast obiajac się tak jak ty znalazłem propozycje kolejnego skladnika do naszego eliksiru.
- Super, jaki to?
- Korzeń lilii. Jest ona co prawda zalecana osobom mającym problemy z utrzymaniem równowagi i kontroli nad własnymi ruchami ale mysle ze w naszym eksperymencie moze miec dość kluczowe znaczenie.
- Dobra opcja.
Luna przeszla się pomiędzy regalami a jej wzrok przygnela ksiega 'Niesmiertelnosc i jak ja uzyskać'.
Wziela księgę w dłonie i ruszyla w stronę stolika gdzie zaczela przeglądać wolumin. Na poczatku autor wspominal o legendarnym kamieniu filozoficznym następnie o krwi jednorożca a także o pozostaniu czarodziejem - wampirem co również zapewnia nieśmiertelność. W końcu gdy stracila nadzieje trafila na to o czym myślała. Rozdział poświęcony horkruksom. Luna wiedziała ze jest jeszcze za wcześnie aby Severus w ramach zaufania pokazał jej wspomnienie na jakim jej zalezalo ale warto chyba poruszyć delikatnie ten temat. Gdy juz miała mu zadac pytanie zauwazyla ze slizgon spogląda na nią i tytuł woluninu jaki miała przed sobą.
- Chcesz być niesmiertelna?
- Niewiem. Bylo w moim zyciu wiele chwil kiedy myślałam o śmierci ale chyba czy chciałabym zyc wiecznie... Nie zastanawiałam się. A ty?
Obserwował ja kilka sekund spod przymruzonych oczu zanim odpowiedział.
- Bycie nieśmiertelnym to najwieksza mozliwa potega dla czarodzieja. Oczywiście ze chciałbym zyc wiecznie. Miałbym możliwość z każdym dniem rozwijac swoje moce.
- A to da się je bardziej rozwinąć?
Luna wiedziała ze w chwili obecnej przyszly profesor jest zaledwie w połowie swoich możliwości ale uznala ze warto od czasu do czasu polechtac jego męskie ego. Oczywiście odczytal to na opak.
- Nie mam ochoty na słuchanie jak stroisz sobie żarty z tego jak odwrucilas moja uwagę podczas pojedynku. Oboje wiemy ze gdyby nie to to ty byś spedziala przynajmniej jedna noc w skrzydle szpitalnym.
- Może i tak ale teraz juz przynajmniej wiesz ze mimo iż nie dorównuje ci mocą to wygranej tez nie masz ze mną zapewnionej.
- Spokojnie następnym razem nie dam się tak zwieść.
- Zobaczymy.
Siedzieli na przeciw siebie patrząc na siebie i Luna nagle zdala sobie sprawę z tego ze chłopak ma na prawdę piękne oczy. Wydaje się nie możliwe żeby te czarne tunele byly tak nazwane ale byla to prawda. Przez chwile utonela w ich glebi i dopiero wesoly glos bibliotekarki wyrwal ich z tego hipnotyzujacego spojrzenia.
- Co tu robicie kochani? Czy pogoda nie jest zbyt piekna by spędzać czas w bibliotece?
- To biblioteka jest piekna.
- To prawda. Ale warto tez zażyć świeżego powietrza od czasu do czasu. Idźcie kochaniecy na spacer po bloniach. Macie szare twarze od ciągłego siedzenia w zamku.
Pani Prince odeszla w stronę dzialu transmutacji i Luna byla pewna ze jej rada pójdzie w niepamięć ale Severus ja mocno zaskoczył.
- Gdzie masz ochotę iść?
- Masz ochotę wyjść?
- Czemu nie. Pogoda rzeczywiście dopisuje.
- To może wzdłuż Zakazanego Lasu?
- O tym samym pomyślałem.
Chwile później minęli byli juz na błoniach.
- Wiec nie wiele wiesz na temat Czarne... Lorda Voldemorta?
- W ciągu ostatnich kilku dni troche popytalam ale jedyne czego się dowiedziałam to ze byl wyjątkowym uczniem i ze chcial być nauczycielem OPCM ale nie dostal tego stanowiska. No i ze ponoc posiadl cos co nie udalo się nikomu oprócz Nikolasa Flamela. Myślisz ze może być to prawda?
- Mysle ze od czasów Merlina nie bylo tak wyjątkowego czarnoksiężnika.
Pięknie wymijajaca odpowiedz.
- Chciałabym go poznać. Porozmawiac. Dowiedziec się skąd posiadl taka wiedze.
Przeszli kilka dobrych metrów zanim Severus się odezwał.
- Takich jak ty jest wiele.
- A ty? Spotkales go kiedys?
Znów chwila ciszy.
- Nawet jesli, to co?
- Tak tylko pytam.